16.02.2024, 19:42 ✶
Na wzmiankę o komplementach tylko się uśmiechnął kącikiem ust. Jeżeli tak to odbierał... To lepiej żeby faktycznie nie mówił tego, co mu jeszcze przyszło na myśl. Zaraz jednak uśmiech zniknął mu z twarzy tak, jakby Robert sięgnął po metaforyczną gąbkę i po prostu starł go z ust Rodolphusa. A więc jednak. Lestrange westchnął ciężko, ale widząc że ten chce coś dodać, postanowił milczeć. Musiał przemyśleć swoją odpowiedź, bo to nie był dobry pomysł, żeby teraz rozgłaszać wszem i wobec, co się stało, a z doświadczenia wiedział, że ściany miały uszy. Kompletnie jednak nie spodziewał się tego, co zaraz nastąpiło. Kochana Henrietta? Kobiety zawsze pozytywnie wpływają na oficjalne spotkania? Gdyby pił w tej chwili wodę, to zapewne by się zakrztusił. Robert, co ty pierdolisz? zdawało się mówić jego spojrzenie. Czy Mulciber miał właśnie jakiś wylew? Wtedy ponoć ludzie gadali od rzeczy. NIGDY nie słyszał od niego, by mówił o swojej żonie w taki... Czy w zasadzie inny sposób. W jaką grę grał Robert? I czy to na pewno był Robert?
- ... - nie bardzo wiedział, jak ma na to zareagować. Zaraz jednak Rodolphus uśmiechnął się, lecz nie był to uśmiech miły. Ten należał do raczej złośliwych, żmijowatych. Lestrange złączył dłonie na blacie stolika i lekko się nachylił, przyjmując zatroskany wyraz twarzy. - Mam nadzieję, że to nic poważnego. Czy cierpi na typowe kobiece schorzenia, pojawiające się w jakimś szczególnym stanie? Czy chcesz mi może coś powiedzieć? Pochodzę z rodziny uzdrowicieli, Robercie, jeżeli Henrietta potrzebuje szczególnej opieki, mogę cię z kimś skontaktować.
W jego oczach zaiskrzyły iskierki rozbawienia. Nie da się podejść jak jakiś szczeniak, skoro Robert chciał grać w ten sposób, niech mu będzie. Rodolphus mówił jednak cicho, tak by jego słowa nie dotarły do niepowołanych uszu. On też potrafił odbijać złośliwie piłeczkę, a skoro Robert wywlókł ciężki dla niego temat Black, to nie omieszkał się odgryźć wyimaginowaną ciążą, która zawsze budziła zainteresowanie postronnych - nawet bardziej niż potencjalne zdrady i zerwania. Wyprostował się jednak zaraz po tych słowach i oparł plecy o oparcie krzesła.
- Nie mamy żadnych planów, a ja niestety przez ostatnie wydarzenia nie mam już narzeczonej - odpowiedział niedbale, odwracając lekko głowę. Nie widać było po nim, żeby płakał z tego powodu, chociaż tylko Merlin i Matka wiedzieli, jak bardzo cierpiał. Musiał jednak sprawiać pozory, zresztą zakładał że Mulciber o wszystkim wie. Tylko skąd? Nicholas mu nie powiedział, tego był pewny. Musiał mieć inne źródło informacji. - Ale dziękuję, że pytasz. Faktycznie to niezbyt dobry moment na oficjalne spotkania, ale być może tak będzie lepiej. Kobiety mogą pozytywnie wpływać na ich przebieg, ale z tego co mi mówiono - nudzą się, jeżeli temat nie zahacza o ich zainteresowania.
Kompletnie nie wiedział o co mu chodziło - czy to był jakiś test, czy może po prostu mu odbiło? Nie spuszczał więc badawczego wzroku z Roberta, chociaż naprawdę ciężko było mu ukryć rozbawienie.
- ... - nie bardzo wiedział, jak ma na to zareagować. Zaraz jednak Rodolphus uśmiechnął się, lecz nie był to uśmiech miły. Ten należał do raczej złośliwych, żmijowatych. Lestrange złączył dłonie na blacie stolika i lekko się nachylił, przyjmując zatroskany wyraz twarzy. - Mam nadzieję, że to nic poważnego. Czy cierpi na typowe kobiece schorzenia, pojawiające się w jakimś szczególnym stanie? Czy chcesz mi może coś powiedzieć? Pochodzę z rodziny uzdrowicieli, Robercie, jeżeli Henrietta potrzebuje szczególnej opieki, mogę cię z kimś skontaktować.
W jego oczach zaiskrzyły iskierki rozbawienia. Nie da się podejść jak jakiś szczeniak, skoro Robert chciał grać w ten sposób, niech mu będzie. Rodolphus mówił jednak cicho, tak by jego słowa nie dotarły do niepowołanych uszu. On też potrafił odbijać złośliwie piłeczkę, a skoro Robert wywlókł ciężki dla niego temat Black, to nie omieszkał się odgryźć wyimaginowaną ciążą, która zawsze budziła zainteresowanie postronnych - nawet bardziej niż potencjalne zdrady i zerwania. Wyprostował się jednak zaraz po tych słowach i oparł plecy o oparcie krzesła.
- Nie mamy żadnych planów, a ja niestety przez ostatnie wydarzenia nie mam już narzeczonej - odpowiedział niedbale, odwracając lekko głowę. Nie widać było po nim, żeby płakał z tego powodu, chociaż tylko Merlin i Matka wiedzieli, jak bardzo cierpiał. Musiał jednak sprawiać pozory, zresztą zakładał że Mulciber o wszystkim wie. Tylko skąd? Nicholas mu nie powiedział, tego był pewny. Musiał mieć inne źródło informacji. - Ale dziękuję, że pytasz. Faktycznie to niezbyt dobry moment na oficjalne spotkania, ale być może tak będzie lepiej. Kobiety mogą pozytywnie wpływać na ich przebieg, ale z tego co mi mówiono - nudzą się, jeżeli temat nie zahacza o ich zainteresowania.
Kompletnie nie wiedział o co mu chodziło - czy to był jakiś test, czy może po prostu mu odbiło? Nie spuszczał więc badawczego wzroku z Roberta, chociaż naprawdę ciężko było mu ukryć rozbawienie.