Wśród swoich bliskich, Theon miał osoby, które zajmowały się łamaniem klątw. Choćby matkę czy wuja Sebastiana. Niekoniecznie dotyczyło to co prawda klątw nałożonych na ludzi, ale pewne kwestie wciąż pozostawały niezmienne. Travers pytał, ale mimo tych pytań jakąś wiedzę w temacie posiadał. Ogólne rozeznanie. Nie starał się jednak wyskakiwać z tym przed szereg. Popisywać się przed Camille. W zasadzie nawet nie chodziło mu coś takiego po głowie. Skupiony był na tym, że przez tego rodzaju proces - zdejmowania, łamania klątwy - przechodził po raz pierwszy. Nie było to szczególnie przyjemne, ale koniec końców udało się doprowadzić całość do końca bez większych ekscesów.
A może nawet bez żadnych ekscesów?
Był w trakcie podnoszenia się z ziemi, kiedy blondynka zwróciła mu uwagę na to, aby chwilę jeszcze odczekał Cóż. Miało to miejsce o co najmniej jedną chwilę zbyt późno. Nieco chwiejąc się, przyjął jej pomoc, kiedy ta nadeszła.
- Jasne. Zaraz powinno ustąpić. - możliwe, że w pierwszym momencie nieco zbyt mocno zacisnął dłoń na wyciągniętej ręce. Ramieniu? Nieświadomie, zapewne znajdywał się jeszcze pod wpływem efektu kadzideł. Kiedy tylko się zorientował, poprawił się. Rozluźnił ten uścisk, posyłając kobiecie przepraszające spojrzenie. - Jest lepiej. Prawie dobrze. - zawroty głowy mijały. Powoli, stopniowo. Wszystko zdawało się wracać do normy. Zajmować właściwe sobie miejsce.
Wreszcie puścił kobietę. Odsunął się od niej. Dla pewności oparł się jeszcze o szafkę. Tak na wszelki wypadek - gdyby coś miało nagle okazać się nadal nie tak. Nie zamierzał się tutaj przewracać i inne takie. Dostarczać Delacour dodatkowych przeżyć.
- To zawsze tak wygląda? - zadał pytanie, bo cóż... był Theonem, co znaczyło, że był też człowiekiem dość ciekawskim. Często zadawał pytania, interesował się różnymi kwestiami. Camille nie miała okazji tego doświadczyć, nie znali się praktycznie wcale. Jedynie tych kilka listów, towarzyszące temu krótkie spotkania. - Zakładam, że jako specjalista miałaś już styczność z tą klątwą? Kilka razy? Wielokrotnie? - doprecyzował, że to właśnie ta konkretna klątwa go interesowała. Sam padł jej ofiarą, więc w sumie nie było to niczym dziwnym. Można było zrozumieć. - Moja matka, choć była w stanie pewne rzeczy ustalić, od lat zajmuje się klątwami, nie chciała się tego podejmować. Nie specjalizuje się w tym od strony bardziej... medycznej? Wolała więc szukać pomocy gdzieś indziej. - dzielił się z Camille tym, co ta powinna była już wiedzieć. O tym zapewne mówiły listy, o tym też mogła mówić jej własna matka, skoro tak bardzo zależało jej na udzieleniu pomocy zaprzyjaźnionej rodzinie.