Zamierzał odczekać chwilę. Upewnić się, że wszystko jest w porządku. Nie chciał się zanadto śpieszyć. Zawroty głowy, które właśnie ustępowały, dały mu wyraźnie do zrozumienia, że pośpiech nie był wskazany. Po rytuale czuł się nieco słabo. Był jakby rozbity. Czy to przed tym wcześniej przestrzegała go Camille? Albo przed czymś podobnym? Nie chciał się na tym skupiać, o tym myśleć, dlatego też próbował nawiązać rozmowę. Był to zawsze jakiś sposób na to, żeby zabić czas. W towarzystwie prawie zawsze minuty mijały szybciej. Podobnie było w przypadku godzin.
- Płatkami kwiatów? – to go autentycznie zaskoczyło. Brzmiało nieco zabawnie, ale łatwo było dojść do wniosku, że musiało być zarazem niebezpieczne dla ofiary. Skoro człowiek pluł, to skądś się to musiało brać. Drogi oddechowe? Przełyk? Można było przez to zginąć? Sam tego nie doświadczył, miał więc dużo szczęścia. Zwłaszcza, że wizyt w szpitalu obecnie unikał.
Czy gdyby doszło do najgorszego, Camille byłaby w stanie mu pomóc?
Czy mimo tego rodzaju objawów, nadal odkładałaby spotkanie z nim na później?
Skupianie się na tym, nie miało obecnie większego sensu. Lepiej było zostawić to za sobą, ruszyć do przodu. Cieszyć się z tego, że więź została wreszcie zerwana.
- Myślisz, że to wszystko stanowiło część planu osób, które odpowiadały za atak podczas Beltane? – zainteresował się. Sam niekoniecznie widział to w ten sposób. Rytuał miał miejsce wcześniej, atak później. Poprzedziły go co prawda pewne przygotowania, ale… jakoś się to Theonowi nie kleiło. Nie łączyło się w sensowną całość. Może, mimo swojego zaangażowania, o czymś nie wiedział? – Jakoś ciężko mi to sobie wyobrazić. Może to po prostu nieoczekiwany skutek uboczy tamtego ataku?
Ciężko było to wszystko jakoś sensownie wytłumaczyć. Bo przecież skutki klątwy powinien był odczuwać dużo wcześniej. Zamiast zająć się nią w maju, trafił do Camille dopiero w drugiej połowie czerwca. W jego przypadku rzeczywiście ciągnęło się to wszystko dość długo. Pozostawało posłużyć się tym samym, czym wcześniej tłumaczyli jego nieobecność bliscy.
- Sprawy rodzinne. Nie było mnie w kraju. Dopiero po powrocie w pełni poczułem działanie klątwy. – wytłumaczył. Tylko czy faktycznie odległość mogła w ten sposób wpłynąć na więź, która łączyła go ze Stellą? Pozostawało mieć nadzieje, że Camille to łyknie. Nie będzie drążyć.
Skinął głową, słysząc że jest już wolny. Może iść? Całość rzeczywiście nie zajęła wiele czasu. Nadal niekoniecznie był w stanie określić jak się obecnie czuje, ale… z czasem wszystko musiało się unormować. Tak zakładał. Grunt, że miał to za sobą. Z głowy.
- Dziękuje Ci, Camille. – uśmiechnął się, wyciągnął w jej stronę rękę. Ot, uścisk dłoni. Nic więcej. Może powinien pomyśleć nad czymś bardziej odpowiednim? W końcu była to ze strony kobiety dość spora przysługa, a i on sam momentami był upierdliwy. – Gdybyś przypadkiem potrzebowała w czymś pomocy, polecam się. – zdecydował się jeszcze na wypowiedzenie tych słów. Nie sądził przy tym, że kobieta kiedykolwiek z tej oferty zdecyduje się skorzystać. Była to zwykła, grzecznościowa gadka. Nic więcej.
Po tych słowach opuścił gabinet, wracając do swojego mieszkania i własnych spraw.