W latach 60, wiele osób odeszło z Ministerstwa. Nie byli to tylko i wyłącznie Mulciberowie. Na długiej liście pracowników, którzy zdecydowali się w tamtym czasie złożyć wypowiedzenie, można było odnaleźć całkiem sporo uznanych osób. Zasłużonych dla całej magicznej społeczności. Gdyby Robert miał się na ten temat wypowiedzieć z perspektywy czasu… cóż, w jego opinii, ta strata jest odczuwalna aż po dzień dzisiejszy. Niestety, do dnia dzisiejszego nic nie zmieniło się na lepsze. Te kilka krótkich lat, kiedy na stanowisku Ministra Magii zasiadał Nobby Leach, jeszcze przez długie lata będą odbijać się wszystkim czkawką.
Trzeba było się z tym smutnym faktem pogodzić.
- Ministerstwo jest cyrkiem. Widzi to każdy, kto stara się względnie uważnie śledzić to, co dzieje się w tym miejscu. – poprawił Borgina. W swoim mniemaniu był kimś odpowiednim, aby tego rodzaju opinie wygłaszać. Każdego ranka czytał uważnie najnowsze wydanie Proroka Codziennego. Artykuł po artykule, rubryka po rubryce. Żywo interesował się wszystkim, co działo się w Wielkiej Brytanii. Starał się być na bieżąco; być możliwie najlepiej poinformowanym. Pewnie nie zaszkodziłoby, gdyby dodatkowo więcej uwagi poświęcał znajomym, którzy obracali się w odpowiednich kręgach, ale… no cóż, nie na wszystko mógł sobie pozwolić. Wbrew temu, co niektórzy mogli na jego temat zakładać, miał całkiem sporo spraw na głowie.
Sporo obowiązków.
Uważnie obserwował Stanleya, kiedy ten zaczął zaprzeczać temu, że obydwoje związani byli z tą samą organizacją. Nie przerywał mu. Pozwolił nawet na to, żeby na spokojnie sobie zapalił. Ta informacja, która właśnie na brygadzistę spadła, rzeczywiście mogła być dość zaskakująca. Mogła wywołać u niego pewne obawy. Obawy uzasadnione.
- Spokojnie, Vulturis, nie musisz się niczego obawiać. – zapewnił go. Następnie przy pomocy prawej ręki, podwinął rękaw swetra, który tego dnia miał na sobie. Powoli, kawałek po kawałku, zaczął odsłaniać znak, który im obydwu był dobrze znany. W przypadku Mulcibera nie został w żaden sposób zamaskowany, ukryty. Czy tak było tylko tym konkretnym razem? – Rok 1970, ale naszego Mistrza znam znacznie dłużej. Jeszcze od czasów szkolnych. Byłem przy nim, zanim przyjął miano Lorda Voldemorta. Dotąd znałeś mnie pod pseudonimem Apis. – pozwolił sobie zdradzić pewne informacje na temat swojej osoby. Ryzykował tym samym wiele, ale… jak wiele by zaryzykował Vulturis, gdyby cokolwiek zdecydował się ujawnić? Przekazać brygadzie, aurorom, ministerstwu? Gdyby cokolwiek poszło nie tak, Robert pociągnąłby za sobą kolejnych śmierciożerców oraz bliskie im osoby.