Bardzo uważnie słuchała tego, co Brenna miała jej do powiedzenia. Najwyraźniej była dla niej wzorem również w tej dziedzinie. - To fakt, każdy odczuwa to na swój sposób. - Nie tak łatwo było porównywać się do kogoś innego w tej dziedzinie życia, w końcu każdy odczuwał wszystko na inny sposób. Heather kochała wiele razy w swoim życiu, jednak nigdy nie kochała nikogo tak bardzo jak Camerona, miała wrażenie, że oszalała na jego punkcie i nie było to do końca zdrowe, jednak nie postanowiła się dzielić tą myślą w tym momencie.
- Na to liczę, wiele bym dała za taką chwilę wytchnienia. - Byli młodzi i zasługiwali na chociaż krótki moment oderwania się od rzeczywistości, przynajmniej zdaniem Wood. Wiadomo, że różnie bywa z dostępnością, bo musieli pracować (to trochę nieprawda, bo Ruda mogła żyć za hajs starych, ale starała się tego nie robić).
- Trochę? Ostatnio Cameron wspominał mi o wspólnym mieszkaniu, myślę, że to podobny poziom do zaręczyn, czy wcale nie? - Wydawało jej się, że sporo czasu spędzili na wspólnym przemyślaniu tego, w jakim momencie życia się znajdują, tyle, że w ich rozmowach brakowało konkretów. Zdecydowanie.
Nie podejrzewałaby nigdy, że Brenna nie ma doświadczenia w tej dziedzinie życia, wydawała się jej być osobą, która wszystko wie najlepiej, ufała jej we wszystkim. Może faktycznie było to nie do końca odpowiednie. Nigdy przecież nie wypytywała jej o sprawy sercowe. Nie miała pojęcia, jak Brenna podchodzi do tego typu rzeczy.
- Nie do końca o to mi chodziło... - Może faktycznie, coś sobie uroiła. Nie zamierzała też nikogo oszukiwać, że ma na temat Bulstrode'a wyrobioną opinię, która wcale nie była dobra, ale cholera jasna kręcił się ciągle wokół niej, zdaniem Wood chciał od jej mentorki czegoś więcej.
- Jesteśmy w tym do siebie trochę podobne. - Odparła kończąc swój posiłek. Naprawdę starała się walczyć ze swoimi nawykami, paplaniem na prawo i lewo, ale wychodziło jej to różnie. Oczywiście nie zdradziłaby tajemnic Zakonu pierwszemu lepszemu.