Kiedy Morpheus myślał o bliskości i jej związku z pięknem, miał wrażenie, że jest bardziej powiązana z brzydotą. Myślał o tym, że jedynym sposobem, aby budować bliskość, jest przez brzydotę. Na przykład, jest coś wyjątkowego w tym, jak osoby w tragedii budują dostęp do bliskości, ten rodzaj bliskości, który wynika z braku strachu przed wyrażeniem swoich potrzeb. Nie chodzi o piękno, ale o wspaniałość lub doświadczenia, których naucza brzydota; o to jak przetrwać. Ludzie postrzegają to jako skrajne stanowisko, ale to był sposób Morpheusa na niepoddawanie się ludziom i na życie w tej wzajemnej zależności, która nie zawsze jest rewolucyjna i dobra. On sam postrzegał siebie jako głęboko pokrzywioną i brzydką osobę, jednocześnie z dualizmem pewności siebie i świadomości swojej wspaniałości. Był potworem, któremu sam postawił pomnik.
Pocałował czule Neila we włosy, marszcząc zaraz jednak nos na zapach głębin, który otaczał ich dwoje. Było ledwie po Licie, dopiero jeziora zostały pobłogosławione i jeszcze przez jakiś czas wodna roślinność kwitła, nim toń oczyści się całkowicie z zielonych plam, a ciepło oczyści wodę do krystalicznej, lipcowej przejrzystości. Oboje musieli śmierdzieć straszliwie wodorostami i mułem, skoro Longbottom wyczuwał to, mając woń bezpośrednio na sobie.
— Nie przepraszaj. Chodź, pójdziemy się przebrać. Dam ci swoje ubrania — oznajmił tonem nieznoszącym sprzeciwu, tonem swojego ojca, czego oczywiście nie znosił w sobie. Krwi jednak się nie oszuka. Niektóre rzeczy na zawsze były ze sobą splątane. — Mieszkam kilkanaście minut stąd, spacerem. Zresztą, nie chciałbym, żebyś zabłądził w głąb kniei. Mamy plagę potworów ostatnio za płotem.
Podniósł się i gestem podciągania zachęcał do tego również Neila. Warownia rzeczywiście leżała całkiem niedaleko kniei, właściwie dzielili z nią granicę, w pewnym miejscu sad zmieniał się w las i wtedy należało uważać, gdzie stawia się kroki. Warownia, o której wspominał Morpheus też nie była tym, czym brzmiała. Po prostu teren Longbottomów był tak najeżony zabezpieczeniami, że Neil mógł stać naprzeciw głównej bramy i by jej nie zobaczył. Morpheus nie zapraszał nigdy nikogo do posiadłości, ledwie wspominał, że mieszka w Dolinie.