A zatem ich daleki krewny nie posiadał mrocznego znaku. Skoro zarzucają mu współpracę ze śmierciożercami to znaczy, że dla nich pracował, albo jednego z nich. Nawiązał współpracę, albo został do tego przymuszony. Pytanie tylko, co chciał tym osiągnąć? Narobił tylko problemu sobie i rodzinie, od której się odciął. Nawet Robert za wiele w tej prawie nie wiedział. W Proroku zaznaczyli, że rusza proces. A razie bez szczegółów. Gdyby tylko o tym jego wyskoku wiedzieli wcześniej, przepytaliby go pewnie po swojemu. A że trafił w ręce Aurorów, nic w tej chwili zrobić nie mogą. Nie porozmawiają z nim, jeżeli ten siedzi teraz w areszcie. Odwiedzanie go odpadało, gdyż zwróciliby na siebie jego uwagę jak i Ministerstwa. Nie chcieli tego.
Słuchając brata, Richard wyciągnął papierośnicę, aby wyjąć z niej papierosa. Jeżeli brat też chciał, to go poczęstował. Robertowi też było wszystko jedno, co z tym Juliusem się stanie. Jego sytuacja komplikowała im plan działania.
Robert zwrócił też uwagę na to, że usunięcie tego człowieka nie byłoby także na ich rękę. Zdecydowanie komplikowało to im sprawy.
Richard schował papierośnicę i wyjął zapalniczkę. Odpalił sobie papierosa. Zaciągnął się i po chwili wypuścił dym. Co powinni zrobić?
Westchnął.
- Albo trzymać się planu, tylko wtedy podjęte przeze mnie ryzyko będzie większe. Mogę złożyć papiery o pracę, mając nadzieję, że nie zostanę od razu prześwietlony i przepytany w sprawie Juliusa, ze względu na nazwisko. Gdyby tak było, musiałbym od razu oświadczyć, że nasza rodzina nie ma z tym człowiekiem nic wspólnego. A tym bardziej ja.
Przedstawił swoje propozycje, ale ostateczną decyzję zostawił Robertowi. Czy chce aby jego brat aż tak ryzykował? Czy jest gotów go tam wpuścić? Richard teoretycznie był czysty. Prawie żadnego powiązania ze swoją rodziną, gdyż nie pracował w Departamencie Tajemnic. Ojciec prawie się go wyrzekł. Nie posiadał mrocznego znaku. Był czysty.
Młodszy Mulciber zaciągnął się ponownie papierosem, po czym zaczął kontynuować. Jeżeli Robert nie odniósł się do jego słów. Strzepnął popiół do popielniczki, jaką znalazł na biurku.
- Wspomniałeś też o skontaktowaniu się z kimś w jego sprawie, masz może na myśli Rookwooda?Zapytał. Wspominając o Rookwoodzie, miałby bardziej na myśli Chestera, niżeli Michaela. Nawiązując do zachowania tego starszego, w ostatnich kilku dniach wstecz. Jak to wykazał się brakiem kultury osobistej, waląc w drzwi i domagając rozmowy z Robertem.
- Ostatnio Chester nie zachowywał się… kulturalnie.
Zwrócił uwagę na tamto wydarzenie pod ich drzwiami. Wtedy nie dopytywał brata, co zaszło w gabinecie i dlaczego Chester pojawił się nagle, oraz był taki naładowany? Liczył może, że Robert sam mu wyjaśni, lecz do tego nie doszło. Richard mógł jedynie domyślać się, połączyć kropki ich relacji. Wykorzystując swój pobyt w tym domu, wypytał także ich skrzatkę Selar, jak często ten Rookwood bywał w tej posiadłości, podczas gdy on mieszkał w Norwegii. Zrobił sobie małe domowe dochodzenie. Mając odpowiedź od niej, jak i pojawienie się Chestera na dzień po powrocie Roberta z odebranej kary od Toma, Richard miał swoje podejrzenia, przypuszczenia? Potrzebował tylko potwierdzenia, lub zaprzeczenia.
- Czego wtedy chciał? Czy on też należy do tej organizacji?
Zadał kolejne dość konkretne pytania. Jakby teraz zmienił temat i zszedł z Juliusa na Chestera. Jako że Robert ostatnio zdradził mu tożsamość Rodolphusa, co było niemal zaskoczeniem dla Richarda, to jak miała się sprawa z Chesterem? Czy też był śmierciożercą? I co powinni z nim zrobić? Z Rookwoodami znali się od dzieciaka. Nie ufał im? A konkretnie temu jednemu?