Robert doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Devin wiedział. Niewiele z tego, co działo się na Nokturnie, było w stanie umknąć uwadze Irlandczyka. Mężczyzna dbał o to, aby być dobrze poinformowanym; zorientowanym w tym, jak przedstawiały się sprawy w tej części magicznego Londynu. Nie wszystkim był jednak skłonny się podzielić. Było to czymś jak najbardziej zrozumiałym. Zarazem nieco problematycznym. Ostatnim czego Mulciber chciał, było wyciąganie z Irlandczyka informacji siłą. Nie skończyłoby się to dla niego dobrze. W żadnym, cholernym razie. Musieli się w tym temacie dogadać.
- Gdzie go znajdę oraz ile osób może z nim przebywać. Osób mogących stanowić przeszkodę w tym, żeby dobrać się do tego człowieka. - nie tłumaczył się z tego jakoś szczególnie, ale wypowiedziane słowa i bez tego dostarczały Devinowi wielu istotnych informacji. Z jakiś względów Robert chciał się do Carrowa dobrać, może faktycznie zaatakować mężczyznę? Zabić? To już pozostawało w sferze domysłów. Oczywiście można było dopytywać, a nawet zażądać większej ilości informacji. - Cokolwiek co może mi ułatwić zajęcie się tym człowiekiem, będzie bardzo cenne.
Uważnie obserwował swojego rozmówce, starając się wychwycić cokolwiek, co pozwoli mu ocenić w jakim kierunku rozwijało się to spotkanie. Czy coś zwróciło jego uwagę? Zwrócić ją powinno? Irlandczyk z pewnością nie był kimś, z kogo dało się łatwo czytać. Tak po prawdzie, to Robert zbyt mało wiedział o tym człowieku. Sporo natomiast zakładał. Może zbyt wiele? Było to wysoce prawdopodobne.