Nie chciał nawiązywać bliższych relacji z półolbrzymem, dlatego kiedy kobieta zgodziła się na spotkanie z Irlandczykiem, postarał się obejść go możliwie najszerszym łukiem. Mężczyzna wyraźnie się gotował i cholera jedna wie, co mógłby zrobić w tym momencie. Emocje niestety nigdy nie były dobrym doradcą. Umiejętność kontrolowania ich bywała cenna.
- Nie musisz się niczego obawiać. – zapewnił kobietę. Na wyrost, ale czy to miało jakieś znaczenie? Teraz liczyło się tylko i wyłącznie to, żeby dostać się do Irlandczyka. Jego pomoc była niestety niezbędna. Bez informacji, nie był w stanie ruszyć dalej i rozwiązać swojego problemu.
Problemu, którego nie mógł tak po prostu zignorować.
Zaplecze jak zaplecze. W tej okolicy wszystkie lokacje były dość specyficznie. Niejednokrotnie kryły coś więcej. Sam doskonale o tym wiedział, wszak nawet w jego Olibanum znajdywały się dodatkowe pomieszczenia. Nie do każdego z nich dało się tak po prostu wejść. Biorąc to wszystko pod uwagę, niekoniecznie interesował się tym, jak wszystko wyglądało tutaj. Po prostu szedł za kobietą. Może był przy tym nieco zbyt naiwny, ale co więcej mógł zrobić?
Okoliczności zmuszały go do tego, żeby tej pokracznej nieznajomej jednak… no cóż, zaufał.
- Devin. – przywitał się. To tym imieniem, Irlandczyk kazał mu się do siebie zwracać, kiedy lata temu nawiązali swoją krótką współpracę. Czy było prawdziwe? Robert w to szczerze wątpił. Z pewnych źródeł wiedział, że posługiwał się również kilkoma innymi. Nie miało to jednak dla niego większego znaczenia. Jakkolwiek nazwać róże, pachnieć będzie tak samo.
W kontekście Podziemnych Ścieżek i reszty Nokturnu, bardziej pasowałoby zapewne jednak inne stwierdzenie – tak samo będzie śmierdzieć.
- Twój człowiek niekoniecznie radzi sobie z obsługą klientów. Może warto rozważyć zatrudnienie kogoś innego. – wyjaśnił krzyki, które doszły do Irlandczyka. W typowy dla siebie sposób. Zwracając uwagę na problemy dostarczane przez innych, nie siebie samego. W końcu on, Robert, problemu z reguły nie stanowił. Nie sprawiał. – Albo odpowiednie przeszkolenie wielkoluda. – dodał, niewiele sobie robiąc z tego w jaki sposób ma przebiegać to spotkanie. Nie oczekiwał, że Irlandczyk zaoferuje mu alkohol, cygaro, każe usiąść, okaże się prawdziwym dżentelmenem. To nie ta bajka, nie był głupi. No i w zasadzie to wcale tego nie potrzebował. Chciał jedynie szybko załatwić pewne sprawy. Zdobyć informacje.
Poszedł do biurka, zajął jedno z miejsc za nim.
- Potrzebuje informacji o Remualdzie Carrowie. – nie przepraszał za sposób w jaki nawiązał kontakt, nie tłumaczył się ze swojego osobistego stawiennictwa. W innych okolicznościach najpewniej faktycznie by wysłał sowę, ale w tej sytuacji nie miał na to wystarczająco czasu. Wszystko musiało potoczyć się szybko oraz sprawnie.