Kochany Laurencie,
chyba każde pokolenie ma swoje wzloty i upadki, a także trudności, względem których się mierzy. Wcześniej był to Grindelwald, teraz mamy Voldemorta. Masz rację, że czasy nigdy nie są w pełni kolorowe, ale pomiędzy tymi szarymi pasmami, są też kolorowe dni. Ty i ja zacieśniliśmy znajomość w ponurej godzinie, ale lubię myśleć, że nie jesteśmy dla siebie ciemnością, a światłem. Nie uważasz tak? Nie trać nadziei, bo w najczarniejszych godzinach, to ona ma największą moc, by rozgonić mrok.
Książki mogą wydawać się pozornie piękne, Laurencie, ale w gruncie rzeczy są puste. Bo są fikcją, te dramaty tam opisane, nawet jeśli częściowo oparte na ludzkich doświadczeniach. Mój drogi, to życie, które mamy, jedyne, które otrzymaliśmy, jest bardzo cenne. A jeśli boli – to dowód na to, że żyjemy. Że czujemy. Że nie popadliśmy w rozpad duszy. Oczywiście, chciałabym, by ten ból czy strach zastąpione były pozytywnymi uczuciami, bo one też o nas świadczą, ale pamiętaj, że to nie jest koniec drogi.
Chcesz o tym wszystkim porozmawiać? Albo po prostu sobie pomilczeć? Przydałoby mi się towarzystwo, żeby poukładać w domu wszystkie rośliny w odpowiednich miejscach. Rozkładałam je przed naszym wyjazdem do Włoch, ale ciągle coś mi nie pasuje. Może Twoje bystre oczy, tak wyczulone na piękno, mi pomogą? Albo z innymi rzeczami? W większości już się rozpakowałam, ale zawsze jest coś, co można zrobić lepiej.
Pamiętaj, że zawsze jesteś u mnie mile widziany. I wcale nie musisz się zapowiadać z wyprzedzeniem, moje drzwi są dla Ciebie zawsze otwarte.
PS. Dołączam prezent. Wydaje mi się, że od czerwca dotknęło Cię tak dużo smutków i stresów, że zapas musiał Ci się już skończyć, więc pozwól się rozpieścić – mogę zostać Twoim prywatnym dealerem.
List spoczywał na pudełku, oba obwiązane były mieniącym się w świetle sznurkiem, a tuż pod wiązanie dołączono niewielki bukiecik składający się z kilku łodyżek konwalii oraz lawendy. Dobór kwiatuszków wydawał się nieprzypadkowy – jak cała Victoria.
W pudełku znajdowały się – oczywiście – czekoladki. Równie zaczarowane co poprzednio, poruszały się, lecz tym razem przedstawiały różnokolorowe foczki (młode i starsze – coś w tym rodzaju).