• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[17.06.72] Septima i Esmé | Nokturn

[17.06.72] Septima i Esmé | Nokturn
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
178cm, ciemne

Esmé Rowle
#4
23.01.2024, 23:07  ✶  

W przypadku Esmé jego fach był czystym przypadkiem. Do pewnego stopnia, wszak w zakres losowości wchodziły jedynie zawody natury rzemieślniczej. Bo tylko do tego miał większą smykałkę, tylko w tym siebie widział i tylko to... nie sprawiało mu trudności. A niegdyś ten dziwak był nieco mniej ekscentryczny, a nieco bardziej... nieobecny. We własnym życiu, w życiu innych, w społeczeństwie. Jego ambicje zawsze były niskie, nigdy nie czuł też potrzeby zrobić czegoś ze swoim marnym żywotem. Bo po co? Co to zmieniało? Przywracało mu matkę? Napełniało ojca rodzicielską miłością? Zmieniało struktury społeczne, by nie musiał ukrywać swej prawdziwej przeszłości? Nie, to niczego nie zmieniało. Niczego, co było dla niego wtedy ważne. Żył bo... śmierć wydawała się nudna. Nie wierzył w życie po życiu, więc samobójstwo wydawało mu się skokiem w pustkę. W pustkę, której tak bardzo chciał się pozbyć.

Podejmował się tych rzeczy, które sprawiały mu najmniej trudności. Rzemiosło, tak się składało, miał we krwi. W końcu jego matka była z rodziny Burke. Jubilerzy, kowale, alchemicy. Nie miał planu na siebie, lecz jeżeli miał zająć się rzemiosłem, to chciał być jubilerem. Ewentualnie kowalem. Niestety czy stety, cieszył się na tyle małą reputacją i mglistą przeszłością, że nikt nie chciał pomóc mu osiągnąć jakąś specjalizację. Oprócz nieszczęsnego McKinnona, człowieka wrednego, skąpego, pełnego goryczy i jadu, ale też talentu do tego, czym się zajmował. I to wszystko przekazał Esmé, by jakiś czas później umrzeć, umożliwiając czeladnikowi wykup pracowni i uczynienie jej swą własną.

I w ten oto sposób miał tę niezwykłą przyjemność zawitać w swych progach kogoś, kogo jego mały "sukces" mógł kłuć w oczy. Kogoś, kto zapewne nie wszedłby do środka, gdyby wiedział do kogo należy to miejsce. Albo wszedłby tylko po to, aby mieć ostatnie słowo w debacie, która ich poróżniła. A która pozostała nierozstrzygnięta, bo przecież każdy był bohaterem w swojej własnej historii. Ani jedna, ani druga strona nie potrafiła przyznać drugiej racji, chociaż tak naprawdę-naprawdę, to najpewniej żadne z nich nie miało konkretnej wiedzy na ten temat. Na dokładnie to zagadnienie odnośnie korników. A przynajmniej Esmé nie miał, ale miał swoją wiedzę i swoje racje. A jego różdżka nie bez powodu była całkiem sztywna. W końcu - był uparty.

Satysfakcja rzadko go odwiedzała o tak. Zazwyczaj musiała zostać zwabiona naprawdę wybitnym wyrobem rzemieślniczym, który wyszedł z rąk nikogo innego, jak Esmé. Wtedy czuł, że coś osiągnął, bo miał tego namacalny dowód. Prawdziwe dzieło sztuki zrodzone z jego umiejętności. Dlatego tak dziwnym było odkrycie, że to pełne piorunów spojrzenie jakie zostało mu posłane, właśnie przyniosło satysfakcję, której nie krył. Kiedy emocje przychodziły, lubił się w nich rozsmakowywać. Czuł się nietykalny wobec tej burzy, a co więcej - czuł jakby ten grom go napędzał. Dosłownie napełniał jego bateryjki. Oh, nie tak że był sadystą, że lubił znęcać się nad innymi psychicznie. Po prostu, gdy obrażenia były niskie, dało się to potraktować jak zabawę. Zupełnie niczym... walka na poduszki. Przecież nikt nie ucierpi, prawda?

Kolejna osoba? Bardzo rzadko miał w swym sklepie dwie osoby, które nie przyszły razem. Ale wiedział, że ktoś ma przyjść, bo spojrzenie tej kobiety zbyt nerwowo wędrowało w stronę drzwi. Rzemieślnik przeniósł swe ciemne spojrzenie z dogasającymi iskierkami satysfakcji na masywną sylwetkę nieznajomego, aż po chwili zupełnie wyjałowiło się z emocji. Czarodziej... tak naprawdę nie grzeszył inteligencją. Jego umysł był lotny, miał zacięcie do filozofowania, do rozmyślania. Miał predyspozycję do tytułu mądrego. Ale nie był mądry, bo zbyt często potykał się o własne myśli, nie łączył niektórych oczywistych wątków albo wykazywał się ignorancją, o jaką da się posądzić jedynie skończonych idiotów. Teraz... nie rozumiał. Czemu ta nieszczęsna kobieta, z którą miał mały konflikt, tu wparowała? Czemu była poddenerwowana od wejścia? Czemu zaraz wszedł jakiś wielki oblech, który najpewniej mógł złamać Esmé w rękach jak patyk, gdyby tylko ten pozwolił mu się złapać? Czy to był atak? Czy ona właśnie sprowadziła jakiegoś oprycha, by mu wpierdolił i w ten sposób chciała udowodnić, że to ona miała rację co do korników? Jeżeli tego chciała, to Rowle był gotowy wyśmiać ją, dostać w mordę i uboższy o kilka zębów przypomnieć swoim rzemieślnikom-wpierdolu, że zawsze płaci na czas. I że mogliby odpalić jakąś akcję "w bonusie".

Podwieczorek? Przeniósł wzrok na nią i jeszcze przez ułamek sekundy był jeszcze bardziej skonfundowany. Chciała go otruć? Chce mu zapłacić? Ale za co? Za przyznanie racji? I wtem go olśniło co za proza życia rozgrywała się przed nim. Ah, tak, teraz to miało sens. Zboczeńcy byli chlebem powszednim na Nokturnie. Właściwie... wszyscy byli tutaj w jakiś sposób skrzywieni w ten seksualny sposób, bo zazwyczaj ich skrzywienie innego rodzaju odbijało się również na życiu intymnym. Ale niektórzy byli po prostu zboczeńcami i taki przypadek, podejrzewał, że właśnie miał przed sobą. Podejrzewał, bo wątpił, aby ten sapiący jegomość, który nawet nie obłapiał, a pożerał wzrokiem stojącą obok Esmé kobietę, był tutaj po... chociażby pasek do spodni. Bardziej szelki, jeżeli już.

Na moment spojrzał na dłoń kobiety, która tak czule go głaskała po ramieniu, jak czule dało się głaskać jeża. Podniósł wzrok na nią, mając w oczach pytanie pokroju "naprawdę?", które jednak szybko znikło, bo ustąpiło miejsce rozbawieniu. Rozbawieniu, które nie objawiło się w głosie, ale jedynie w tych ciemnych oczętach Rowle.

- I gdzie masz ten podwieczorek? - wyrzucił z siebie te słowa, jak oskarżenie w jej kierunku, przesuwając spojrzeniem po jej ciele, jakby szukał ów pakunku, by zaraz wrócić znów do jej oczek. Uśmiechnął się szyderczo, po czym zmrużył oczy, wzdychając i podnosząc się z fotela. - Nie mogę stąd pójść, a ty zapomniesz o jednej, jedynej rzeczy, o którą cię prosiłem. Jak mogłaś zapomnieć przynieść mi podwieczorku i nie zdać sobie z tego sprawy aż do teraz? - nawet nieco podniósł głos, grając zirytowanego, ale jednak mającego tę frustrację w garści. Nie potrafił grać zbyt emocjonalnych ról, bo zwyczajnie nie był wystarczająco dobrym aktorem, by odgrywać coś tak mu obcego. Toteż grał to, co potrafił. Zaciągnął się głęboko dymem i następnie zgasił niedopalonego papierosa w popielniczce z czaszki tycigryfka, którą trzymał w drugiej ręce. Zaraz jednak ten przedmiot wcisnął w ręce kobiety, wraz z dogasającym w niej papierosem, który dymił i śmierdział okrutnie - jak to kiep. - Masz, wyrzuć pety. Przydaj się. - burknął do niej niczym skończony cham i prostak, by zaraz odwrócić się do zwalistego mężczyzny, witając go uprzejmym uśmiechem. Fałszywym oczywiście, ale nie na tyle, by było to rażące.
- Przepraszam, wie pan jak to z kobietami. - rzucił tonem takim, jakby oznajmił najoczywistszą rzecz na świecie - z babą to był tylko kłopot. - Niestety pracownia jest zamknięta, a ja tutaj tymczasowo uwięziony, aż do pojawienia się odpowiednich służb. Tak się składa, że pół godziny temu miałem napad. I od jakiejś pół godziny na moim zapleczu leży ciało nieszczęśnika, który próbował dokonać napaści. Czasami prostactwo zapomina, że pomimo pracowni na Nokturnie, to jestem czarodziejem czystej krwi. - kłamał. Nikt go nie napadł i nikt nie umarł. Jeżeli ktokolwiek miałby zginąć w napaści, to najpewniej właśnie Esmé, który przejawiał bliskie zeru zdolności bojowe. Ale nosił nazwisko Rowle i rzeczywiście był czarodziejem czystej krwi. Chyba był to pierwszy raz kiedy wypowiedział te słowa w jakkolwiek pozytywnym sensie. Jakby... cokolwiek to znaczyło. Tak czy inaczej, kłamcą był wybitnym, a jego "scenariusz" wydawał mu się wiarygodny. Zatem co na to sapiący pan? Co na to gromowładna panienka? Oh, liczył na prawdziwy huragan!
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Esmé Rowle (1974), Septima Ollivander (1155)




Wiadomości w tym wątku
[17.06.72] Septima i Esmé | Nokturn - przez Septima Ollivander - 24.11.2023, 02:10
RE: [17.06.72] Septima i Esmé | Nokturn - przez Esmé Rowle - 26.11.2023, 09:21
RE: [17.06.72] Septima i Esmé | Nokturn - przez Septima Ollivander - 04.12.2023, 02:24
RE: [17.06.72] Septima i Esmé | Nokturn - przez Esmé Rowle - 23.01.2024, 23:07

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa