17.02.2024, 23:16 ✶
- Jestem właściwie stażystą... Ale dużo już umiem, bardzo dużo umiem, tak dużo, że już leczę na Nokturnie i na Pod...ziemnych Ścieżkach, ale o tym może lepiej tu nic nie mówić, żeby Pani Norka się nie przeraziła, hehe. Mamy tu zupełnie inne klimaty - przyznałem, wzruszając niewinnie ramionami. Może kłamcą to ja nie byłem, ale troszczyłem się o swoich człowieków, a co głowa nie wiedziała, to sercu nie było żal, no nie? Ale Maya to akurat była dziewczyna, co ona takie miejsca złowieszcze miała w jednym paluszku, a paluszek miała naprawdę drobniutki, bo miała metr czterdzieści sześć wzrostu. Sama słodycz. Jak te ciastka. Omnomnomnom. Mraurrr. I ta pianka na jej ustach... Jak na kociej sierści mleka, jak na kociej sierści mleka. Zlizywałbym hardo. Ale tego nie zrobiłem, booo...
Chyba udało mi się zjednać sobie Maykę. Bo się w końcu miło uśmiechnęła. I nawet postanowiła przystać na moje wybory. Zaufać mojej kociej intuicji. Więc obróciłem się w miejscu na jednej nodze niczym zawodowa primabalerina, po czym czmychnąłem w kierunku lady. W podskokach nieskrywanych, rzecz jasna, nucąc głośno piosenkę, która leciała sobie w tle, bo tu właśnie takie ciepłe, przytulne klimaty były. Można było się rozpłynąć w fantazji i miłości, w cieple i wzajemnym szacunku. Nie trzeba było też prowadzić walk na kocie pazury, bo mleka tu było pod dostatkiem. Krótko mówiąc - RAJ.
O Matko Przenajświętsza! Kochałem Norkę, bo zrobiła na dziś te super ciasto, które było wręcz idealne dla Mayki. Malinowy tort bezowy. Owocowy, taki nienudny w smaku, z mocą malin. Ale jednocześnie słodki, kruchy. Te bezy, to się w ustach rozpływały. Ja nie wiedziałem, w jaki sposób powstawały takie cuda, ale były grzechu warte, więc ukroiłem dwa kawałki, obiecując sobie, że potem za to zapłacę, i czym prędzej wróciłem do Mayki.
- Malinowy torcik bezowy... Będzie pasował do twoich włosów - zauważyłem, wskazując palcem na jej różowe czy też czerwone końcówki, kiedy już postawiłem na stoliku talerzyki z ciastem. Chyba wcześniej takich nie miała czy miała? Miała! Bo jeszcze się zastanawiałem, czy ona umie tak jak Mewka, ale nie pytałem by nie dostać po mordzie czy coś. - To tak na stałe czy eksperymentujesz? - zapytałem niewinnie, wsuwając się ponownie na miejsce na przeciwko niej. Kusiło by siąść tuż obok, ale wciąż pamiętałem, że obiecałem być grzeczny, więc starałem się być grzeczny. Względnie grzeczny,
Chyba udało mi się zjednać sobie Maykę. Bo się w końcu miło uśmiechnęła. I nawet postanowiła przystać na moje wybory. Zaufać mojej kociej intuicji. Więc obróciłem się w miejscu na jednej nodze niczym zawodowa primabalerina, po czym czmychnąłem w kierunku lady. W podskokach nieskrywanych, rzecz jasna, nucąc głośno piosenkę, która leciała sobie w tle, bo tu właśnie takie ciepłe, przytulne klimaty były. Można było się rozpłynąć w fantazji i miłości, w cieple i wzajemnym szacunku. Nie trzeba było też prowadzić walk na kocie pazury, bo mleka tu było pod dostatkiem. Krótko mówiąc - RAJ.
O Matko Przenajświętsza! Kochałem Norkę, bo zrobiła na dziś te super ciasto, które było wręcz idealne dla Mayki. Malinowy tort bezowy. Owocowy, taki nienudny w smaku, z mocą malin. Ale jednocześnie słodki, kruchy. Te bezy, to się w ustach rozpływały. Ja nie wiedziałem, w jaki sposób powstawały takie cuda, ale były grzechu warte, więc ukroiłem dwa kawałki, obiecując sobie, że potem za to zapłacę, i czym prędzej wróciłem do Mayki.
- Malinowy torcik bezowy... Będzie pasował do twoich włosów - zauważyłem, wskazując palcem na jej różowe czy też czerwone końcówki, kiedy już postawiłem na stoliku talerzyki z ciastem. Chyba wcześniej takich nie miała czy miała? Miała! Bo jeszcze się zastanawiałem, czy ona umie tak jak Mewka, ale nie pytałem by nie dostać po mordzie czy coś. - To tak na stałe czy eksperymentujesz? - zapytałem niewinnie, wsuwając się ponownie na miejsce na przeciwko niej. Kusiło by siąść tuż obok, ale wciąż pamiętałem, że obiecałem być grzeczny, więc starałem się być grzeczny. Względnie grzeczny,