02.02.2024, 00:01 ✶
Ach, te… dzieciaki. Nie, żeby Leta im w ostatecznym rozrachunku mogła kibicować; skądże znowu, zapewne nawet miałaby zapędy do przelożenia ich przez kolano i sprania porządnie, a potem patrzenia, czy równo puchnie. Ale zapędy a praktyka…
… cóż, to się niekoniecznie pokrywało, choćby z tego względu, że gdy w końcu doszło do spotkania, to cała ta zgraja należała już raczej do wspomnień. Znaczy się: powodzenia z szukaniem. I gdyby jeszcze Namiar łaskawie działał w sposób wskazujący palcem, kto dokładnie użył magii… gdyby.
Ale tak dobrze to niestety nie było; choć może i kryła się w tym jakaś logika. Ta sama logika, której zastosowanie czasem potrafiło wyjść bokiem.
Niemniej, wizyta po różdżkę nie istniała w planie dnia, ale jak to z planami bywało – należało je modyfikować na bieżąco, wskutek zaistniałych okoliczności. Stety, niestety, nie wszystko dało się przewidzieć, a już na pewno nie tak wkurzonego Cathala.
Zwłaszcza że naprawdę nie spodziewała się zastać Shafiqa w takim stanie ducha, co niemalże dosłownie wywoływało wielki pytajnik nad jej łepetyną. Gdyby znajdowali się w komiksie – z pewnością rysownik coś takiego by stworzył i przy okazji uczynił widzialnym dla otoczenia…
Zmierzyła mężczyznę spojrzeniem od stóp, do głów, na ile mogła, mrużąc przy tym nieznacznie ślepia. Może kwestia słońca, może wiek – w połączeniu z nocnymi posiadówami nad manuskryptami i księgami wszelkiej maści – zbierał powoli swoje żniwo. Aż wyjęła lizaka z ust, zanim się odezwała i nie zaczęła wciskać towarzyszom łakoci na dobry początek tego całego spotkania…
- W coś ty się władował? – spytała po prostu, nie bawiąc się w żadne ceregiele czy podchody. I nie, odpowiedź „gang dzieciaków postanowił ukraść mi różdżkę” nie znajdowała się na coraz dłuższej liście możliwych wydarzeń, jaką sporządzała w łepetynie. Zemsta dawnego współpracownika? Komuś się nie podobała ich działalność? Może poszło o Jamila i jego długi? I tak dalej, i tak dalej, ale z całą pewnością nie dzieciaki.
Zwłaszcza że zakrawało to wręcz na absurd nie z tej ziemi.
… cóż, to się niekoniecznie pokrywało, choćby z tego względu, że gdy w końcu doszło do spotkania, to cała ta zgraja należała już raczej do wspomnień. Znaczy się: powodzenia z szukaniem. I gdyby jeszcze Namiar łaskawie działał w sposób wskazujący palcem, kto dokładnie użył magii… gdyby.
Ale tak dobrze to niestety nie było; choć może i kryła się w tym jakaś logika. Ta sama logika, której zastosowanie czasem potrafiło wyjść bokiem.
Niemniej, wizyta po różdżkę nie istniała w planie dnia, ale jak to z planami bywało – należało je modyfikować na bieżąco, wskutek zaistniałych okoliczności. Stety, niestety, nie wszystko dało się przewidzieć, a już na pewno nie tak wkurzonego Cathala.
Zwłaszcza że naprawdę nie spodziewała się zastać Shafiqa w takim stanie ducha, co niemalże dosłownie wywoływało wielki pytajnik nad jej łepetyną. Gdyby znajdowali się w komiksie – z pewnością rysownik coś takiego by stworzył i przy okazji uczynił widzialnym dla otoczenia…
Zmierzyła mężczyznę spojrzeniem od stóp, do głów, na ile mogła, mrużąc przy tym nieznacznie ślepia. Może kwestia słońca, może wiek – w połączeniu z nocnymi posiadówami nad manuskryptami i księgami wszelkiej maści – zbierał powoli swoje żniwo. Aż wyjęła lizaka z ust, zanim się odezwała i nie zaczęła wciskać towarzyszom łakoci na dobry początek tego całego spotkania…
- W coś ty się władował? – spytała po prostu, nie bawiąc się w żadne ceregiele czy podchody. I nie, odpowiedź „gang dzieciaków postanowił ukraść mi różdżkę” nie znajdowała się na coraz dłuższej liście możliwych wydarzeń, jaką sporządzała w łepetynie. Zemsta dawnego współpracownika? Komuś się nie podobała ich działalność? Może poszło o Jamila i jego długi? I tak dalej, i tak dalej, ale z całą pewnością nie dzieciaki.
Zwłaszcza że zakrawało to wręcz na absurd nie z tej ziemi.