• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 … 16 Dalej »
[15 luty 1972] Pierwsze ataki, Robert & Anthony

[15 luty 1972] Pierwsze ataki, Robert & Anthony
Porządny Czarodziej
To zostanie między nami.
Tylko nami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierzący 183 cm wzrostu, mężczyzna o ciemnych, acz wyraźnie posiwiałych włosach. Posiadacz oczu o kolorze brązowym, w których czasem da się dostrzec nieco zieleni. Robert jest zawsze gładko ogolony. Zadbany. Ubrany adekwatnie do sytuacji.

Robert Mulciber
#9
06.02.2024, 14:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2024, 20:26 przez Robert Mulciber.)  

O ile dla organizacji oraz stojącej za nią idei, gotów był na wiele poświęceń, tak nie można powiedzieć, aby był człowiekiem, który dopuszczał się niepotrzebnego rozlewu krwi. Miał swoje granice. Trzymał się jasnych, konkretnych zasad. Jeśli decydował się na bardziej radykalne działania, to zawsze wynikały one z okoliczności. Były następstwem tego, czego dopuścili się inni ludzie. Najczęściej ich lekkomyślności oraz… oraz głupoty. I pomyśleć, że Ci wszyscy głupcy byli później taktowani jako ofiary toczącej się w Wielkiej Brytanii wojny. Trafiali na konto ludzi, którzy w innych okolicznościach nawet by się nimi nie zainteresowali.

Pozostawało mieć nadzieje, że Rosie i Eloise nie popełnią błędu.

Będą rozsądne.

Tylko czy rozsądek był czymś, czym kierowały się kobiety?

- To dobry pomysł, zajmiesz się tym. – przedstawiony przez Anthony’ego pomysł uznał za na tyle dobry, aby wprowadzić w życie. W swoich białych maskach, w dalszym ciągu sporo ryzykowali. Mogli zostać zauważeni niezależnie od tego, z której strony zakradaliby się do domostwa. Dlaczego musiały one otrzymać tak bardzo rzucający się w oczy kolor? Niby wiedział, ale nie do końca się z tym zgadzał. Kim był, aby podważać jego słowa?

Skinął głową, zapytany o możliwość zajęcia się zaklęciami ochronnymi. Robert nie zamierzał tylko i wyłącznie się wszystkiemu przyglądać. Bezczynnie. Był tutaj, ponieważ chciał działać. A przy okazji zyskać też coś dla samego siebie. Drobną nagrodę za wykonane zadanie. Wykonane rzecz jasna należycie. Wręcz wzorcowo.


Po przenosinach w okolice Doliny Godryka, potrzebował chwili na dojście do siebie. Niedługiej chwili. Zaraz wyprostował się. Rozejrzał po okolicy. Upewnił się, że wszystko poszło jak należy; że trafili we właściwe miejsce. Dopiero w następnej kolejności, przeszedł do działania. Zajął się zaklęciami ochronnymi, które zgodnie z tym co wcześniej udało się ustalić, nie były szczególnie skomplikowane. Kilka ruchów różdżką, kilka wypowiedzianych pod nosem zaklęć i mogli ruszać. Dał Anthonemu gestem znać, aby to on szedł przodem. Robert nie chciał mieć dzieciaka za swoimi plecami. Nie chciał mieć tam w zasadzie kogokolwiek. Byłoby to dla niego mało komfortowe.

O własny komfort zaś, zawsze starał się należycie dbać.

- Pies? – zatrzymał się, ledwie zrobili kilka kroków, ledwie znaleźli się na terenie sadu Multonów. Anthonemu dał znać, aby postąpił tak samo. Zdawało mu się, że słyszał zwierzę. Tylko czy było to zwierzę należące do tej rodziny, czy może do sąsiadów? Robert był tym mocno zaskoczony. Na taką ewentualność kompletnie nieprzygotowany? O ile mogli ukryć się przed wzrokiem, tak węch nadal musiał alarmować. A także odgłosy, które z pewnością wydawali. – Na Merlina, będzie trzeba wyciągnąć konsekwencje wobec tych niemot.

Nawet wkurzony, był w stanie powstrzymać się przed wyrzuceniem z siebie wulgaryzmów. Nie zwykł przeklinać. Nie zwykł sięgać po słownictwo niecenzuralne. Teraz też tego nie zrobił, choć swoje niezadowolenie wyraził w sposób niepozostawiający miejsca na wątpliwości.

Kiedy szczekanie rozległo się ponownie, zdecydował się na posłanie w odpowiednim kierunku zaklęcia. Czy było ono celne? Taką pozostawało mieć nadzieje. Zwierzę było na tyle daleko, że działanie musiał podjąć częściowo na ślepo.

- Drętwota! – padło z jego ust. Proste. Nieskomplikowane. Z różdżki wystrzelił strumień niebieskiego światła. W coś uderzył? Ciężko było to określić. Mogli mieć jednak nadzieje, że na jakiś czas będą mieć ten jeden problem z głowy. Na kilka lub kilkanaście minut. Zależało od szczęścia. – Reaguj, gdybyś coś słyszał. – upomniał swojego towarzysza, dając zarazem znać, że mogą iść dalej. Byle zachować ostrożność, byle się zanadto nie śpieszyć.

Zbędny pośpiech niejednego już zaprowadził przed oblicze Wizengamotu. 

Niejednemu też zdołał zapewnić przytulną cele w Azkabanie.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (3264), Robert Mulciber (3069)




Wiadomości w tym wątku
[15 luty 1972] Pierwsze ataki, Robert & Anthony - przez Robert Mulciber - 27.11.2023, 08:00
RE: [15 luty 1972] Pierwsze ataki, Robert & Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 28.11.2023, 20:41
RE: [15 luty 1972] Pierwsze ataki, Robert & Anthony - przez Robert Mulciber - 04.12.2023, 22:30
RE: [15 luty 1972] Pierwsze ataki, Robert & Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 06.12.2023, 23:46
RE: [15 luty 1972] Pierwsze ataki, Robert & Anthony - przez Robert Mulciber - 09.12.2023, 23:43
RE: [15 luty 1972] Pierwsze ataki, Robert & Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 06.01.2024, 23:00
RE: [15 luty 1972] Pierwsze ataki, Robert & Anthony - przez Robert Mulciber - 08.01.2024, 19:53
RE: [15 luty 1972] Pierwsze ataki, Robert & Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 22.01.2024, 00:26
RE: [15 luty 1972] Pierwsze ataki, Robert & Anthony - przez Robert Mulciber - 06.02.2024, 14:00
RE: [15 luty 1972] Pierwsze ataki, Robert & Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 25.02.2024, 16:20

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa