30.11.2022, 22:30 ✶
Próbował złagodnieć i próbować się z nią porozumieć, dogadać. Niestety ale co rusz napotykał bariery. Różnili się na tej płaszczyźnie do takiego stopnia, że nie potrafili zawrzeć kompromisu. Czuł wewnętrznie, że nie będą pałać do siebie największą miłością. Sophie posiadała w spojrzeniu zadziorność, którą on odruchowo próbował uporządkować w taki sam sposób jak własne myśli. Ona na to nie pozwalała i ujawniała swoją silną wolę i choć to skrycie doceniał, tak nie potrafił przejść obojętnie obok czynów, do których próbowała go przekonać. Ukrywać ją przed ojcem? Chyba śni. Cokolwiek nie powie, nie przekona go wszak nie bez powodu był solidnym uparciuchem.
- Powiedziałem to na głos? Mea culpa. - posiadał w sobie zdolność wchłaniania niektórych cech atmosfery. Gdyby był z Brenną, zrobiłby się skory do żartów i śmiechu. Gdyby z Cynthią, stałby się poważny i zdecydowanie bardziej rozsądny. Z Baldurem zacząłby milczeć i analizować aspekty rozmowy. Z Erikiem odruchowo zachowuje ostrożność i prostuje ramiona. Z Sophie zaś odkrywał w sobie umiejętność ciętych komentarzy i pewnego rodzaju zgryźliwości.
Na jego twarzy namalowało się wzburzenie i ewidentne wkurwienie.
- Bacz na słowa. - syknął, wyciągając w jej stronę palec wskazujący. Jego oblicze zasnuły gradowe chmury.
- Rozmawiasz z pierwszym synem naszej rodziny i nie pozwolę ci się w ten sposób do mnie odzywać, nawet jeśli miałaś ciężki dzień. To cię nie usprawiedliwia do zapominania o podstawowych manierach. - głos miał ostry ale nie podniósł go nawet o jedną jotę. Nigdy nie krzyczał, nigdy nie awanturował się do tego stopnia by tracić nad sobą kontrolę... rzadko zdarzało się aby puściły mu nerwy. Bardzo gorliwie respektował surowe zasady wychowania - szacunek do starszej od siebie osoby, relacje rodzinne zabarwione również autorytetem i wymaganiami.
- Wpadłaś w bagno z powodu swojej decyzji i jestem w stanie zaoferować ci bezpieczne miejsce, gdzie nie będzie ci niczego brakować. Nieba ci przychylę abyś czuła się z nami dobrze ale nie skłonisz mnie do kłamania ojcu. - przełożył walizkę z jednej ręki do drugiej, nerwowo. Przedstawił jej alternatywy scenariusz na który byłby w stanie się zgodzić - milczenie do momentu powrotu ojca - ale skoro odrzuciła tę propozycję to postanowił pokazać jej, że innej opcji od niego nie otrzyma.
- Przestań stawiać mi żądania i chodź do domu. Nikogo tu nie znasz, a w Wielkiej Brytanii nie jest już bezpiecznie. Zło czai się za rogiem, ludzie potrafią przepadać bez śladu bądź budzić się z dziurą w pamięci. - to brzmiało śmiertelnie poważnie; czyż ludzie unikali samotnego chodzenia po zmroku?
- Cynthia powinna wrócić do wieczora i z nią porozmawiasz o swojej sytuacji. - wszedł w twardą i doprowadzającą do szału postawę najstarszego brata i osoby odpowiedzialnej za okoliczności. Stanął obok Sophie i wskazał dłonią kierunek, w którym się udadzą. Czekał aż postawi pierwszy krok, co będzie dla niego odpowiedzią, że przystanie na jego stanowcze ucięcie dyskusji.
- Powiedziałem to na głos? Mea culpa. - posiadał w sobie zdolność wchłaniania niektórych cech atmosfery. Gdyby był z Brenną, zrobiłby się skory do żartów i śmiechu. Gdyby z Cynthią, stałby się poważny i zdecydowanie bardziej rozsądny. Z Baldurem zacząłby milczeć i analizować aspekty rozmowy. Z Erikiem odruchowo zachowuje ostrożność i prostuje ramiona. Z Sophie zaś odkrywał w sobie umiejętność ciętych komentarzy i pewnego rodzaju zgryźliwości.
Na jego twarzy namalowało się wzburzenie i ewidentne wkurwienie.
- Bacz na słowa. - syknął, wyciągając w jej stronę palec wskazujący. Jego oblicze zasnuły gradowe chmury.
- Rozmawiasz z pierwszym synem naszej rodziny i nie pozwolę ci się w ten sposób do mnie odzywać, nawet jeśli miałaś ciężki dzień. To cię nie usprawiedliwia do zapominania o podstawowych manierach. - głos miał ostry ale nie podniósł go nawet o jedną jotę. Nigdy nie krzyczał, nigdy nie awanturował się do tego stopnia by tracić nad sobą kontrolę... rzadko zdarzało się aby puściły mu nerwy. Bardzo gorliwie respektował surowe zasady wychowania - szacunek do starszej od siebie osoby, relacje rodzinne zabarwione również autorytetem i wymaganiami.
- Wpadłaś w bagno z powodu swojej decyzji i jestem w stanie zaoferować ci bezpieczne miejsce, gdzie nie będzie ci niczego brakować. Nieba ci przychylę abyś czuła się z nami dobrze ale nie skłonisz mnie do kłamania ojcu. - przełożył walizkę z jednej ręki do drugiej, nerwowo. Przedstawił jej alternatywy scenariusz na który byłby w stanie się zgodzić - milczenie do momentu powrotu ojca - ale skoro odrzuciła tę propozycję to postanowił pokazać jej, że innej opcji od niego nie otrzyma.
- Przestań stawiać mi żądania i chodź do domu. Nikogo tu nie znasz, a w Wielkiej Brytanii nie jest już bezpiecznie. Zło czai się za rogiem, ludzie potrafią przepadać bez śladu bądź budzić się z dziurą w pamięci. - to brzmiało śmiertelnie poważnie; czyż ludzie unikali samotnego chodzenia po zmroku?
- Cynthia powinna wrócić do wieczora i z nią porozmawiasz o swojej sytuacji. - wszedł w twardą i doprowadzającą do szału postawę najstarszego brata i osoby odpowiedzialnej za okoliczności. Stanął obok Sophie i wskazał dłonią kierunek, w którym się udadzą. Czekał aż postawi pierwszy krok, co będzie dla niego odpowiedzią, że przystanie na jego stanowcze ucięcie dyskusji.