Od ich odejścia z Ministerstwa minęło na tyle dużo czasu, że niekiedy miał wrażenie, jakby praca w Komnacie Badań Sekretów Mózgu, stanowiła część jego wcześniejszego życia. W znacznym stopniu różniącego się od , które prowadził obecnie. Czasami za tym tęsknił. Z każdym kolejnym rokiem, to czasami zdarzało się jednak coraz rzadziej. Zapominał, skupiony na tym, co miało miejsce obecnie. A przecież – o ironio - to chęć powrotu do tego, co było dawniej, stanowiła jeden z tych czynników, które pchnęły go w kierunku ścieżki wyznaczanej przez Czarnego Pana.
Czy nadal tego pragnął?
9 lat to kawał czasu. Zmieniło się wiele. Zmienił się sam Robert. Na pewne sprawy spoglądał obecnie w inny sposób. Do pewnych kwestii podchodził inaczej. To w jaki sposób potoczyło się jego życie, dokąd go ono doprowadziło, nie było bez znaczenia.
Dzisiaj potrafił skutecznie odsunąć na bok sprawy, dla których nie było miejsca.
Nie pozwalał, aby zbyt długo zaprzątały mu głowę.
Skupiony na sprawie, którą właśnie omawiali, pozwolił aby Rodolphus i Richard wymienili pomiędzy sobą kilka ostatnich zdań. Czy sam miał jeszcze cokolwiek do dodania? Analizował. Zastanawiał się. Brał pod uwagę różne opcje. Kwestie, które być może warto byłoby poruszyć. Choć było tego sporo, nie każda była na tu i teraz. Trzeba było odpowiednio dobierać informacje do okoliczności. Starannie.
- Jeśli żaden z was nie ma pytań, uwag czy propozycji, myślę że powinniśmy już tylko ustalić kilka końcowych zasad. Będziemy spotykać się raz na dwa tygodnie. Na każde takie spotkanie przygotowujecie raporty dotyczące zebranych informacji. Jeśli zajdzie taka potrzeba, wyznaczymy nowe cele i zadania. – podniósł się z zajmowanego dotąd miejsca. Musiał rozprostować kości? Możliwe. Prawdopodobne. – Spotykać będziemy się w innym miejscu. Łap, Lestrange. – otworzył szafkę, z wnętrza której wyjął drobny przedmiot, była to para spinek do mankietów, zapakowana w przezroczysty woreczek. Zabezpieczonych przed tym, aby przypadkiem nie dotknąć ich bezpośrednio. – Postaraj się nie dotykać ich bezpośrednio, to świstokliki. Pozwolą Ci się ze mną skontaktować. Przeniosą w bezpieczniejsze miejsce. – nie zamierzał spotykać się z nimi na Nokturnie. To zawsze było za bardzo ryzykowne. Co innego własny gabinet, w stosunku do którego zawsze starał się dbać o odpowiednie zabezpieczenia. – Unikajmy wymieniania korespondencji, zawsze istnieje ryzyko, że ta wpadnie w niewłaściwe ręce. – nie chciał zaliczyć kolejnej wpadki podobnej do tej, która przytrafiła mu się w przypadku Henrietty. Co prawda kobieta była obecnie nieszkodliwa, ale… nie była jedynym słabym punktem, który musieli wziąć pod uwagę. Konieczne było odpowiednie szacowanie ryzyka. Przypisanie prawidłowej wagi do każdego jednego czynnika. Tych zaś nie było mało.
Padło jeszcze kilka innych uwag. Instrukcji. Robert tradycyjnie stawiał warunki. Zawsze miał to w zwyczaju. Im dłużej Rodolphus go słuchał, tym łatwiej było mu zapewne połączyć Mulcibera ze śmierciożercą, który znany był mu jako Apis. Znany bardziej z widzenia, za sprawą pojedynczych spotkań. Dlaczego nie zorientował się wcześniej? Brak maski robił tak dużą różnicę?
- 29 czerwca spotkamy się ponownie. Powiedzmy… w okolicy godziny 16. – wyznaczył termin. Jeśli żaden z jego rozmówców nie oponował, mieli ustalone wszystko.