07.02.2024, 00:17 ✶
— Przez kowen, społeczeństwo czy prasę? — odbił skrzętnie piłeczkę.
W jego mniemaniu tylko jedna z tych odpowiedzi tak naprawdę miała znaczenia. I przede wszystkim to, czy arcykapłanka faktycznie wykonała jakiś ruch ku temu, aby faktycznie ich... skreślić. Słowa Patricka go zaskoczyły. Może wynikało to z tego, że nie było go na miejscu katastrofy i nie dotarły do niego takowe pogłoski. A może to kapłani i kapłanki zadbali o to, aby pewne informacje nie rozeszły się zbyt szybko i dokładnie. Musieli coś kombinować. Jego własna rodzina musiała coś wiedzieć i się do tego nie przyznawała nawet przed innymi krewniakami. Swoista katastrofa w przygotowaniu.
— Po części? — Pokiwał niepewnie głową, drapiąc się za uchem. — Weszliście do Limbo, więc samo to, powinno odcisnąć na was jakieś piętno. Możliwe, że wspomnienia, które otrzymaliście, wzmocniły tylko skutki uboczne wizyty w zaświatach. — Westchnął cicho, uśmiechając się krzywo do Patricka. — Niestety, jesteście jedyni w swoim rodzaju. Poza tym jest zbyt dużo czynników, jakie należałoby wziąć pod uwagę, aby podać wam jasną odpowiedź. Magia Polany Ognisk, zakłócenie uroczystości, pierwiastek czarnej magii w formie Czarnego Pana i jego Śmierciożerców, morderstwo... w zaświatach, kontakt z innymi duchami, obce wspomnienia, wasz powrót... Nawet obrażenia, jakich doznaliście w trakcie walk.
Bo wy się zawsze z kimś lejecie podczas tych swoich misji, dodał z przekąsem, postanawiając jednak nie wypowiadać tych słów na głos. Teraz robił już to tylko i wyłącznie z czystej przekory. Był wdzięczny za to, że Brygada Uderzeniowa i Biuro Aurorów ryzykowało życiem własnych pracowników, aby bronić kapłanów i cywili. Gdyby nie oni, kowen zapewne pogrzebałby po Beltane dużo większą ilość osób. I kto wie, jakie jeszcze koszmary zaległyby się w Kniei Godryka, gdyby nie wykazali się hartem ducha i tą swoją odwagą?
— Myślisz, że twoje losowe wspomnienia miałyby stuprocentowy sens, gdyby ktoś miał do nich dostęp? — Uniósł pytająco brew, chcąc raczej zachęcić Stewarda do zgłębienia tej kwestii samodzielnie, niż dzielić się z nim kolejnymi wielowątkowymi teoriami. — Spróbuj sił u jakiegoś wróżbity. Najlepiej takiego, który nie ogłosi wszem i wobec, że Zimny zarezerwował u niego wizytę. Postawienie tarota może nie rozwiąże twoich problemów, ale interpretacja tego, co widzisz w tych urywkach wspomnień, powinna naprowadzić cię na jakiś trop. Choćby szczątkowy.
Akurat to brzmi dziwnie znajomo, pomyślał zaintrygowany Sebastian. Kompletna losowość wspomnień przywodziła mu na myśl jego własne transe, kiedy to miał okazje zerkać za zasłonę dzielącą świat żywych i umarłych. Skoro nawet tonąca koleżanka nie była w stanie go wyrwać z tego wspomnienia, to musiał być wtedy kompletnie bezwładny. Oczy Sebastiana nagle rozbłysły.
— No i... Jest jeszcze legilimencja. Nie, żebym sam o niej jakoś dużo wiedział. — Poczerwieniał nieco na twarzy. Mógł zasypywać Stewarda teoriami i założeniami, ba nawet mitami i przypowieściami o zbliżonych przypadkach, jednak przypominało to metodę prób i błędów. I każda kolejna mogła być bardziej irracjonalna od poprzedniej. — To pozwala na badanie czyichś wspomnień, a nawet usuwanie ich, czyż nie? — Zerknął na Stewarda, podejrzewając, że przez swoją profesję może wiedzieć o tym nieco więcej. — Taki specjalista też może ci coś podsunąć. Zimnych rąk się nie pozbędziesz, ale wspomnienia może ustaną.
Czy posunął się za daleko? Jako egzorcysta wykluczył opętanie, czy przeniesienie z Limbo duszy ojca Stewarda, ale na same wspomnienia nie mógł wiele poradzić. Zimni byli ewenementem na skalę krajową, jak nie światową, a ich problem tak złożony, że jeden specjalista mógł co najwyżej usunąć jedną warstwę i pozwolić, aby inni lekarze zajęli się kolejnymi.
— Chyba wszystko zależy od punktu widzenia. — Sama myśl o tym, że Limbo mogło mieć świadomość niezbyt do niego przemawiała. — Czy jeśli pójdę do miejsca pełnego anomalii magicznych i dostanę wizję z zaświatów skupioną na nich, to Limbo mi w czymkolwiek pomogło z własnej inicjatywy, czy po prostu było narzędziem, które znalazło się w odpowiednim miejscu i o odpowiedniej porze? — Rozłożył ręce, aby zaraz znowu objąć poduszkę. — Ile ludzi, tyle teorii.
Chrząknął cicho, czując, że zaczyna go drapać w gardle. Przywykł do tego, że na co dzień wypowiadał się oszczędnie i wręcz zatajał sporą ilość informacji przed swoimi współpracownikami. Był samotnikiem i tak mu było dobrze. Nie widział sensu w dzieleniu się swoimi sekretami i faktami z życia z ludźmi, dla których był tylko ekspertem, który ma spędzić z nimi parę godzin, zamknąć sprawę, a potem zniknąć z ich życia. To były tylko przelotne znajomości. A jednak Steward i Longbottom byli jak rzep, który nie dość, że się go uczepił, to rozgadywał go. Dziwne. Przedziwne.
— Teraz jestem ich świadomy. — sprecyzował naprędce, chwilowo ignorując zapytania przyjaciela. — Ta przypadłość ujawnia się wśród Trelawneyów nawet w młodym wieku. Jestem przekonany, że już za dzieciaka miałem te wizje. Kiedy miałem, a bo ja wiem... Sześć, siedem lat? — Zmarszczył brwi, błądząc wśród zakurzonych regałów w bibliotece swych wspomnień. To musiał być ten okres. Bądź co bądź, to właśnie w tym okresie następował wzrost naturalnych zdolności pośród małych czarodziejów i czarownic. — Coś takiego... Zaburza wizję świata. Budzisz się któregoś dnia w środku nocy, a zamiast własnego pokoju widzisz zaświaty, które zaraz znikają. Nie wiesz nawet, jak pokazać dorosłym, co właściwie ci się przydarzyło.
Chyba każde dziecko obdarzone takimi umiejętnościami na tym etapie czułoby się bezradne i zagubione. Sebastian miał to szczęście, że zarówno jego rodzina od strony matki, jak i ojca obcowała ze światem duchów, toteż dosyć szybko domyślili się, co tak właściwie się przydarzyło. A potem przyszły szkolenia, rozmowy z podstarzałymi ciotkami i babkami, które miały pomóc. Ich wskazówki i opowieści pomogły zrozumieć ten fenomen, ale na pewno nie pozwalały go zgłębić, czy zablokować. Choćby odizolował się od całego świata, Limbo i tak by go dogoniło. Tak jak i śmierć dopadnie w pewnym momencie każdego człowieka.
W jego mniemaniu tylko jedna z tych odpowiedzi tak naprawdę miała znaczenia. I przede wszystkim to, czy arcykapłanka faktycznie wykonała jakiś ruch ku temu, aby faktycznie ich... skreślić. Słowa Patricka go zaskoczyły. Może wynikało to z tego, że nie było go na miejscu katastrofy i nie dotarły do niego takowe pogłoski. A może to kapłani i kapłanki zadbali o to, aby pewne informacje nie rozeszły się zbyt szybko i dokładnie. Musieli coś kombinować. Jego własna rodzina musiała coś wiedzieć i się do tego nie przyznawała nawet przed innymi krewniakami. Swoista katastrofa w przygotowaniu.
— Po części? — Pokiwał niepewnie głową, drapiąc się za uchem. — Weszliście do Limbo, więc samo to, powinno odcisnąć na was jakieś piętno. Możliwe, że wspomnienia, które otrzymaliście, wzmocniły tylko skutki uboczne wizyty w zaświatach. — Westchnął cicho, uśmiechając się krzywo do Patricka. — Niestety, jesteście jedyni w swoim rodzaju. Poza tym jest zbyt dużo czynników, jakie należałoby wziąć pod uwagę, aby podać wam jasną odpowiedź. Magia Polany Ognisk, zakłócenie uroczystości, pierwiastek czarnej magii w formie Czarnego Pana i jego Śmierciożerców, morderstwo... w zaświatach, kontakt z innymi duchami, obce wspomnienia, wasz powrót... Nawet obrażenia, jakich doznaliście w trakcie walk.
Bo wy się zawsze z kimś lejecie podczas tych swoich misji, dodał z przekąsem, postanawiając jednak nie wypowiadać tych słów na głos. Teraz robił już to tylko i wyłącznie z czystej przekory. Był wdzięczny za to, że Brygada Uderzeniowa i Biuro Aurorów ryzykowało życiem własnych pracowników, aby bronić kapłanów i cywili. Gdyby nie oni, kowen zapewne pogrzebałby po Beltane dużo większą ilość osób. I kto wie, jakie jeszcze koszmary zaległyby się w Kniei Godryka, gdyby nie wykazali się hartem ducha i tą swoją odwagą?
— Myślisz, że twoje losowe wspomnienia miałyby stuprocentowy sens, gdyby ktoś miał do nich dostęp? — Uniósł pytająco brew, chcąc raczej zachęcić Stewarda do zgłębienia tej kwestii samodzielnie, niż dzielić się z nim kolejnymi wielowątkowymi teoriami. — Spróbuj sił u jakiegoś wróżbity. Najlepiej takiego, który nie ogłosi wszem i wobec, że Zimny zarezerwował u niego wizytę. Postawienie tarota może nie rozwiąże twoich problemów, ale interpretacja tego, co widzisz w tych urywkach wspomnień, powinna naprowadzić cię na jakiś trop. Choćby szczątkowy.
Akurat to brzmi dziwnie znajomo, pomyślał zaintrygowany Sebastian. Kompletna losowość wspomnień przywodziła mu na myśl jego własne transe, kiedy to miał okazje zerkać za zasłonę dzielącą świat żywych i umarłych. Skoro nawet tonąca koleżanka nie była w stanie go wyrwać z tego wspomnienia, to musiał być wtedy kompletnie bezwładny. Oczy Sebastiana nagle rozbłysły.
— No i... Jest jeszcze legilimencja. Nie, żebym sam o niej jakoś dużo wiedział. — Poczerwieniał nieco na twarzy. Mógł zasypywać Stewarda teoriami i założeniami, ba nawet mitami i przypowieściami o zbliżonych przypadkach, jednak przypominało to metodę prób i błędów. I każda kolejna mogła być bardziej irracjonalna od poprzedniej. — To pozwala na badanie czyichś wspomnień, a nawet usuwanie ich, czyż nie? — Zerknął na Stewarda, podejrzewając, że przez swoją profesję może wiedzieć o tym nieco więcej. — Taki specjalista też może ci coś podsunąć. Zimnych rąk się nie pozbędziesz, ale wspomnienia może ustaną.
Czy posunął się za daleko? Jako egzorcysta wykluczył opętanie, czy przeniesienie z Limbo duszy ojca Stewarda, ale na same wspomnienia nie mógł wiele poradzić. Zimni byli ewenementem na skalę krajową, jak nie światową, a ich problem tak złożony, że jeden specjalista mógł co najwyżej usunąć jedną warstwę i pozwolić, aby inni lekarze zajęli się kolejnymi.
— Chyba wszystko zależy od punktu widzenia. — Sama myśl o tym, że Limbo mogło mieć świadomość niezbyt do niego przemawiała. — Czy jeśli pójdę do miejsca pełnego anomalii magicznych i dostanę wizję z zaświatów skupioną na nich, to Limbo mi w czymkolwiek pomogło z własnej inicjatywy, czy po prostu było narzędziem, które znalazło się w odpowiednim miejscu i o odpowiedniej porze? — Rozłożył ręce, aby zaraz znowu objąć poduszkę. — Ile ludzi, tyle teorii.
Chrząknął cicho, czując, że zaczyna go drapać w gardle. Przywykł do tego, że na co dzień wypowiadał się oszczędnie i wręcz zatajał sporą ilość informacji przed swoimi współpracownikami. Był samotnikiem i tak mu było dobrze. Nie widział sensu w dzieleniu się swoimi sekretami i faktami z życia z ludźmi, dla których był tylko ekspertem, który ma spędzić z nimi parę godzin, zamknąć sprawę, a potem zniknąć z ich życia. To były tylko przelotne znajomości. A jednak Steward i Longbottom byli jak rzep, który nie dość, że się go uczepił, to rozgadywał go. Dziwne. Przedziwne.
— Teraz jestem ich świadomy. — sprecyzował naprędce, chwilowo ignorując zapytania przyjaciela. — Ta przypadłość ujawnia się wśród Trelawneyów nawet w młodym wieku. Jestem przekonany, że już za dzieciaka miałem te wizje. Kiedy miałem, a bo ja wiem... Sześć, siedem lat? — Zmarszczył brwi, błądząc wśród zakurzonych regałów w bibliotece swych wspomnień. To musiał być ten okres. Bądź co bądź, to właśnie w tym okresie następował wzrost naturalnych zdolności pośród małych czarodziejów i czarownic. — Coś takiego... Zaburza wizję świata. Budzisz się któregoś dnia w środku nocy, a zamiast własnego pokoju widzisz zaświaty, które zaraz znikają. Nie wiesz nawet, jak pokazać dorosłym, co właściwie ci się przydarzyło.
Chyba każde dziecko obdarzone takimi umiejętnościami na tym etapie czułoby się bezradne i zagubione. Sebastian miał to szczęście, że zarówno jego rodzina od strony matki, jak i ojca obcowała ze światem duchów, toteż dosyć szybko domyślili się, co tak właściwie się przydarzyło. A potem przyszły szkolenia, rozmowy z podstarzałymi ciotkami i babkami, które miały pomóc. Ich wskazówki i opowieści pomogły zrozumieć ten fenomen, ale na pewno nie pozwalały go zgłębić, czy zablokować. Choćby odizolował się od całego świata, Limbo i tak by go dogoniło. Tak jak i śmierć dopadnie w pewnym momencie każdego człowieka.