W innych okolicznościach, zapewne chętnie by zapalił. Papierosa lub preferowane przez siebie cygaro. Teraz jednak, w obecnej sytuacji, uzależnienie nie dawało o sobie znać. Cała uwaga Roberta skupiona była na jednej, konkretnej kwestii. Na sprawie, którą - tak uważał - należało się odpowiednio zająć. Bez zbędnej zwłoki. Od momentu zlikwidowania Greybacka oraz odkrycia jego powiązań z Harper Moody minęło już i tak zbyt wiele czasu.
Dlaczego dotąd nikt się tym problemem nie zainteresował?
- To ktoś na wysokim stanowisku. - przytaknął, potwierdzając tym samym przypuszczenia brata. - Kobieta, o której mowa, nazywa się Harper Moody. To szefowa Biura Aurorów. - wyjaśnił ile był w stanie, ile wiedział. A choć był w pewnych kwestiach całkiem nieźle rozeznany, to niekoniecznie dotyczyło to rodzin półkrwi. Mulciberowie nie utrzymywali z takimi bliskich relacji, nie współpracowali w sposób aktywny. To komplikowało sprawy. - Powinno być teraz dla was w pełni zrozumiałym, dlaczego nie możemy jej tak po prostu zlikwidować. Na pewno ściągnęłoby to uwagę władz, a i nie mamy pewności czy jakiekolwiek działania wymierzone w kierunku wyszkolonej szefowej aurorów, zakończą się sukcesem. To ryzykowne posunięcie.
Pozwolił sobie na ciche westchnięcie. Zdradzające to, że od pewnego czasu zastanawiał się nad tym, w jaki sposób należałoby zająć się tym konkretnym problemem. Rozważał różne opcje, analizował je krok po kroku. Poświęcał temu sporo czasu, odkąd wrócił do Londynu. I niestety, nie wydawało mu się, aby miał zbliżyć się do rozwiązania. Te wciąż pozostawało odległe. Poza zasięgiem jego rąk.
- Zanim cokolwiek w jej kontekście zdecydujemy, potrzebujemy zebrać więcej informacji. Pozyskać materiał do analizy. Musimy wiedzieć o niej wszystko. W czym sypia, co je na śniadanie, kiedy ostatni raz była u lekarza. Każdy, nawet najbardziej intymny szczegół. - może trochę teraz przesadzał, nie należało jego słów brać tak do końca na poważnie. Starał się po prostu podkreślić, że zanim podejmą działania, niezbędne jest przeprowadzenie w kontekście Harper naprawę drobiazgowego śledztwa. Nieprzypadkowo posługiwał się w tym przypadku liczbą mnogą. Od początku starał się pokazać, że ich trójka będzie stanowiła tutaj zespół. Przynajmniej pozornie.
Bo prawda była taka, że z utratą uprzywilejowanej pozycji człowiek nie potrafił się szczególnie łatwo pogodzić. Robert był tego przykładem.