09.02.2024, 23:38 ✶
Albo nie tyle nie był godny, co najzwyczajniej w świecie przeliczył się z własnymi siłami i umiejętnościami. Słowem, był za cienki w uszach, a porwał się z motyką na słońce - i ostatecznie jego poczynania wyszły wszystkim bokiem. Nie dało się nie przypomnieć sobie tych wszystkich zmarłych w sali z filarem... Tak, zdecydowanie wyszły bokiem jak się patrzyło na ruiny wioski.
- Albo po prostu był kapuścianym głąbem - mruknęła jeszcze. Choć to akurat w zasadzie podpadało pod "nie był godny", jak się zastanowić. Zmarszczyła brwi, gdy Cal zwrócił uwagę na Marcusa. Może...? - Możesz mieć rację, ale musiałabym go jeszcze raz zobaczyć - stwierdziła dość ostrożnie. Zostawał jeszcze Augustus, ale już wzmiankę o nim, jak na razie przemilczała. Jak na razie...
Przytaknęła - co to w ogóle za pytanie, oczywiście że była gotowa i żadna opcja najzwyczajniej w świecie po prostu nie wchodziła w grę. I koniec, kropka.
Chociaż to nie tak, że to wspomnienie nie oberwało dość podejrzliwym spojrzeniem Crouch; jakby nie była pewna, czego się można po nim spodziewać?
Sala. Ta sama sala, która budziła fascynację Lety - chociaż nie, nie chodziło o pomieszczenie, tylko o filar. Setki lat temu... setki lat temu, tak dawno, że z tamtych czasów pozostały głównie szepty. I choć obrzuciła ją spojrzeniem, to... nie można powiedzieć, żeby założyła tylko ręce na piersi i jedynie oglądała. Nie. Co dokładnie pisał? Ciekawskość nie pozwoliła na niezbliżenie się i niespróbowanie zerknąć na pergamin; a nuż było to coś, co nie dotrwało do obecnych czasów i a nuż coś, co rzucało więcej światła na pewne sprawy...
... gorzej, że wspomnienie okazało się rzeczywiście być w pewien sposób zepsute; aż się odruchowo cofnęła (co i tak w niczym nie pomogło. Mgła znajdowała się wszędzie); przynajmniej ich nie pożarło, a jedynie "otrzymali" coś w rodzaju... białej plamy na mapie? Frustrującej i wedle wszelkich podejrzeń niemożliwej do odkrycia. O ile szło wywnioskować, o czym mniej więcej rozmawiali, to uch - szczegóły! Ale masz, babo, placek... I musisz grać takimi kartami, jakie się dostało. Ot, ni mniej, ni więcej.
Ale filar! Filar rozbłysł! Czyli... co Blackwood zrobił, żeby go "obudzić"? I nie, nawet niekoniecznie chodziło tu o sięgnięcie po tę moc (choć to też nie tak, że taka myśl w łepetynie nigdy nie powstała; tylko jednak co innego myśleć, a co innego przekuwać to w czyn), ale po prostu o zawodową ciekawość. Archeologiczno-nekromantyczną.
Krew na dłoni kobiety? Walczyła z Augustem? Zmusił ją do czegoś? Czy to ona stanowiła ten czynnik wyzwalający? W zasadzie niekoniecznie; raczej musiało być coś innego, skoro całe wieki później Leta widziała lśniący filar, ale... Na wszystkich bogów, JAK? Więc niedziwne, że zaraz potem spojrzała na nadprogramowe źródło światła, próbując go obejrzeć - obchodząc go przy tym - zanim ich wywali ze wspomnienia...
... i choć przeważnie była dość gadatliwa, to jednak potrzebowała chwili w milczeniu, żeby przetrawić całość, gdy ponownie znalazła się w cathalowym domu, z dłonią nad misą myślodsiewni.
- Albo po prostu był kapuścianym głąbem - mruknęła jeszcze. Choć to akurat w zasadzie podpadało pod "nie był godny", jak się zastanowić. Zmarszczyła brwi, gdy Cal zwrócił uwagę na Marcusa. Może...? - Możesz mieć rację, ale musiałabym go jeszcze raz zobaczyć - stwierdziła dość ostrożnie. Zostawał jeszcze Augustus, ale już wzmiankę o nim, jak na razie przemilczała. Jak na razie...
Przytaknęła - co to w ogóle za pytanie, oczywiście że była gotowa i żadna opcja najzwyczajniej w świecie po prostu nie wchodziła w grę. I koniec, kropka.
Chociaż to nie tak, że to wspomnienie nie oberwało dość podejrzliwym spojrzeniem Crouch; jakby nie była pewna, czego się można po nim spodziewać?
Sala. Ta sama sala, która budziła fascynację Lety - chociaż nie, nie chodziło o pomieszczenie, tylko o filar. Setki lat temu... setki lat temu, tak dawno, że z tamtych czasów pozostały głównie szepty. I choć obrzuciła ją spojrzeniem, to... nie można powiedzieć, żeby założyła tylko ręce na piersi i jedynie oglądała. Nie. Co dokładnie pisał? Ciekawskość nie pozwoliła na niezbliżenie się i niespróbowanie zerknąć na pergamin; a nuż było to coś, co nie dotrwało do obecnych czasów i a nuż coś, co rzucało więcej światła na pewne sprawy...
... gorzej, że wspomnienie okazało się rzeczywiście być w pewien sposób zepsute; aż się odruchowo cofnęła (co i tak w niczym nie pomogło. Mgła znajdowała się wszędzie); przynajmniej ich nie pożarło, a jedynie "otrzymali" coś w rodzaju... białej plamy na mapie? Frustrującej i wedle wszelkich podejrzeń niemożliwej do odkrycia. O ile szło wywnioskować, o czym mniej więcej rozmawiali, to uch - szczegóły! Ale masz, babo, placek... I musisz grać takimi kartami, jakie się dostało. Ot, ni mniej, ni więcej.
Ale filar! Filar rozbłysł! Czyli... co Blackwood zrobił, żeby go "obudzić"? I nie, nawet niekoniecznie chodziło tu o sięgnięcie po tę moc (choć to też nie tak, że taka myśl w łepetynie nigdy nie powstała; tylko jednak co innego myśleć, a co innego przekuwać to w czyn), ale po prostu o zawodową ciekawość. Archeologiczno-nekromantyczną.
Krew na dłoni kobiety? Walczyła z Augustem? Zmusił ją do czegoś? Czy to ona stanowiła ten czynnik wyzwalający? W zasadzie niekoniecznie; raczej musiało być coś innego, skoro całe wieki później Leta widziała lśniący filar, ale... Na wszystkich bogów, JAK? Więc niedziwne, że zaraz potem spojrzała na nadprogramowe źródło światła, próbując go obejrzeć - obchodząc go przy tym - zanim ich wywali ze wspomnienia...
... i choć przeważnie była dość gadatliwa, to jednak potrzebowała chwili w milczeniu, żeby przetrawić całość, gdy ponownie znalazła się w cathalowym domu, z dłonią nad misą myślodsiewni.