Musiał być bardziej konkretny. Tylko czy bycie bardziej konkretnym, było czymś na co mógł sobie pozwolić? Niewiele wiedział na temat Irlandczyka, ale jednego był więcej niż pewnym – nie był on człowiekiem, któremu można było zaufać. Wystarczyło tylko, żeby wiatr zawiał inaczej. Wystarczyła drobna zmiana, a Devin stałby się jednym z jego większych koszmarów. Robert nie był głupi. Musiał dobrze to rozegrać. Musiał przekonać tego człowieka do udzielenia pomocy.
- Carrow wyciągnął łapy w kierunku czegoś, co należy do mnie. Czegoś na tyle cennego, że nie mam innego wyjścia, jak spróbować to odzyskać. Potrzebuje ustalić, gdzie ta rzecz się obecnie znajduje. Nie obchodzi mnie co się stanie z tym śmieciem, ale moja własność musi do mnie wrócić. – wytłumaczył na tyle, na ile był w stanie. Nie spuszczał przy tym oczu ze swojego rozmówcy. Obserwował. Starał się odczytywać reakcje. – Twoja pomoc jest tutaj niezbędna. Jeśli sprawy się skomplikują, nie tylko ja będę miał problemy, ale może mieć je każdy, kto kiedykolwiek ze mną współpracował. – ryzykował. Bardzo ryzykował. To wszystko mogło wywołać inną reakcje od zamierzonej. Wiedział, doskonale zdawał sobie z tego sprawę. A jednak pozwolił sobie odrobinę wszystko podkoloryzować.
Tylko czy aby na pewno tutaj przesadzał? Czy tego rodzaju ryzyko w rzeczywistości nie istniało? Henrietta wiedziała o tym, że maczał w czymś palce, gdyby to zgłosiła, gdyby aurorzy bądź brygadziści zainteresowali się nagle jego osobą… wszystko zależałoby już tylko i wyłącznie od tego, jak głęboko by kopali. Jak to niektórzy zwykli mawiać - im dalej w las, tym więcej trupów wypadających z szafy. A tych trupów, to Robert miał całkiem sporo. Podobnie jak różnego rodzaju powiązań, układów. Jego potknięcie, ten chwilowy brak ostrożności, którego nie będzie w stanie łatwo sobie przebaczyć, mogło wywołać coś, co najlepiej ilustruje efekt domina.
- Zastanów się dobrze, zanim mi odmówisz, Devin. Obaj wiemy, że masz do stracenia dużo więcej ode mnie. - dodał, podkreślając przy okazji, że przecież on, Robert Mulciber, przy kimś takim jak Irlandczyk był zaledwie płotką. Mało istotnym pionkiem, mogącym jednak wywołać całkiem spory bałagan. Wprowadzić chaos. Bo przecież wszystko zawsze zaczynało się od tych, którzy - przynajmniej pozornie - znaczyli najmniej i byli też najmniej widoczni.