05.02.2024, 13:59 ✶
- Z natury jestem sceptyczny, ale jeśli z kogoś obłazi skóra, a moja klątwołamaczka wspomina, że klątwa istnieje, to jej wierzę - odparł Cathal. On sam na klątwach znał się tylko o tyle, o ile mógł znać się ktoś, kto miał niekiedy z nimi styczność oraz czytał o nich w księgach historycznych, ale ani ich nie rzucał, ani nie łamał. - Dotknęła osób, które nie weszły do środka komnaty nagrobnej królowej, bo tego nie udało się im dokonać, a zaledwie znalazły się blisko wejścia. Gdyby weszły do środka, spotkałby je los jeszcze gorszy, bo Leta wspomniała coś o klątwę, od której wyrastała dodatkowa głowa. Starożytni mieli... specyficzne poczucie humoru.
Sam Cathal nie do końca pojmował sens zabezpieczenia grobowca właśnie w taki sposób, ale może królowa lub jej potomkowie czy kapłani uważali, że ktoś, kto naruszyłby jej spokój, zasługiwałby na szczególnie dotkliwą karę.
- Więcej o tym musiałaby opowiedzieć ci ona. Wiem tylko tyle, że potrzebowała trochę czasu, aby uporać się z tymi klątwami i musiałem sprowadzić dla niej kilka rzeczy... do dziś nie wiem, czy ten dzbanek małmazji faktycznie był jej potrzebny do łamania klątwy czy po prostu miała ochotę na małmazję. Ja raczej skupiałem się na tym... - Cathal urwał i uniósł dłoń, by postukać w szkło, za którym znajdowały się kamienie runiczne. Starożytne runy oraz pieczętowanie, to było to, do czego miał największą słabość i obok zarządzania całymi pracami jego główna, ukochana "działka". - Oraz tym - dodał, wskazując na pobliskie gabloty, w których umieszczono tabliczki oraz papirusy, cienkie, kruche, obłożone zapewne jakimiś zaklęciami, dzięki którym przetrwały podróż i nie miały rozsypać się teraz. Trudno było powiedzieć, co Shafiq dokładnie miał na myśli w tym przypadku: czy tłumaczenia, czy że dbał nie o zabezpieczenia, a to, co zabiorą z grobowca, czy jeszcze coś innego. Niekiedy miał skłonności do skrótów myślowych, które jak sądził są w pełni zrozumiałe, choć w istocie wcale nie były.
– To w większości modlitwy ku czci Anubisa, mające zapewnić królowej miejsce w zaświatach albo zapiski dotyczące jej życia. Są fragmentaryczne i nie udało się wszystkich przetłumaczyć w pełni, ale jeżeli choć część jest pełna, zapewne niektóre z dokonań faraona Namera to w istocie działania jego żony czarownicy. Posiadała także artefakt, który zdaje się działał na zasadach dzisiejszych różdżek i pozwalał jej na katalizowanie magii, ale jego tutaj nie znajdziesz.
Był to najcenniejszy z przywiezionych z wyprawy zabytków i jako taki trafił na mocy różnych skomplikowanych umów do Ministerstwa Magii. Między innymi z powodu tych wszystkich umów Cathal był tu dziś, bo przy nich pomagała Marianne – a w wypadku prac w Egipcie było to mocno skomplikowane. Część rzeczy trafiło do Shafiqów, część do Ministerstwa, część została oddana Egipskim władzom, a kilka mogli zachować sami członkowie ekipy.
Sam Cathal nie do końca pojmował sens zabezpieczenia grobowca właśnie w taki sposób, ale może królowa lub jej potomkowie czy kapłani uważali, że ktoś, kto naruszyłby jej spokój, zasługiwałby na szczególnie dotkliwą karę.
- Więcej o tym musiałaby opowiedzieć ci ona. Wiem tylko tyle, że potrzebowała trochę czasu, aby uporać się z tymi klątwami i musiałem sprowadzić dla niej kilka rzeczy... do dziś nie wiem, czy ten dzbanek małmazji faktycznie był jej potrzebny do łamania klątwy czy po prostu miała ochotę na małmazję. Ja raczej skupiałem się na tym... - Cathal urwał i uniósł dłoń, by postukać w szkło, za którym znajdowały się kamienie runiczne. Starożytne runy oraz pieczętowanie, to było to, do czego miał największą słabość i obok zarządzania całymi pracami jego główna, ukochana "działka". - Oraz tym - dodał, wskazując na pobliskie gabloty, w których umieszczono tabliczki oraz papirusy, cienkie, kruche, obłożone zapewne jakimiś zaklęciami, dzięki którym przetrwały podróż i nie miały rozsypać się teraz. Trudno było powiedzieć, co Shafiq dokładnie miał na myśli w tym przypadku: czy tłumaczenia, czy że dbał nie o zabezpieczenia, a to, co zabiorą z grobowca, czy jeszcze coś innego. Niekiedy miał skłonności do skrótów myślowych, które jak sądził są w pełni zrozumiałe, choć w istocie wcale nie były.
– To w większości modlitwy ku czci Anubisa, mające zapewnić królowej miejsce w zaświatach albo zapiski dotyczące jej życia. Są fragmentaryczne i nie udało się wszystkich przetłumaczyć w pełni, ale jeżeli choć część jest pełna, zapewne niektóre z dokonań faraona Namera to w istocie działania jego żony czarownicy. Posiadała także artefakt, który zdaje się działał na zasadach dzisiejszych różdżek i pozwalał jej na katalizowanie magii, ale jego tutaj nie znajdziesz.
Był to najcenniejszy z przywiezionych z wyprawy zabytków i jako taki trafił na mocy różnych skomplikowanych umów do Ministerstwa Magii. Między innymi z powodu tych wszystkich umów Cathal był tu dziś, bo przy nich pomagała Marianne – a w wypadku prac w Egipcie było to mocno skomplikowane. Część rzeczy trafiło do Shafiqów, część do Ministerstwa, część została oddana Egipskim władzom, a kilka mogli zachować sami członkowie ekipy.