Życie nie jest pozbawione sensu, ale raczej ma prawie zbyt wiele znaczenia. Gdy łuski spadają z oczu, świat wpada w ostrość, prezentując się z rodzajem wibracyjnej elokwencji, która na początku może być przytłaczająca. Wszystko mieni się, wszystko się wyjaśnia, wszystko walczy o uwagę. Drzewa wydają się nadzwyczaj rzeczywiste, ich korzenie zanurzone w ziemi, gałęzie rozciągające się ku niebu, ptaki stają się w świadomości duszami ciała i krwi, kruche życiem, niebo rozwija się i toczy, jezioro się rozpada, ludzie fascynują, książki jawią się piękne, dzieci to wirujące dynamo chaosu, psy szczekają, koty miauczą, kwiaty krzyczą, a Bóg przebiega jak helisa przez wszystkie te rzeczy. Świat czeka, brzęczący od znaczeń.
Długie palce Morpheusa wpiły się w odzienie Neila, chwytając go za mokre ubranie i utrzymując jego głowę nad powierzchnią. Wciągnięcie go na deski pomostu nie należało do najłatwiejszych, ale z uderzeniem, jak mięsem o ladę w rzeźniku, udało się. Czarodziej zbladł, widząc sine usta młodzieńca i nieruchomą klatkę piersiową. Szybko zatkał dwoma palcami nos Neila, drugą ręką rozwierając jego żuchwę. W tym oddechu życia nie było nic z romantyczności. Wtłoczy całe powietrze, które miał w ciało młodszego mężczyzny, wziął kolejny, głęboki oddech i ponownie to zrobił, aby wymusić wykrztuszenie wody.
— No dalej, Neil, kochanie, obudź się... — warknął, nie to do siebie, nie to do adresata, ale jakby w gniewie na niebiosa. Uniósł rękę, zacisnął ją w pięść i uderzył w klatkę piersiową topielca, aby ożywić go, zmusić płuca do pracy. Nie znał współczesnych sposobów na ratowanie podtopionych osób, ale gdy on był młody, tak właśnie go uczono. — Nie jesteś martwy.
Kiedy był w podobnym wieku do Enfera, uczył się od ojca, jak powinien to zrobić, kiedy komuś coś się stanie w wodzie i nieco przestarzała metoda musiała wystarczyć. Modlił się o to, żeby zadziałało. O, Hadesie, królu i władco ciemności, nie zabieraj go ode mnie, od świata, on nie może umrzeć. Ponownie wtłoczył swój oddech w płuca Neila, przełożył go na bok i uderzył w środek pleców.