Posiadali ograniczone możliwości, jeśli mowa o działaniu wewnątrz Ministerstwa Magii. Owszem, mieli tam swoich ludzi. Swoje oczy i uszy. Niekoniecznie jednak znajdywały się one w Biurze Aurorów. Gdyby ktoś zapytał o to wcześniej, bez większych wątpliwości wskazałby na Chestera Rookwooda, ewentualnie na innych członków jego rodziny. Obecnie ten stary dupek był jednak ostatnią osobą, z którą Robert zamierzał współpracować.
To prowadziło do kolejnych komplikacji.
- W Biurze Aurorów nasze wpływy są dość ograniczone. Podobnie wygląda to w Brygadzie Uderzeniowej. Na ten moment wygląda jednak na to, że udało nam się odrobię… – tutaj się zatrzymał, szukał odpowiedniego słowa? - …zdestabilizować sytuacje. Nadal jednak trzeba trzymać rękę na pulsie. Kobiety są emocjonalne, a jak wiadomo, kiedy człowiek zaczyna nadmiernie kierować się emocjami, popełnia błędy. – na to właśnie liczył, tego oczekiwał w kontekście Harper Moody. Zarazem jednak nie wyjaśnił na czym polegało całe to zdestabilizowanie sytuacji. Pozwolił im założyć, że najpewniej odnosił się w tym przypadku do ataku mającego miejsce podczas ataku. Richard i Rodolphus nie musieli wiedzieć więcej. Przynajmniej nie w tym momencie. Nie na tym etapie. Przekazywanie im kolejnych informacji nie było uzasadnione.
Kiwnął głową, kiedy Rodolphus zadeklarował, że postara się zdobyć informacje w Mungu. Lestrange miał ku temu odpowiednie możliwości. Posiadał odpowiednie powiązania. Żal byłoby z tego nie skorzystać.
- Będę czekać na raport. – odpowiedział, tym samym dając do zrozumienia, że oczekuje przedstawienia zebranych informacji. Chciał mieć do wszystkiego wgląd. Tak jak zawsze. Tak jak to miało miejsce wielokrotnie w przeszłości. – Asystentka może być dobrym podsunięciem, ale nie ograniczałbym się tylko do tej możliwości. Będziemy musieli w najbliższym czasie wytypować kilka celów. Może warto pomyśleć nad czymś, co pozwoli nam dostać się do Brygady bądź Biura Aurorów od innej strony? – tutaj przeniósł spojrzenie na brata. – Rozważałeś podjęcie pracy w Ministerstwie? – zadał pytanie. O ile się orientował, była to jedna z opcji, którą Richard brał pod uwagę. Na ile realna? Na ile poważna? Brat musiał sam się w tym aspekcie określić. Podjąć decyzje.
Uśmiechnął się, słysząc wątpliwości Rodolphusa. Autentycznie się uśmiechnął, choć był to uśmiech nieco specyficzny.
- Jesteśmy bliźniakami, Lestrange. Dla osób, które nas znają, nie jest to żadna tajemnica czy niespodzianka. Wygląd nie powinien stanowić problemu. – wyjaśnił mu, pozwalając tym samym ułożyć kolejne elementy układanki we właściwym miejscu. – Poza tym, jeśli kłamiesz, oszukujesz, zadbaj o to, aby we wszystkim znalazły się pojedyncze ziarenka prawdy. Nie możemy zaplątać się w tym, co nie będzie prawdziwe. - miał swoje poglądy. Przekonania. Wierzył w pewne ideę. I teraz właśnie się czymś takim dzielił z Lestrange’em. Nie po raz pierwszy, zarazem – pierwszy raz w innym temacie niźli ten naukowy. - Nie można zabezpieczyć się przed wpadką. To ryzyko zawsze istnieje. Możemy natomiast zadbać o detale. Chcesz się z tego wycofać, Rodolphusie?
Nie mógł się wycofać. Nie na tym etapie. Mulciber mu na to nie zamierzał pozwolić.