03.02.2024, 00:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.02.2024, 14:08 przez Cathal Shafiq.)
Shafiq nie odpowiadał długą chwilę – mogłoby się wydawać, że zignorował Camille, choć w istocie porządkował jedynie myśli, informacje, wciskające się do głowy wraz z jej pytaniem: a miał szczery zamiar odpowiedzieć wyczerpująco, skoro obiecał ją oprowadzić, a ona zdawała się faktycznie zainteresowana. I gdy zdawało się, że nie powie już nic, odezwał się wreszcie.
– Magia w starożytnym Egipcie nie przyjmowała takiej postaci, jaką znamy obecnie. Nie było tam szkół, przekazywano wiedzę z mistrza na nauczyciela, bez ksiąg i bez różdżek. Polegano na rytuałach, na przedmiotach, które miały katalizować moc i tak dalej. Nikt z pospólstwa nie miałby możliwości się jej nauczyć. Takie dzieci zwykle albo szybko ginęły, albo przeżywały życie nie mając pojęcia o swoim talencie. Kapłani czy szlachta nie włamywaliby się do grobowców. Te zabezpieczenia były zaawansowane, a z kolei później… grobowiec został pochłonięty przez pustynię – wyjaśnił Cathal. Wejścia chroniły klątwy, pieczęcie oraz pułapki: ich ekipa zdołała się przez nie przedrzeć tylko dlatego, że byli do tego wyszkoleni i pracowali systematycznie, całymi miesiącami, zanim ostatecznie dostali się do środka.
Przeszedł powoli przez salę, zatrzymując się przed kilkoma runicznymi kamieniami, ułożonymi w jednej z gablot.
– Te kamienie na przykład tworzyły barierę. Gdyby mugole zdołali się do nich dostać, musieliby zrozumieć, że to magia. Na samym wejściu ciążyła klątwa, która zabiła kilku mugoli, na początku XX wieku wieku pracujących w okolicy. W ekipie był jeden mało utalentowany czarodziej, Anglik, który nie ukończył Hogwartu. On dostrzegł znalazł pewne inskrypcje, na ich zgubę – powiedział. Nie był w stu procentach pewny, w jaki sposób działała klątwa: w końcu to Alethea miała zajmować się takimi rzeczami. On natomiast odszyfrował inskrypcję w starożytnych runach, zapisaną w pobliżu wejścia. – Według inskrypcji ci, którzy zakłócą spokój wielkiej królowej mieli zstąpić do krainy Anubisa i z tego, co mówiła nasza klątwołamaczka, faktycznie pozostawiono tam dość paskudne, podstępne przekleństwo, które sprowadzało chorobę na tych, którzy nadmiernie zbliżyli się do wejścia. Był też czar, który wywoływał halucynacje. Nie wspominając już o pułapkach, do których mugole na szczęście nigdy nie dotarli.
Uśmiechnął się lekko, mimowolnie, nie do niej, a do własnego wspomnienia: dnia, gdy podłoga dosłownie porwała całą ich grupę i wrzuciła do komnaty z grobowcem, za to pozbawionej drzwi wyjściowych.
– Magia w starożytnym Egipcie nie przyjmowała takiej postaci, jaką znamy obecnie. Nie było tam szkół, przekazywano wiedzę z mistrza na nauczyciela, bez ksiąg i bez różdżek. Polegano na rytuałach, na przedmiotach, które miały katalizować moc i tak dalej. Nikt z pospólstwa nie miałby możliwości się jej nauczyć. Takie dzieci zwykle albo szybko ginęły, albo przeżywały życie nie mając pojęcia o swoim talencie. Kapłani czy szlachta nie włamywaliby się do grobowców. Te zabezpieczenia były zaawansowane, a z kolei później… grobowiec został pochłonięty przez pustynię – wyjaśnił Cathal. Wejścia chroniły klątwy, pieczęcie oraz pułapki: ich ekipa zdołała się przez nie przedrzeć tylko dlatego, że byli do tego wyszkoleni i pracowali systematycznie, całymi miesiącami, zanim ostatecznie dostali się do środka.
Przeszedł powoli przez salę, zatrzymując się przed kilkoma runicznymi kamieniami, ułożonymi w jednej z gablot.
– Te kamienie na przykład tworzyły barierę. Gdyby mugole zdołali się do nich dostać, musieliby zrozumieć, że to magia. Na samym wejściu ciążyła klątwa, która zabiła kilku mugoli, na początku XX wieku wieku pracujących w okolicy. W ekipie był jeden mało utalentowany czarodziej, Anglik, który nie ukończył Hogwartu. On dostrzegł znalazł pewne inskrypcje, na ich zgubę – powiedział. Nie był w stu procentach pewny, w jaki sposób działała klątwa: w końcu to Alethea miała zajmować się takimi rzeczami. On natomiast odszyfrował inskrypcję w starożytnych runach, zapisaną w pobliżu wejścia. – Według inskrypcji ci, którzy zakłócą spokój wielkiej królowej mieli zstąpić do krainy Anubisa i z tego, co mówiła nasza klątwołamaczka, faktycznie pozostawiono tam dość paskudne, podstępne przekleństwo, które sprowadzało chorobę na tych, którzy nadmiernie zbliżyli się do wejścia. Był też czar, który wywoływał halucynacje. Nie wspominając już o pułapkach, do których mugole na szczęście nigdy nie dotarli.
Uśmiechnął się lekko, mimowolnie, nie do niej, a do własnego wspomnienia: dnia, gdy podłoga dosłownie porwała całą ich grupę i wrzuciła do komnaty z grobowcem, za to pozbawionej drzwi wyjściowych.