17 czerwca 1972
Kamienica Mulciberów - Robert & Nicholas
Nie zwykł się z niczego i przed nikim tłumaczyć. Podejmował działania, które uważał w danym momencie za najbardziej odpowiednie. Z różnych względów. Z reguły nie tracił czasu na to, aby przedstawić je innym. Przekonać ich do tego, aby nadal stali przy jego boku. Wymagał od nich pewnej dozy zaufania. Zarazem starał się jednak, dbał o to, aby Ci inni na tej współpracy nie stracili.
On, Robert Mulciber, zawsze zwracał uwagę na tych, którzy stali u jego boku.
Nicholas był dla niego pod tym względem kimś szczególnym. Znał go od wielu lat. Pozwolił na to, aby Travers zbliżył się do niego bardziej niż wielu innych. Nadal trzymał względem niego dystans, ale był to dystans innego rodzaju. Pewnych granic przekroczyć sobie po prostu nie pozwalał.
A przynajmniej w ten sposób wyglądało to do tej pory.
Ostatnie wydarzenia sprawiły, że pewne rzeczy musiały się zmienić.
Wiedząc, że Richard zamierza opuścić kamienice na co najmniej kilka godzin; że musi zająć się pewnymi sprawami, postanowił z tej okazji skorzystać. Napisał oraz wysłał list. Poprosił w nim Nicholasa o spotkanie. W cztery oczy. Sam na sam. Zamierzał wrócić do tematu, który poruszyli podczas jego poprzedniej wizyty. Ostatniej.
Travers zasługiwał na wyjaśnienia.
Mulciber potrzebował zachować Niewymownego po swojej stronie.
Na swojego gościa, tradycyjnie czekał w gabinecie. Tym razem jednak, wyjątkowo, nie był zajęty niczym konkretnym. Przeglądał sobie na spokojnie najnowsze wydanie Proroka Codziennego. Dzisiejsze. Praca mogła poczekać. On zaś mógł sobie pozwolić na drobne przyjemności. Takie jak popijanie szkockiej, której w szklance znajdywało się wciąż całkiem sporo, a także raczenie się cygarem. Te drugie, leżało akurat oparte o popielniczkę.
- Nicholas. Cieszę się, że znalazłeś dla mnie chwilę. – odezwał się, kiedy Selar przyprowadziła gościa. Pozbył się z nosa okularów. Odłożył na blat biurka gazetę, którą zamknął, następnie starannie złożył. Pierw na pół, a później na cztery. Tak, żeby nie zabierała zbyt dużej ilości miejsca. Odsunął ją na bok. – Chcesz się czegoś napić? Zapalić? – zapytał, jak zwykle nie śpiesząc się z tym, żeby przejść do tematu. Bo przecież nigdy nie prosił o spotkanie bez powodów. W celach typowo towarzyskich.
Czy w przypadku Roberta istniało w ogóle coś takiego jak cele towarzyskie? Można było mieć w tym przypadku dość uzasadnione wątpliwości. Zwłaszcza, że był jednym z tych ludzi, których w miejscach publicznych, na salonach, przyjęciach, różnych uroczystościach… ciężko było spotkać.
Kiedy już się przywitali, wymienili jakieś tam uprzejmości, a Nick zajął swoje miejsce, mogli przejść do tego co miało znaczenie.
- Spotkałem się wczoraj z naszym wspólnym znajomym. Pożar… wydaje mi się, że został wstępnie opanowany. – poinformował Traversa, bez zbędnego owijania w bawełnę, nie podając przy tym żadnych szczegółów, konkretów. Postawił jedynie na suche informacje. Tylko czy to faktycznie miało być wystarczające?