adnotacja moderatora
Sesja rozliczona w osiągnięciu Badacz Tajemnic przez Roberta Mulcibera.
Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Rozliczono - Rodolphus Lestrange - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
List Roberta zaskoczył go. Mieli spotkać się później - wydawało mu się, że ma więcej czasu na to, by opracować plan i wcielić go w życie. Mulciber rzadko kiedy zmieniał plany, chyba że wymagała tego sytuacja: czy to znaczyło, że coś zagraża ich ustalonej kolejności? Ale gdyby tak było, to przecież spotkaliby się w innym miejscu. Kojarzył Chimerę, chociaż nieczęsto do niej uczęszczał. Było to miejsce eleganckie, publiczne przede wszystkim - Robert nie omawiałby z nim ważnych spraw w restauracji. A więc o co mogło chodzić?
Tego dnia nocował u Nicholasa. Wydarzenia ostatnich dni sprawiły, że Rodolphus znalazł się w dziwnym miejscu, jeżeli chodziło o uczucia czy psychikę. Nie wiedział, na czym stoi - grunt osunął mu się spod nóg, a ponieważ Lestrange nie należał do osób, które tolerowały emocjonalne zachwiania, stanął na nogi szybciej, niż być może powinien. Zamknął się w skorupie, zakluczył zamek skrzyni i dotknął stopami ziemi, by móc normalnie funkcjonować. Czy bolało? Owszem, ale nie było innej rady. Wrócił więc do mieszkania tylko po to, by chwycić za garnitur, jeden z wielu, które miał w szafie. Na jego szczęście podczas nagłego wybuchu wściekłości jego mieszkanie ucierpiało wyłącznie w korytarzu oraz salonie. Zresztą skrzaty zdążyły wszystko posprzątać, chociaż brak niektórych mebli przypominał mu o tym, co się wydarzyło. Między innymi dlatego nie chciał tam wracać, ale w tej chwili nie miał wyboru - przecież nie wziąłby nic z szafy Traversa. Sam fakt, że Nicholas zobaczył, że Robert wysłał list do Rodolphusa, już był niewygodny, chociaż przecież Niewymowny wiedział, że współpracują. Mimo wszystko Lestrange nie chciał go wtajemniczać w sprawę bardziej, niż musiał.
Rodolphus zjawił się w Chimerze punktualnie. Został zaprowadzony do stolika, przy którym Robert już na niego czekał. Jak zwykle nie wyciągnął ręki na powitanie, ograniczając się do krótkiego kiwnięcia głową. Wyglądał tak, jak zwykle, nie licząc nieco bardziej eleganckiej prezencji. Miał być może odrobinę podkrążone oczy, ale poza tym nie wyglądało na to, by cokolwiek w życiu Rodolphusa się waliło. Ot, nieprzespana do końca noc.
- Robercie - to była jego forma powitania. Zwykle nie dodawał nawet tego, ale z Robertem było inaczej. W otoczeniu Lestrange'a było niewiele osób, które "zasługiwały" na tak wylewne jak na niego powitanie. A z każdym dniem było ich coraz mniej. Rodolphus usiadł, nie dopytując o co chodzi i co to za sprawa, o której Mulciber pisał w liście. Wiedział, że gdy przyjdzie czas, mężczyzna sam mu powie, o co chodzi.