29.01.2024, 23:24 ✶
Może jednak mogłem przywitać ją inaczej, z większą pompą, ogromem miłości, wielką fanaberią, która uczyniłaby mnie najszczęśliwszym kotem na świecie? Mianowicie, KOCHAM CIĘ, MAYA! ZOSTAŃ MOJĄ ŻONĄ!. Tylko pewnie bym się nie powstrzymał i bym wziął ją dotknął, pocałował, ucałował, tak głęboko, namiętnie, a potem spłynąłbym z tej namiętności na podłogę i tyle by mnie widzieli.
I ja jako mąż...? Leo mąż, mąż Leo... Ewidentnie nadchodził koniec świata, skoro powoli dojrzewałem do ustatkowania się, założenia rodziny, kupienia sobie teczki do pracy, zapuszczenia poważnego wąsa i wracania do domu ze słodkim dzień dobry, kochanie!. Choć właściwie to ostatnie to spełniałem, ale na Dellianie, jeszcze kiedy przesiadywał w mieszkaniu, a teraz to było raczej tak jakoś pusto. Nie rozumiem jak mógł mnie zostawić dla podróży z Bellem. Nuda totalna. Prawdziwe przygody miały miejsce w Londynie, a nie w wielkim świecie. Phi.
- Książkę o zielarstwie? A ja czytuję wszystko i nic, nic i wszystko, wszystko o transmutacji, a nic o niczym, hehe. A tak serio, to naukowe tomiszcza, ale też wiersze, opowiastki, bajki, przygodówki, a czasami śledzę palcem encyklopedię, bo tam jest dużo takich mało znanych słów, które czasami wpadają do głowy. Znasz na przykład Sherlocka Holmesa? Byłbym detektywem, gdybym nie był medykiem. Tak, byłbym detektywem... Ale też nie mam głowy do takich zagadek, co to trzeba nad nimi posiedzieć dłużej, namiętnie się pochylić, ale to dlatego że bywam energiczny, ale jak coś trzeba znaleźć, to ja mogę pomóc, bo jednak jakieś umiejętności mam... i znajomości też - stwierdziłem, wzruszając ramionami i podsuwając bliżej Mayki tego kwiatka. Chyba wybrałem najładniejszy z tego, co pozostało. Uśmiechnąłem się szeroko, z oczami błyszczącymi samymi gwiazdami. - To dla ciebie. Taki śliczny dziś dzień, że trzeba go celebrować na słodko - przyznałem nieskromnie, po czym wstałem od stołu, bo co ja polecałem? Polecałem ja wszystko. Wszystkie najmniejsze ciasteczka, te ogromne torciska. Najchętniej to bym polecił jej skosztowania wszystkiego, ale właściwie mieliśmy czas na to by powoli nadrobić zaległości, a też nie musieliśmy się martwić, że nam te pyszności się skończą, bo Szefowa, ta Norka taka blondynka też wesoła i urocza, to ona wymyślała dużo różnych nowych takich przepisów, że mogliśmy jeść całe nasze życie. Razem, hihi.
- Ja sobie nic nie zrobiłem. Bywam czasami... czasami często szalony, ale Norka, właścicielka to wie i mnie zatrudniła. Fajna pani - przyznałem z uznaniem, kiwając przy tym głową. - A to polecenie moje, to nie na wiele nam się zda, bo ja mógłbym polecić nam wszystko. Tobie polecić wszystko, bo tu są przepyszne rzeczy, ale możemy zacząć próbować wszystko... Alfabetycznie od a do z albo od z do a, albo losowo, albo kolorami, albo jeszcze innym systemem... Na przykład od najbardziej kruchych. To jak? - zapytałem, przestępując z nogi na nogę, gotowy lecieć po to wszystko dla Mayki, Panny Metr Czterdzieści Sześć.
I ja jako mąż...? Leo mąż, mąż Leo... Ewidentnie nadchodził koniec świata, skoro powoli dojrzewałem do ustatkowania się, założenia rodziny, kupienia sobie teczki do pracy, zapuszczenia poważnego wąsa i wracania do domu ze słodkim dzień dobry, kochanie!. Choć właściwie to ostatnie to spełniałem, ale na Dellianie, jeszcze kiedy przesiadywał w mieszkaniu, a teraz to było raczej tak jakoś pusto. Nie rozumiem jak mógł mnie zostawić dla podróży z Bellem. Nuda totalna. Prawdziwe przygody miały miejsce w Londynie, a nie w wielkim świecie. Phi.
- Książkę o zielarstwie? A ja czytuję wszystko i nic, nic i wszystko, wszystko o transmutacji, a nic o niczym, hehe. A tak serio, to naukowe tomiszcza, ale też wiersze, opowiastki, bajki, przygodówki, a czasami śledzę palcem encyklopedię, bo tam jest dużo takich mało znanych słów, które czasami wpadają do głowy. Znasz na przykład Sherlocka Holmesa? Byłbym detektywem, gdybym nie był medykiem. Tak, byłbym detektywem... Ale też nie mam głowy do takich zagadek, co to trzeba nad nimi posiedzieć dłużej, namiętnie się pochylić, ale to dlatego że bywam energiczny, ale jak coś trzeba znaleźć, to ja mogę pomóc, bo jednak jakieś umiejętności mam... i znajomości też - stwierdziłem, wzruszając ramionami i podsuwając bliżej Mayki tego kwiatka. Chyba wybrałem najładniejszy z tego, co pozostało. Uśmiechnąłem się szeroko, z oczami błyszczącymi samymi gwiazdami. - To dla ciebie. Taki śliczny dziś dzień, że trzeba go celebrować na słodko - przyznałem nieskromnie, po czym wstałem od stołu, bo co ja polecałem? Polecałem ja wszystko. Wszystkie najmniejsze ciasteczka, te ogromne torciska. Najchętniej to bym polecił jej skosztowania wszystkiego, ale właściwie mieliśmy czas na to by powoli nadrobić zaległości, a też nie musieliśmy się martwić, że nam te pyszności się skończą, bo Szefowa, ta Norka taka blondynka też wesoła i urocza, to ona wymyślała dużo różnych nowych takich przepisów, że mogliśmy jeść całe nasze życie. Razem, hihi.
- Ja sobie nic nie zrobiłem. Bywam czasami... czasami często szalony, ale Norka, właścicielka to wie i mnie zatrudniła. Fajna pani - przyznałem z uznaniem, kiwając przy tym głową. - A to polecenie moje, to nie na wiele nam się zda, bo ja mógłbym polecić nam wszystko. Tobie polecić wszystko, bo tu są przepyszne rzeczy, ale możemy zacząć próbować wszystko... Alfabetycznie od a do z albo od z do a, albo losowo, albo kolorami, albo jeszcze innym systemem... Na przykład od najbardziej kruchych. To jak? - zapytałem, przestępując z nogi na nogę, gotowy lecieć po to wszystko dla Mayki, Panny Metr Czterdzieści Sześć.