17.02.2024, 20:05 ✶
Rodolphus nie został wezwany na zebranie - nie wiedział więc, co dokładnie tam się wydarzyło. Zauważył jednak nieobecność Bellatrix w nocy, gdy się przebudził. Dopasował jej zniknięcie do swoich przypuszczeń i porzucił temat, przyjmując do wiadomości fakt, że najwyraźniej miała coś pilnego do załatwienia, że nie wróciła nad ranem. Sam wrócił spać, ale wstał wcześnie, jak zwykle zresztą - być może odrobinę wcześniej niż zwykle. Od lat miał stały tryb dobowy, odrobinę obecnie zaburzony przez inne zobowiązania, które wymagały od niego działania nocą. To był między innymi jeden z powodów, dla których musiał zażywać eliksiry nasenne - by móc wyregulować rytm, zegar wewnętrzny. Inaczej nie byłby w stanie funkcjonować na tak wysokich obrotach, na których funkcjonował na co dzień.
Pukania do drzwi się nie spodziewał, szczególnie nie o tak wczesnej porze. A już z pewnością nie spodziewał się kuzyna, którego ujrzał w drzwiach. Wpuścił go jednak do środka, nie siląc się na zbędną grzeczność czy na przesłuchiwanie w drzwiach: po pierwsze to było niegrzeczne, a po drugie ściany miały uszy. Rodolphus zamknął drzwi, decydując się nie rzucać zaklęć zabezpieczających, skoro spodziewali się kogoś jeszcze.
- Dzień dobry tobie też - powiedział, przeciągając tę scenę odrobinę, by zyskać na czasie. Kuzyn wszedł tu jak do siebie i zaczął wydawać polecenia, na starcie zdradzając pseudonim jednego ze śmierciożerców. Rodolphus nie był głupi i szybko połączył fakty: czyżby pojawiło się drobne przetasowanie w strukturze organizacji? Albo być może Mistrz zdradził jego tożsamość? Któraś z tych opcji na pewno wchodziła w grę. Nie miał zamiaru protestować czy się jeżyć: przyjął do wiadomości fakt, że Louvain wiedział więcej od niego i zapewne powierzono mu zadanie, które we trójkę mieli wykonać, a ujawnienie się było koniecznością. W odpowiedzi na zadziorny uśmiech i poczęstowanie się alkoholem, młodszy Lestrange uniósł brew, lecz nie powiedział nic. Nie jego rolą było uświadamianie kuzynowi, że alkohol szkodzi, a poza tym picie z rana to nie był dobry pomysł, szczególnie jeżeli mieli dzisiaj do wykonania zadanie. Westchnął tylko, przechodząc do drugiego fotela. Jego mieszkanie było surowe, nie było tu żadnych personalnych rzeczy, które ociepliłyby wnętrze: dominowały tu ciemne drewno, głęboka zieleń i czerń. Dwa fotele w salonie ustawione były naprzeciwko siebie, przedzielone stolikiem kawowy. Z boku stała niska ława, a przy niej kanapa w tak samo czarnym kolorze, do kompletu. Za nią barek, z którego Rodolphus nigdy praktycznie nie korzystał, ale z którego skorzystał Louvain.
Nie chciał dopytywać o szczegóły dopóki trzeci ze śmierciożerców się tu nie zjawi, usiadł więc w fotelu obok w milczeniu. Jednak dobrze byłoby wiedzieć, czy szukali czegoś szczególnego, czy po prostu mają sprawdzić, czy BUM przegapiło pewne wskazówki, które dla nich mogły się okazać bezcenne w znalezieniu Carrow. Ciała nie znaleziono, z tego co czytał, a mieszkanie zostało spalone, więc szanse że znajdą cokolwiek były bliskie zeru. Ale skoro mieli się upewnić, to nie miał zamiaru protestować - był tu od wykonywania rozkazów, nie ich kwestionowania.
Pukania do drzwi się nie spodziewał, szczególnie nie o tak wczesnej porze. A już z pewnością nie spodziewał się kuzyna, którego ujrzał w drzwiach. Wpuścił go jednak do środka, nie siląc się na zbędną grzeczność czy na przesłuchiwanie w drzwiach: po pierwsze to było niegrzeczne, a po drugie ściany miały uszy. Rodolphus zamknął drzwi, decydując się nie rzucać zaklęć zabezpieczających, skoro spodziewali się kogoś jeszcze.
- Dzień dobry tobie też - powiedział, przeciągając tę scenę odrobinę, by zyskać na czasie. Kuzyn wszedł tu jak do siebie i zaczął wydawać polecenia, na starcie zdradzając pseudonim jednego ze śmierciożerców. Rodolphus nie był głupi i szybko połączył fakty: czyżby pojawiło się drobne przetasowanie w strukturze organizacji? Albo być może Mistrz zdradził jego tożsamość? Któraś z tych opcji na pewno wchodziła w grę. Nie miał zamiaru protestować czy się jeżyć: przyjął do wiadomości fakt, że Louvain wiedział więcej od niego i zapewne powierzono mu zadanie, które we trójkę mieli wykonać, a ujawnienie się było koniecznością. W odpowiedzi na zadziorny uśmiech i poczęstowanie się alkoholem, młodszy Lestrange uniósł brew, lecz nie powiedział nic. Nie jego rolą było uświadamianie kuzynowi, że alkohol szkodzi, a poza tym picie z rana to nie był dobry pomysł, szczególnie jeżeli mieli dzisiaj do wykonania zadanie. Westchnął tylko, przechodząc do drugiego fotela. Jego mieszkanie było surowe, nie było tu żadnych personalnych rzeczy, które ociepliłyby wnętrze: dominowały tu ciemne drewno, głęboka zieleń i czerń. Dwa fotele w salonie ustawione były naprzeciwko siebie, przedzielone stolikiem kawowy. Z boku stała niska ława, a przy niej kanapa w tak samo czarnym kolorze, do kompletu. Za nią barek, z którego Rodolphus nigdy praktycznie nie korzystał, ale z którego skorzystał Louvain.
Nie chciał dopytywać o szczegóły dopóki trzeci ze śmierciożerców się tu nie zjawi, usiadł więc w fotelu obok w milczeniu. Jednak dobrze byłoby wiedzieć, czy szukali czegoś szczególnego, czy po prostu mają sprawdzić, czy BUM przegapiło pewne wskazówki, które dla nich mogły się okazać bezcenne w znalezieniu Carrow. Ciała nie znaleziono, z tego co czytał, a mieszkanie zostało spalone, więc szanse że znajdą cokolwiek były bliskie zeru. Ale skoro mieli się upewnić, to nie miał zamiaru protestować - był tu od wykonywania rozkazów, nie ich kwestionowania.