17.02.2024, 18:02 ✶
Był tak zmęczony, że miał wrażenie, jakby tkwili tutaj przynajmniej rok. A może w jakimś dziwnym sensie tak było? Zapowiadało się na to, że każdy kolejny kontakt z tymi przedziwnymi istotami będzie coraz gorszy - samo zetknięcie się z nimi wywoływało w nim olbrzymi lęk, chociaż od zawsze słynął z nieprzeciętnej odwagi, a tiara przydziału wydawała się wręcz przerażona tkwiącą w nim brawurą i nie zawahała się ani sekundy, kiedy tylko zetknęła się z jego głową.
Wiedział, że zabrzmi szorstko.
- Każdy, kto wkroczył na te ścieżki... wiedział, co może się z nim stać.
Poza ofiarami tkwiącymi tutaj od Beltane, ale ich nie było tu już wcale tak dużo. Musieli przejść dobrych kilka kilometrów, aby natknąć się na kogokolwiek, kto nie zdołał ewakuować się w kierunku Doliny o własnych siłach. Wyszło na to (chociaż to go nieszczególnie dziwiło), że inne grupy przeczesały ten teren o wiele szybciej, niż udało się to im - ich pech zatrzymał ich w okolicy Widm na zbyt długo.
- Departament Tajemnic będzie miał ręce pełne roboty.
Nie sądził, aby sprawa dotyczyła magicznych istot, jakimi mogliby zająć się ci zajmujący się odławianiem dzikiej zwierzyny - ani to zwierzęta, ani to istoty. To było jakieś cholerne dziwactwo. Albo wyszło z ognisk, albo ciągnęło je do nich - obie opcje wydawały się być równie nieprzyjemne, ale też Moody nie miał pojęcia jak sobie z tym poradzić - no więc co mu pozostało poza pozostawieniem tego „tym mądrzejszym”, przynajmniej w kwestii tego, co kompletnie niezrozumiałe?
Na kobietę natrafili w jednym z ostatnich miejsc, jakie mieli sprawdzić i wszyscy trochę pluli sobie w brodę, że nie zaczęli sprawdzania od tej strony. Być może, gdyby tylko los zadecydował inaczej, to oko można było jeszcze uratować... W końcu przetransportowanie jej do Doliny nie było problemem dla żadnego z nich, ale kompletny brak zdolności uzdrowicielskich uniemożliwił pomoc na tyle, aby nie musiała już na zawsze żegnać się ze wzrokiem.
Wiedział, że zabrzmi szorstko.
- Każdy, kto wkroczył na te ścieżki... wiedział, co może się z nim stać.
Poza ofiarami tkwiącymi tutaj od Beltane, ale ich nie było tu już wcale tak dużo. Musieli przejść dobrych kilka kilometrów, aby natknąć się na kogokolwiek, kto nie zdołał ewakuować się w kierunku Doliny o własnych siłach. Wyszło na to (chociaż to go nieszczególnie dziwiło), że inne grupy przeczesały ten teren o wiele szybciej, niż udało się to im - ich pech zatrzymał ich w okolicy Widm na zbyt długo.
- Departament Tajemnic będzie miał ręce pełne roboty.
Nie sądził, aby sprawa dotyczyła magicznych istot, jakimi mogliby zająć się ci zajmujący się odławianiem dzikiej zwierzyny - ani to zwierzęta, ani to istoty. To było jakieś cholerne dziwactwo. Albo wyszło z ognisk, albo ciągnęło je do nich - obie opcje wydawały się być równie nieprzyjemne, ale też Moody nie miał pojęcia jak sobie z tym poradzić - no więc co mu pozostało poza pozostawieniem tego „tym mądrzejszym”, przynajmniej w kwestii tego, co kompletnie niezrozumiałe?
Na kobietę natrafili w jednym z ostatnich miejsc, jakie mieli sprawdzić i wszyscy trochę pluli sobie w brodę, że nie zaczęli sprawdzania od tej strony. Być może, gdyby tylko los zadecydował inaczej, to oko można było jeszcze uratować... W końcu przetransportowanie jej do Doliny nie było problemem dla żadnego z nich, ale kompletny brak zdolności uzdrowicielskich uniemożliwił pomoc na tyle, aby nie musiała już na zawsze żegnać się ze wzrokiem.
Koniec sesji
fear is the mind-killer.