Śniadanie ekspresowo pojawiło się przed dziewczętami. Mogły więc zjeść i na spokojnie porozmawiać. Wood jadła bardzo szybko, niezbyt elegancko, widać było, że faktycznie zgłodniała. Sięgnęła po herbatę, żeby wypić ją nim wystygła, bo lubiła gorącą.
- Czasem zastanawiam się, czy nie za bardzo, ale chyba do niemożliwe nie ma czegoś takiego, jak za dużo miłości, nawet za dużo to za mało, prawda? - Spoglądała na Longbottom, jakby szukała zapewnienia, że jest tak, jak się jej wydaje. Była w stanie zrobić dla niego wszystko, dosłownie wszystko bez momentu zawahania. Tak chyba powinna wyglądać miłość, czyż nie? Była gotowa do poświęceń, może wreszcie dojrzała do takiego silnego uczucia. W zasadzie nie spodziewała się, że dotrze to do niej w tak młodym wieku, bo przecież ledwo skończyła dwadzieścia lat, może miała szczęście, znalazła tak wcześnie kogoś, kto był dla niej stworzny?
- Na pewno skorzystamy z zaproszenia, musimy jedynie dopasować nasze grafiki, wiesz jak jest. My i on pracujemy na zmiany, przez co dosyć ciężko się mijamy, jak tylko uda nam się znaleźć jakąś lukę w kalendarzu, to na pewno do Was przyjedziemy. - Perspektywa wyjazdu za miasto, nawet na te kilka dni wydawała się być niezwykle atrakcyjna. Mogliby spędzić ze sobą cały wolny czas, w bardzo przyjemnym miejscu.
Na jej twarzy pojawiło się zamyślenie po kolejnych słowach Brenny. Nie myślała o tym nigdy w ten sposób. Faktycznie wszyscy mówili o ich zaręczynach, czy Lupin mógł pomyśleć, że to już za nimi? Tak bez pierścionka? - Nie patrzyłam na to nigdy w ten sposób, myślisz, że powinnam go o to zapytać? - Coby nie mówić, było to dla niej trochę niekomfortowe, bo nie chciała też wyjść na jakąś desperatkę, która naciska na te zaręczyny. Trudny był żywot Heather Wood.
- Tak nie wiem, dziwne to było i on tak patrzył na ciebie, nie wiem, może sobie coś ubzdurałam... - Reakcja Brenny była dosyć nietypowa, znaczy może wręcz przeciwnie, bo zobrazowała to, co jej mentorka myślała o tym, co ona powiedziała. Kamień spadł jej z serca, bo może i Brennę naprawdę kochała, jednak miałaby problem, żeby tolerować kręcącego się wokół niej Atreusa, pewnie z czasem by się do tego przyzwyczaiła, jednak zajęłoby to na pewno dosyć długo. - Myślę, że znalazłabyś sobie lepszego kawalera, jak coś. - Postanowiła to dodać, gdyby przypadkiem zastanawiała się nad tym, czy nie związać się z aurorem w ramach desperacji, chociaż Brenna nie wyglądała jej na kogoś, kto szukał aktualnie wybranka. Broń Merlinie, nie uważała tego za nic złego.
- To dobrze, chociaż ostatnio naprawdę się staram i pilnuję, żeby czegoś nie palnąć. - Odstawiła herbatę i zaczęła kontynuować jedzenie.