16.02.2024, 14:43 ✶
Skoro Robert wymagał od niego nienagannego ubioru, sam zapewne miał zamiar się tak prezentować - nawet jeżeli jego obraz w umyśle Rodolphusa zazgrzytał z tego powodu, to Lestrange nie dał po sobie tego poznać. Głównie dlatego, że Robert pasował do Chimery zarówno prezencją, jak i zachowaniem. Nawet gdy spotykali się mniej formalnie, szło odczuć że Mulciber przykłada ogromną wagę do tego jak się prezentuje i w jaki sposób odbiera go otoczenie. Rodolphus miał tylko odrobinę podobne podejście: z reguły sam nie pozwalał sobie na luźniejszy styl nawet w domu. Tak bardzo wszedł w wizytowe spodnie i koszule, że stały się integralną częścią jego samego, a jego szafa wyglądała absolutnie nudno i jednakowo. Z nielicznymi wyjątkami jeszcze bardziej formalnego ubioru, tak jak ten który miał na sobie.
- Można tak powiedzieć - ni to przytaknął, ni zaprzeczył w odpowiedzi na pytanie Roberta. Lustrował go spokojnym spojrzeniem - jeżeli się stresował, to nie było tego po nim widać. Wydawał się być bardziej zaciekawiony niż zdenerwowany, nawet jeżeli faktycznie miał za sobą nieprzespaną noc. - Jestem rozluźniony.
Odpowiedział, unosząc nieznacznie brew. O co mu chodziło? Spotkał się z nim po to, by się go czepiać? Pokazać mu, że wie o nim więcej niż ktokolwiek inny? To stąd te słowa o spięciu i nieprzespanej nocy? Czy wiedział o tym, co zaszło dnia poprzedniego w jego mieszkaniu? Nie powinien, jedyną osobą która o tym wiedziała, był Nicholas. A nie podejrzewał, by Travers miał w zwyczaju rozpierdalać szczegóły z życia prywatnego swoich znajomych po całym Londynie. Robert znał go na tyle, że powinien wiedzieć, że to co teraz sobą prezentował, było rozluźnieniem i spokojem. Obca osoba mogłaby pomyśleć, że ma kija w dupie, co po części było prawdą, ale Mulciber pewnie już zdążył wyłapać te drobne zmiany w postawie Rodolphusa które zdradzały, czy ten jest zdenerwowany, czy nie.
- Zwykłe spotkania zwykle są poprzedzone przynajmniej dobą od ustalonej daty - zauważył, chociaż bez cienia pretensji. Nie miał w tej chwili nic innego do roboty, bo wszystko powoli toczyło się swoim torem. Co innego mógł robić? Siedzieć Nickowi na głowie? Krążyć po Londynie bez celu? Zostać na nadgodzinach? Po części to zaproszenie, chociaż tajemnicze, było jakby wybawieniem. Pytanie na ile Robert przypadkiem wstrzelił się z terminem spotkania, a na ile wiedział, co zaszło wczorajszego popołudnia w jego życiu. - Zresztą z tobą żadne spotkanie nie jest zwykłe.
Zauważył nieco leniwym tonem, wzrok przesuwając lekko w bok, na krzątających się przy stolikach kelnerów. Obserwował otoczenie niemal odruchowo, lustrując wystrój i zachowanie obsługi, zanim powrócił spojrzeniem do Mulcibera. Jeżeli ten myślał, że Rodolphus zacznie go wypytywać o powód spotkania, to się pomylił. Nauczył się, że w przypadku Roberta lepiej czekać - jak zechce, to powie. Nawet jeżeli to będzie trwało nieznośnie długo.
- Można tak powiedzieć - ni to przytaknął, ni zaprzeczył w odpowiedzi na pytanie Roberta. Lustrował go spokojnym spojrzeniem - jeżeli się stresował, to nie było tego po nim widać. Wydawał się być bardziej zaciekawiony niż zdenerwowany, nawet jeżeli faktycznie miał za sobą nieprzespaną noc. - Jestem rozluźniony.
Odpowiedział, unosząc nieznacznie brew. O co mu chodziło? Spotkał się z nim po to, by się go czepiać? Pokazać mu, że wie o nim więcej niż ktokolwiek inny? To stąd te słowa o spięciu i nieprzespanej nocy? Czy wiedział o tym, co zaszło dnia poprzedniego w jego mieszkaniu? Nie powinien, jedyną osobą która o tym wiedziała, był Nicholas. A nie podejrzewał, by Travers miał w zwyczaju rozpierdalać szczegóły z życia prywatnego swoich znajomych po całym Londynie. Robert znał go na tyle, że powinien wiedzieć, że to co teraz sobą prezentował, było rozluźnieniem i spokojem. Obca osoba mogłaby pomyśleć, że ma kija w dupie, co po części było prawdą, ale Mulciber pewnie już zdążył wyłapać te drobne zmiany w postawie Rodolphusa które zdradzały, czy ten jest zdenerwowany, czy nie.
- Zwykłe spotkania zwykle są poprzedzone przynajmniej dobą od ustalonej daty - zauważył, chociaż bez cienia pretensji. Nie miał w tej chwili nic innego do roboty, bo wszystko powoli toczyło się swoim torem. Co innego mógł robić? Siedzieć Nickowi na głowie? Krążyć po Londynie bez celu? Zostać na nadgodzinach? Po części to zaproszenie, chociaż tajemnicze, było jakby wybawieniem. Pytanie na ile Robert przypadkiem wstrzelił się z terminem spotkania, a na ile wiedział, co zaszło wczorajszego popołudnia w jego życiu. - Zresztą z tobą żadne spotkanie nie jest zwykłe.
Zauważył nieco leniwym tonem, wzrok przesuwając lekko w bok, na krzątających się przy stolikach kelnerów. Obserwował otoczenie niemal odruchowo, lustrując wystrój i zachowanie obsługi, zanim powrócił spojrzeniem do Mulcibera. Jeżeli ten myślał, że Rodolphus zacznie go wypytywać o powód spotkania, to się pomylił. Nauczył się, że w przypadku Roberta lepiej czekać - jak zechce, to powie. Nawet jeżeli to będzie trwało nieznośnie długo.