28.01.2024, 22:41 ✶
Ach, lecimy z tym. Piękny dzień. Dziesiąty dzień lipca. Ładnie pachną kwiaty pod oknem. Tak... świeżo, orzeźwiająco. Pszczoły brzęczą. Ciekawe, co tam brzęczą. Uśmiechnąłem się pod nosem, pod okiem, a nawet każdą końcówką swoich włosów, bo MAYAMIAŁABYĆDZIŚWKAWIARNI. Awww. Nie mogłem nawet spać pół nocy z ekscytacji, więc czytałem sobie książkę, a kiedy zasnąłem, to śniłem o mlecznych kąpielach, całym parku rozrywki oblanym w mleku, gdzie wszyscy się śmiali i pluskali, i ogólnie było cud-miód-malina, a teraz sobie dreptałem ulicą i byłem przeszczęśliwy. Trochę niewyspany, ale podskakiwałem wesoło. Tańczyłem sobie.
Tak sobie szedłem w podskokach, kupiłem nawet bukiet kwiatów, tylko że nie spodziewałem się, że Mayka będzie wcześniej, tak wcześnie, że nie zdążę sobie znaleźć odpowiedniego miejsca za barem i ogólnie pięknie wyglądać. Cały ten stres, zaskoczenie, niedospanie, bycie typowym Leo-leo-leo, kotem rozbójnikiem i stażystą-pomocnikiem, sprawiło, że wpadłem tam jak ten szogun czy inna zmora, tak z rozpędu i z wrażeniem, że wpadłem na półkę ze szklankami, filiżankami i te zaczęły lecieć, ja też próbowałem się złapać czegoś, kwiaty pofrunęły i się ogólnie zrobił jeden hałas tam potężny. Nigdy jeszcze tak nie miałem. To był mój pierwszy raz na taką skalę... Pomyślałem, że Norka to mnie jednak wypierdoli z tej roboty, bo chyba właśnie pozbawiałem ją pierwszego miejsca w byciu niezdarną, a wcale nie chciałem jej tego robić. Po prostu stało się. Z MIŁOŚCI.
Ale złapałem jedną filiżankę i właściwie kwiaty, tylko tyle że się trochę rozleciały z tego idealnego bukietu, który miałem jeszcze chwilę temu w swoich rękach. Wypadło tam z połowę roślin, druga połowa leżała ze szkłem na podłodze, a ja, cóż oszalałem totalnie. Z chichotem, z wariactwem, z byciem kotem. Odstawiłem pustą filiżankę na blacie barowym, sam zaś wziąłem z bukietu samotną różę i w podskokach znalazłem się w tym rogu, co to zagospodarowała sobie Mayka. Jak gdyby nigdy nic, wsunąłem się na miejsce na przeciwko i położyłem różę na stoliku.
- Cześć, Mayka! - rzuciłem, wyciągając różdżkę tylko w jednym celu. Nie zamierzałem tym razem przemieniać się w kota, po prostu machnąłem w stronę baru zaklęcie sprzątające by nikt nie musiał po mnie tego robić. - Co czytasz??? Co pijesz? Chciałabyś zjeść coś jeszcze? - zapytałem ją niezrażony, gotowy być na jej usługach w tej sekundzie albo w następnej. Jak wolała. Ja się pisałem na wszystko.
Tak sobie szedłem w podskokach, kupiłem nawet bukiet kwiatów, tylko że nie spodziewałem się, że Mayka będzie wcześniej, tak wcześnie, że nie zdążę sobie znaleźć odpowiedniego miejsca za barem i ogólnie pięknie wyglądać. Cały ten stres, zaskoczenie, niedospanie, bycie typowym Leo-leo-leo, kotem rozbójnikiem i stażystą-pomocnikiem, sprawiło, że wpadłem tam jak ten szogun czy inna zmora, tak z rozpędu i z wrażeniem, że wpadłem na półkę ze szklankami, filiżankami i te zaczęły lecieć, ja też próbowałem się złapać czegoś, kwiaty pofrunęły i się ogólnie zrobił jeden hałas tam potężny. Nigdy jeszcze tak nie miałem. To był mój pierwszy raz na taką skalę... Pomyślałem, że Norka to mnie jednak wypierdoli z tej roboty, bo chyba właśnie pozbawiałem ją pierwszego miejsca w byciu niezdarną, a wcale nie chciałem jej tego robić. Po prostu stało się. Z MIŁOŚCI.
Ale złapałem jedną filiżankę i właściwie kwiaty, tylko tyle że się trochę rozleciały z tego idealnego bukietu, który miałem jeszcze chwilę temu w swoich rękach. Wypadło tam z połowę roślin, druga połowa leżała ze szkłem na podłodze, a ja, cóż oszalałem totalnie. Z chichotem, z wariactwem, z byciem kotem. Odstawiłem pustą filiżankę na blacie barowym, sam zaś wziąłem z bukietu samotną różę i w podskokach znalazłem się w tym rogu, co to zagospodarowała sobie Mayka. Jak gdyby nigdy nic, wsunąłem się na miejsce na przeciwko i położyłem różę na stoliku.
- Cześć, Mayka! - rzuciłem, wyciągając różdżkę tylko w jednym celu. Nie zamierzałem tym razem przemieniać się w kota, po prostu machnąłem w stronę baru zaklęcie sprzątające by nikt nie musiał po mnie tego robić. - Co czytasz??? Co pijesz? Chciałabyś zjeść coś jeszcze? - zapytałem ją niezrażony, gotowy być na jej usługach w tej sekundzie albo w następnej. Jak wolała. Ja się pisałem na wszystko.