No właśnie dlatego w żadnym wypadku romskiego duetu nie powinno tam się w ogóle wpuszczać. Na wieczorową galę tego formatu pasowali jak porcelanowa łyżeczka do ich brudnego syfu, którym się zwykli raczyć. No, ani trochę ok? Dostali się tam pewnie tylko dzięki protekcji Loretty, która musiała ich prawdopodobnie wprowadzać we własnej torebce, bo jasno zaznaczył kto ma wstęp na widowisko, a kto do tego nie ma kompletnie żadnego prawa. Gorycz nie wygranej, bo remis kompletnie nie był tym co go satysfakcjonowało, była zupełnie niczym przy tym jakie zażenowanie czuł widząc z kim znowu prowadza się Loretta. Mógł jej nawet wypalić na ręce żywym ogniem "CYGANIE WON!", a ona i tak miała totalnie za nic wszystkie jego argumenty dlaczego powinna się od nich trzymać z daleka. Sama potrafiła wytoczyć mu przewód naukowy dlaczego każda kolejna kobieta w jego towarzystwie to błąd i weźże się otrząśnij Lou, by za godzinę być umówiona na kolację przy stercie gruzu z tymi ćpuńskimi popłuczynami. Tracił wiarę, że może być kiedyś lepiej.
Uśmiechnął się krzywo na komplement Diany rzucony w jego stronę, powstrzymując się z całych sił przed wyrażeniem tego jakie obrzydzenie czuje do jej osoby. Kiedy tylko od niego odstąpiła, teatralnym gestem przetarł jedwabną chusteczką z marynarki miejsca w których go dotykała, po czym cisnął nią pod karoce wychodząc z latającej taryfy. Milczenie to najbardziej grzeczna forma odpowiedzi na jej banalne i pretensjonalne zaloty. W żadnym wypadku nie zamierzał na nie odpowiadać, a tym bardziej iść w ten ton. Przecież nie znalazł kutasa na śmietniku żeby wkładać w byle jaką procę.
Udał, że nie słyszy jak Loretta się z nim wita, by zaakcentować jak bardzo jest rozczarowany całą jej postawą dzisiaj, wcześniej i co to kurwa w ogóle ma być. Jedynie parsknął śmiechem na niedopowiedzianą drwinę Atreusa z tego honoru, godności i tak dalej. On jako jedyny miał tutaj prawo po nim cisnąć, ale tylko ze względu na ich przyjaźń. A więc tak czuł się Sancho Pansa, kiedy uwierzył w ten pieprzony żart, bo Lou jako ostatni w całym Londynie naprawdę wierzył, że Loretta nie jest kurwą.
- Nie śpieszyło Ci się, siostrzyczko... - odezwał się w końcu do niej, a sarkazm podszyty szyderczą goryczą po raz pierwszy był wycelowany do niej. - Możesz mi wytłumaczyć po jaką cholerę przyprowadziłaś ze sobą ten cygański tabor?! - zawołał już głośniej, by mieć pewność, że każdy zainteresowany usłyszy ten zaczyn do szamba które miało się tutaj wylać. Najwyższa pora rozładować to piekiełko które się w nim nazbierało, najlepiej na mordzie tego szmaciarza i ćpunki z powołania.