02.02.2024, 17:15 ✶
– Nie wątpię – stwierdził Cathal, obdarzając Camille lekko zauważalnym, jakby leniwym uśmiechem. – Zawsze znajdę czas dla przyjaciół drogiej ciotki Marianne – dodał, a chociaż ton był jak najbardziej neutralny, to same słowa z tym uśmiechem mogły zabrzmieć jakby odrobinę kpiąco: nie była to kpina z samej Camille. Raczej z sytuacji. Zachowanie mało zgodne z zasadami dobrych manier, które Delecaur bez wątpienia kultywowała… ale Cathal nie był angielskim dżentelmenem i tak naprawdę chociaż ani myślał być niegrzeczny (nie miał w końcu do tego powodów), wcale nie zamierzał się szczególnie starać, by wypaść dobrze. Nie należał ani do skończonych chamów, ani do osób szczególnie poprawnych, ani wreszcie nawet tych popularnych, ślizgońskich chłopców, swobodnych, odrobinę zblazowanych i bardzo dbających w tym zblazowaniu o to, jak są postrzegani.
Wolny duch.
Ale czasem, owszem, nie miał wielkiego wyboru.
– Marianne uznała, że powinienem cię oprowadzić, bo sam przywiozłem te nowe eksponaty – powiedział, odsuwając się od ściany i otwierając drzwi, wiodące do domu. – Zapraszam więc za mną – stwierdził bez żadnych wstępów, bo zwyczajnie nie lubił tracić czasu: a wszak Camille podobno chciała obejrzeć najnowsze przedmioty w kolekcji Shafiqów.
Uzdrowicielka nie musiała obawiać się niecnych zakusów z jego strony. Nie planował podrywać panny Delacour. Była piękna, owszem, ale uroda przemijała, a by kobieta przyciągnęła jego spojrzenie na dłużej musiała być przede wszystkim interesująca. I to nie interesująca w takim sensie, jaki łatwo mógł przyciągnąć innych mężczyzn – mądra, wykształcona, czarująca czy obdarzona dobrym charakterem.
Cathal lubił po prostu zagadki i tylko te panie, których nie mógł odszyfrować od razu, zwracały jego uwagę. Nie znał jej, oczywiście, na tyle, by orzekać, jak byłoby w tym przypadku, ale po prostu że takich było niewiele… nie spodziewał się tego.
Zresztą, dlaczego francuska uzdrowicielka miałaby zainteresować się kimś, kto większość czasu spędzał babrząc się w ziemi i nie cieszył się najlepszą reputacją? Nie, Cathalowi nic głupiego nie roiło się w głowie.
Poprowadził kobietę przez przydługi korytarz ozdobiony szeregiem rzeźb z przeróżnych materiałów, wprost do pomieszczenia przywodzącego na myśl salę muzealną: jedną z kilku tego typu, które znajdowały się w domu Shafiqów, rodziny słynącej z zamiłowania do historii oraz archeologii. Camille niektóre z nich być może już oglądała w przeszłości, ale tę zaczęto zapełniać stosunkowo niedawno. Większość gablotek, z których niemal każdą zabezpieczono magią, została to ustawiona w ostatnich tygodniach, a pojedyncze pozostawały jeszcze puste.
W innych umieszczono klejnoty, posążki, kamienie runiczne, amulety, zwoje papirusu, naczynia i narzędzia.
– Wszystko, co tutaj widzisz, zostało przywiezione z Egiptu. Zdecydowana większość z nekropolii Umm al.-Kaab.
Wolny duch.
Ale czasem, owszem, nie miał wielkiego wyboru.
– Marianne uznała, że powinienem cię oprowadzić, bo sam przywiozłem te nowe eksponaty – powiedział, odsuwając się od ściany i otwierając drzwi, wiodące do domu. – Zapraszam więc za mną – stwierdził bez żadnych wstępów, bo zwyczajnie nie lubił tracić czasu: a wszak Camille podobno chciała obejrzeć najnowsze przedmioty w kolekcji Shafiqów.
Uzdrowicielka nie musiała obawiać się niecnych zakusów z jego strony. Nie planował podrywać panny Delacour. Była piękna, owszem, ale uroda przemijała, a by kobieta przyciągnęła jego spojrzenie na dłużej musiała być przede wszystkim interesująca. I to nie interesująca w takim sensie, jaki łatwo mógł przyciągnąć innych mężczyzn – mądra, wykształcona, czarująca czy obdarzona dobrym charakterem.
Cathal lubił po prostu zagadki i tylko te panie, których nie mógł odszyfrować od razu, zwracały jego uwagę. Nie znał jej, oczywiście, na tyle, by orzekać, jak byłoby w tym przypadku, ale po prostu że takich było niewiele… nie spodziewał się tego.
Zresztą, dlaczego francuska uzdrowicielka miałaby zainteresować się kimś, kto większość czasu spędzał babrząc się w ziemi i nie cieszył się najlepszą reputacją? Nie, Cathalowi nic głupiego nie roiło się w głowie.
Poprowadził kobietę przez przydługi korytarz ozdobiony szeregiem rzeźb z przeróżnych materiałów, wprost do pomieszczenia przywodzącego na myśl salę muzealną: jedną z kilku tego typu, które znajdowały się w domu Shafiqów, rodziny słynącej z zamiłowania do historii oraz archeologii. Camille niektóre z nich być może już oglądała w przeszłości, ale tę zaczęto zapełniać stosunkowo niedawno. Większość gablotek, z których niemal każdą zabezpieczono magią, została to ustawiona w ostatnich tygodniach, a pojedyncze pozostawały jeszcze puste.
W innych umieszczono klejnoty, posążki, kamienie runiczne, amulety, zwoje papirusu, naczynia i narzędzia.
– Wszystko, co tutaj widzisz, zostało przywiezione z Egiptu. Zdecydowana większość z nekropolii Umm al.-Kaab.