Kiedy mieszkający po sąsiedzku dostawca świec i kadzideł zdecydował się wejść do środka, zamknął za nim drzwi. Podążył w głąb swojego mieszkania, do salonu. Pozostawał zupełnie nieświadomy wewnętrznych rozterek swojego gościa odnośnie poruszania się w kapciach po tym mieszkaniu. W tym domu wszyscy goście chodzili w butach, o ile nie oferował im noclegu.
— Nie żałuję swoim gościom herbaty. — Stwierdził nieznacznie skonsternowany. Zawsze chętnie częstował swoich gości herbatą i czymś słodkim. Poczułby się urażony tym, gdyby ktoś przyszedł do niego z własnym kubkiem herbaty. Mieszkanie wyglądało tak samo, nie brakowało dodatków nadających mu charakteru, pamiątek i kilku roślin w doniczkach, którymi się zajmował w czasie wolnym.
— Nie mogę narzekać. Miałem możliwość wybrania się na tegoroczną Lithę ze swoją przyjaciółką. Zdrowotnie bez zmian. W pracy... od wezwania do wezwania, jeśli już się takowe zdarzy. Poza tym nie brakuje tam biurokracji, która potrafi straszyć bardziej niż wszystkie schwytane przeze mnie i moich kolegów po fachu duchy. A u ciebie? Dużo masz zamówień? A co w życiu prywatnym? Przyszło nam żyć w bardzo burzliwych czasach, to prawda. — Odpowiadał na zadawane przez sąsiada pytania. Uśmiechał się przez większość czasu, poważniejąc jedynie jak wspomniał o swoim nadwątlonym przez chorobę genetyczną zdrowiu i jak odniósł się do stwierdzenia Neila odnośnie czasów, w jakich przyszło im żyć. To stwierdzenie wydawało mu aż nazbyt łagodne, biorąc pod uwagę to, że fanatycy dopuszczali się brutalnych aktów przemocy wobec czarodziejów mugolskiego pochodzenia i samych mugoli. Pozostawał przeciwny temu, jednocześnie zdając sobie sprawę z tego sam nie będzie w stanie chwycić za różdżkę i rzucić się w wir walki.
— Jakiej napijesz się herbaty? Mam ich naprawdę sporo. — Zwrócił się do swojego gościa podczas zmierzania do kuchni. Nie kłamał, jeśli chodzi o posiadanie wielu gatunków herbat liściastych. — Torbę ze świecami i kadzidłami możesz zostawić na stoliku w salonie. — Zanim opuścił to pomieszczenie to wskazał mu wspomniany stolik do kawy. Będąc w kuchni napełnił czajnik wodą, który postawił na piecyku. Po rozpaleniu go pozostawało jedynie poczekać aż wypełniająca czajnik woda zacznie się gotować. W tym czasie nasypał do jednej z filiżanek miętowo-lukrecjowego suszu oraz położył po dwa ciasteczka korzenne na spodeczku. Trzecie połamał na mniejsze części, ostatecznie je całkiem krusząc nad trzecim talerzykiem. To dla siedzącej mu na barku Honey, która również lubiła ciasteczka i od czasu do czasu mógł ją porozpieszczać tego rodzaju smakołykami. Samiczka pufka podskoczyła na jego barku, wyczuwając charakterystyczną woń słodkości.
— Tak, dzisiaj wreszcie dostaniesz ciasteczko. — Zwrócił się do niej z lekkim rozbawieniem.