15.02.2024, 13:25 ✶
Perseus nie wie co się dzieje, więc zagaduje Sama.
Pierwszą rzeczą, jaka rzucała się w oczy, gdy Perseus przekroczył próg zaczarowanej stodoły, nie była charakterystyczna laska, na której opierał swój ciężar (choć i ona - mahoniowa, ze srebrną głową kruka, została zamieniona na równie elegancką, choć mniej ekstrawagancką dębową podporę wykonaną przez lokalnego rzemieślnika), lecz biała bawełniana koszula z luźno podwiniętymi rękawami; element garderoby zupełnie niepodobny do człowieka, który zdawał się zbyt poważnie wziąć swe nazwisko i nosić jedynie czerń. Wyglądał na nieco zagubionego, gdy zatrzymał się przy wejściu i rozglądał po wnętrzu, jak zmęczony podróżny, który wstąpił do zatłoczonej przydworcowej kawiarni i szacował, czy znajdzie się dla niego miejsce. Widział mnóstwo znanych mu twarzy; większość z nich kojarzył głównie z widzenia i zastanawiał się, czy powinien do nich podejść i się przedstawić, tak oficjalnie, jednak zabrakło mu odwagi.
I już miał się odwrócić, wymówić się nieistniejącą migreną, albo nagłą ślubną histerią, a później spędzić swój ostatni wieczór (drugiego) kawalerstwa na wałęsaniu się po ulicach Londynu, gdy podeszła do niego dziewczyna z koszykiem (kelnerka? nie miał najprzyjemniejszych doświadczeń z kelnerami Longbottomów - ostatni próbował zakończyć żywot Perseusa), mówiąc, że to prezent dla każdego uczestnika przyjęcia. Prezent?, zdziwił się Black, jednak nie chcąc odstawać od reszty również sięgnął do wiklinowego kosza, chwycił pierwszy lepszy przedmiot z brzegu i podziękował. Wtedy też podjął decyzję o tym, aby zostać, przynajmniej żeby przywitać się z Erikiem, który go tu zaprosił. Swoją drogą, jeśli zaprosił Perseusa, to z pewnością musiał też odezwać się do Elliotta (byłby wielce zaskoczony, gdyby było inaczej), co było w pewnym sensie pokrzepiające. Ponownie się rozejrzał, tym razem z jasnym celem - wypatrzeniem sylwetki przyjaciela - jednak nigdzie go nie zauważył. Udało mu się jednak dostrzec bar, do którego pośpiesznie się skierował. Nic tak nie sprzyja nawiązywaniu nowych relacji jak jeden słaby drink. Tylko na odwagę, nie zamierzał przecież ślubować Vesperze wierności i miłości będąc wczorajszy.
Ach, Vespera! Z jej powodu pragnął w pierwszej kolejności nie przyjąć zaproszenia - Erik w końcu nie wspomniał, że jego narzeczona również jest mile widziana - ale kiedy dowiedział się, że również ona miała plany na ten wieczór, wyrzuty sumienia stały się mniejsze. Nie chciał być niegrzeczny względem Longbottoma, ale też nie chciał zostawiać ukochanej całkiem samej; postanowił więc zostać na chwilę.
Zatrzymał się gwałtownie przed barem, dostrzegając stojącego przy nim Samuela McGonagalla. Znał tego człowieka, znał go przecież bardzo dobrze, w końcu ten człowiek zrobił jego piękne mahoniowe biurko zdobiące jego domowy gabinet przy Alei Horyzontalnej, zjawiał się w Lecznicy Dusz, gdy potrzebne były drobne naprawy, a nawet wykonał laskę, o którą się opierał. Mało tego, zdarzyło im się wspólnie wychylić kieliszek lub dwa, rozmawiać i żartować bez oporów. Dlaczego więc nagle Sam wydał mu się dziwny? Dlaczego miał wrażenie, że skąd go kojarzy - ale nie z Doliny, lecz z zupełnie innego miejsca i czasu? Jakby oglądał film i nagle wśród kilkudziesięciu kliszy pojawiła się jedna niepasująca do pozostałych, jednak była na ekranie zbyt krótko, by mógł ją pochwycić.
Szybko otrząsnął się z niemądrych myśli.
— Serwus! — zawołał radośnie — Dawno cię nie widziałem! Jak się masz?
!prezentgodryka
Pierwszą rzeczą, jaka rzucała się w oczy, gdy Perseus przekroczył próg zaczarowanej stodoły, nie była charakterystyczna laska, na której opierał swój ciężar (choć i ona - mahoniowa, ze srebrną głową kruka, została zamieniona na równie elegancką, choć mniej ekstrawagancką dębową podporę wykonaną przez lokalnego rzemieślnika), lecz biała bawełniana koszula z luźno podwiniętymi rękawami; element garderoby zupełnie niepodobny do człowieka, który zdawał się zbyt poważnie wziąć swe nazwisko i nosić jedynie czerń. Wyglądał na nieco zagubionego, gdy zatrzymał się przy wejściu i rozglądał po wnętrzu, jak zmęczony podróżny, który wstąpił do zatłoczonej przydworcowej kawiarni i szacował, czy znajdzie się dla niego miejsce. Widział mnóstwo znanych mu twarzy; większość z nich kojarzył głównie z widzenia i zastanawiał się, czy powinien do nich podejść i się przedstawić, tak oficjalnie, jednak zabrakło mu odwagi.
I już miał się odwrócić, wymówić się nieistniejącą migreną, albo nagłą ślubną histerią, a później spędzić swój ostatni wieczór (drugiego) kawalerstwa na wałęsaniu się po ulicach Londynu, gdy podeszła do niego dziewczyna z koszykiem (kelnerka? nie miał najprzyjemniejszych doświadczeń z kelnerami Longbottomów - ostatni próbował zakończyć żywot Perseusa), mówiąc, że to prezent dla każdego uczestnika przyjęcia. Prezent?, zdziwił się Black, jednak nie chcąc odstawać od reszty również sięgnął do wiklinowego kosza, chwycił pierwszy lepszy przedmiot z brzegu i podziękował. Wtedy też podjął decyzję o tym, aby zostać, przynajmniej żeby przywitać się z Erikiem, który go tu zaprosił. Swoją drogą, jeśli zaprosił Perseusa, to z pewnością musiał też odezwać się do Elliotta (byłby wielce zaskoczony, gdyby było inaczej), co było w pewnym sensie pokrzepiające. Ponownie się rozejrzał, tym razem z jasnym celem - wypatrzeniem sylwetki przyjaciela - jednak nigdzie go nie zauważył. Udało mu się jednak dostrzec bar, do którego pośpiesznie się skierował. Nic tak nie sprzyja nawiązywaniu nowych relacji jak jeden słaby drink. Tylko na odwagę, nie zamierzał przecież ślubować Vesperze wierności i miłości będąc wczorajszy.
Ach, Vespera! Z jej powodu pragnął w pierwszej kolejności nie przyjąć zaproszenia - Erik w końcu nie wspomniał, że jego narzeczona również jest mile widziana - ale kiedy dowiedział się, że również ona miała plany na ten wieczór, wyrzuty sumienia stały się mniejsze. Nie chciał być niegrzeczny względem Longbottoma, ale też nie chciał zostawiać ukochanej całkiem samej; postanowił więc zostać na chwilę.
Zatrzymał się gwałtownie przed barem, dostrzegając stojącego przy nim Samuela McGonagalla. Znał tego człowieka, znał go przecież bardzo dobrze, w końcu ten człowiek zrobił jego piękne mahoniowe biurko zdobiące jego domowy gabinet przy Alei Horyzontalnej, zjawiał się w Lecznicy Dusz, gdy potrzebne były drobne naprawy, a nawet wykonał laskę, o którą się opierał. Mało tego, zdarzyło im się wspólnie wychylić kieliszek lub dwa, rozmawiać i żartować bez oporów. Dlaczego więc nagle Sam wydał mu się dziwny? Dlaczego miał wrażenie, że skąd go kojarzy - ale nie z Doliny, lecz z zupełnie innego miejsca i czasu? Jakby oglądał film i nagle wśród kilkudziesięciu kliszy pojawiła się jedna niepasująca do pozostałych, jednak była na ekranie zbyt krótko, by mógł ją pochwycić.
Szybko otrząsnął się z niemądrych myśli.
— Serwus! — zawołał radośnie — Dawno cię nie widziałem! Jak się masz?
!prezentgodryka
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory