21.01.2024, 17:15 ✶
Pokiwałem głową. Radowałem się, że u Michaela wszystko w porządku. Co prawda, był abraksanem, który wciąż świetnie sobie dawał radę na wyścigach, aczkolwiek kiedyś musiał nadejść ten moment, kiedy odejdzie w cień, da szansę innym abraksanom na wyścigach. Nie ukrywałem, że ta informacja nieco mnie ucieszyła, bo oznaczała mniejszą konkurencję dla mojej stadniny, poza tym Michael miał mieć lepsze oko na Laurenta, gdyż nic nie będzie go rozpraszało w takim rozkładzie sił.
- Zapewne, gdyby bardzo chciał wziąć w nich udział, zauważyłbyś to. Jestem tego pewny - stwierdziłem, biorąc poprawkę na wrażliwość emocjonalną Laurenta oraz ich więź ze sobą. Najpewniej od razu wyczułby, że coś nie grało, więc myślę, że nie było tematu. Gdyby Michaelowi zależało na tych zawodach, to byłoby to widoczne w jego zachowaniu. - Zawody to nie wszystko. Może realizować się na inne sposoby - zauważyłem. Mój abraksan już od lat nie brał udziałów w wyścigach. Radoslav był sędziwym abraksanem, ale wciąż energicznym i potężnym. Jeśli trzeba by było, to zwaliłby niejednego delikwenta z nóg siłą swoich skrzydeł. O kopytach nie wspomnę.
Napiłem się herbaty i odstawiłem filiżankę, składając swoje dłonie. Zastanawiałem się, czemu akurat w tym kierunku poszedł Laurent by się wyróżnić na tle innych stajni, ale te jarczuki wcale nie były głupim tematem. Skoro na Ukrainie były wykorzystywane do chwytania czarnoksiężników, to może dobrze się działo, że były w kręgu zainteresowań Laurenta i że Duma gdzieś tam bywała w jego pobliżu, szczególnie w dobie istnienia tych, pożal się Bogini Matko, Śmierciożerców.
- Są bardzo niebezpiecznymi, silnymi stworzeniami, ale rozumiem, że posłuszne swojemu panu? - dopytałem go. W głowie zaczęła świergotać mi myśl, czy nie zamówić u Laurenta wyhodowania kilku sztuk na moje własne zamówienie. Nie tyle do celów obronnych, co z czystej ciekawości, potrzeby kolekcjonowania pereł... Bylebym nie skończył pogryziony, bo tego z kolei bym nie zdzierżył. Moje zwierzęta miały być posłuszne.
- Zapewne, gdyby bardzo chciał wziąć w nich udział, zauważyłbyś to. Jestem tego pewny - stwierdziłem, biorąc poprawkę na wrażliwość emocjonalną Laurenta oraz ich więź ze sobą. Najpewniej od razu wyczułby, że coś nie grało, więc myślę, że nie było tematu. Gdyby Michaelowi zależało na tych zawodach, to byłoby to widoczne w jego zachowaniu. - Zawody to nie wszystko. Może realizować się na inne sposoby - zauważyłem. Mój abraksan już od lat nie brał udziałów w wyścigach. Radoslav był sędziwym abraksanem, ale wciąż energicznym i potężnym. Jeśli trzeba by było, to zwaliłby niejednego delikwenta z nóg siłą swoich skrzydeł. O kopytach nie wspomnę.
Napiłem się herbaty i odstawiłem filiżankę, składając swoje dłonie. Zastanawiałem się, czemu akurat w tym kierunku poszedł Laurent by się wyróżnić na tle innych stajni, ale te jarczuki wcale nie były głupim tematem. Skoro na Ukrainie były wykorzystywane do chwytania czarnoksiężników, to może dobrze się działo, że były w kręgu zainteresowań Laurenta i że Duma gdzieś tam bywała w jego pobliżu, szczególnie w dobie istnienia tych, pożal się Bogini Matko, Śmierciożerców.
- Są bardzo niebezpiecznymi, silnymi stworzeniami, ale rozumiem, że posłuszne swojemu panu? - dopytałem go. W głowie zaczęła świergotać mi myśl, czy nie zamówić u Laurenta wyhodowania kilku sztuk na moje własne zamówienie. Nie tyle do celów obronnych, co z czystej ciekawości, potrzeby kolekcjonowania pereł... Bylebym nie skończył pogryziony, bo tego z kolei bym nie zdzierżył. Moje zwierzęta miały być posłuszne.