28.01.2024, 18:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.01.2024, 18:15 przez Leo O'Dwyer.)
Aww. Też to poczułem i coś czułem, że dzisiejszego wieczoru, to ja będę miał tu niezłego kompana do rozrabiania na mieście. Ludzie, alkohol, dzikie tańce, a do tego jeszcze te rymowane kocie harce. Śmieszny byłem jak mało kiedy, a jeszcze Crow czuł to, a Leo też to czuł, więc ruszyłem się w tan, niemalże tego samego taktu, co też nowo-stary klejent, tylko że ja ruszyłem ku wódce. Czelendż zaakceptowany. Najbardziej pedalsko, to wódka z wodą gazowaną i jakimś fancy, słodkim sokiem. Pytanie, co mi pozwoli z tego wycisnąć dziórawy bar.
- O kurwa, ja żyję! Żyję i szklanki myję! A jak szklanek nie myję, to szoruję, bo ja tu w robieniu drinków przoduję! - stwierdziłem rozbawiony, a moje nogi ruszyły w tan jakiegoś energicznego bluesa, boogie, bluegrassu, może też dodałem do tego nutkę country. Mraurrr! Coś niesamowitego, jakieś rockabilly! O yeah! Gdybym nie był barmanem i stażystą na uzdrowiciela, to byłbym rockmanem, jak nic!
Aż się wziąłem zgrzałem, ale szklaneczka była, nieco przetarta, nieco tylko, ale jak wlewałem alkohol, to żadne podejrzane ślady nie miały być nikomu straszne. Szczególnie że teraz wjeżdżała wódka, woda gazowana i... sok truskawkowy, hmm. Jak nie było żurawinkowego, to czemu nie? Plus, o drobna limoneczka. Postawiłem drineczka przed Crowem. Machnąłem nawet różdżką i wyczarowałem nam tu fancy parasoleczkę, żeby było barwnie i kolorowo, to właśnie w kolorze tęczy, czego zapewne Crowie nie będzie miał okazji docenić w pełni przez daltonizm, ale o tym zapewne nie wiedziałem, więc się uśmiechałem jak ten wariat.
Poruszyłem ramionami w boogie-boogie. Czy coś w ten deseń.
- Dzień mamy taki taneczny. Szkoda, że nie jestem zręczny. Radio się zepsuło, a by ludzi w uszy kuło... Energiczną, piękną muzyką! Boogie-woogie Ameryką! - zaśmiałem się ponownie, czekając na konsumpcję i ewentualnie uśmiechy uznania, zadowolenia, lekkiego orgazmu - różnie bywało, więc lubiłem, kiedy łechtano mi ego. Gorzej, jeśli bywało odwrotnie, ale wtedy też sobie radziłem roztropnie. Albo nie. Wiadomo. Leo wariat, Leo optymista, Leo się nie złościć na ludzi... Choć czasami to jak najbardziej złościć, a jak!
- O kurwa, ja żyję! Żyję i szklanki myję! A jak szklanek nie myję, to szoruję, bo ja tu w robieniu drinków przoduję! - stwierdziłem rozbawiony, a moje nogi ruszyły w tan jakiegoś energicznego bluesa, boogie, bluegrassu, może też dodałem do tego nutkę country. Mraurrr! Coś niesamowitego, jakieś rockabilly! O yeah! Gdybym nie był barmanem i stażystą na uzdrowiciela, to byłbym rockmanem, jak nic!
Aż się wziąłem zgrzałem, ale szklaneczka była, nieco przetarta, nieco tylko, ale jak wlewałem alkohol, to żadne podejrzane ślady nie miały być nikomu straszne. Szczególnie że teraz wjeżdżała wódka, woda gazowana i... sok truskawkowy, hmm. Jak nie było żurawinkowego, to czemu nie? Plus, o drobna limoneczka. Postawiłem drineczka przed Crowem. Machnąłem nawet różdżką i wyczarowałem nam tu fancy parasoleczkę, żeby było barwnie i kolorowo, to właśnie w kolorze tęczy, czego zapewne Crowie nie będzie miał okazji docenić w pełni przez daltonizm, ale o tym zapewne nie wiedziałem, więc się uśmiechałem jak ten wariat.
Poruszyłem ramionami w boogie-boogie. Czy coś w ten deseń.
- Dzień mamy taki taneczny. Szkoda, że nie jestem zręczny. Radio się zepsuło, a by ludzi w uszy kuło... Energiczną, piękną muzyką! Boogie-woogie Ameryką! - zaśmiałem się ponownie, czekając na konsumpcję i ewentualnie uśmiechy uznania, zadowolenia, lekkiego orgazmu - różnie bywało, więc lubiłem, kiedy łechtano mi ego. Gorzej, jeśli bywało odwrotnie, ale wtedy też sobie radziłem roztropnie. Albo nie. Wiadomo. Leo wariat, Leo optymista, Leo się nie złościć na ludzi... Choć czasami to jak najbardziej złościć, a jak!