Jego zdaniem Ula prezentowała się wspaniale, nie porównywał jej do innych, bo po co? Nie było takiej potrzeby, dla niego wyglądała naprawdę wspaniale, cieszył go jej uśmiech, miał nadzieję, że będzie tylko lepiej, wszak był to dopiero początek potańcówki.
- Tak chodziłem, w zasadzie to nadal tam bywam. Uczę dzieciaki teleportacji. - Mogła o tym nie wiedzieć, było to bowiem jego dodatkowe zajęcie, które nie było specjalnie zajmujące. Przyjrzał się niebu jeszcze dokładniej, naprawdę przypominało to w szkole. - Jest bardzo podobny do tego w Hogwarcie, jak mniemam Ty chodziłaś do innej szkoły? - Wolał się upewnić, chociaż skoro o to pytała, to zakładał, że musiało tak być. Zresztą nie pamiętał jej z DOliny, była przyjezdna, musiała uczęszczać do innej szkoły.
- Tak na pierwszy rzut oka, ktoś musiał poświęcić sporo czasu, aby stworzyć taki efekt. - Nie było to jedno, dwa proste zaklęcia. Przynajmniej zdaniem Samuela, a trochę się bawił różnymi rodzajami magii. Longbottomowie naprawdę się postarali, aby stworzyć takie piękne wnętrze.
Sunęli powoli po parkiecie w stronę bufetu. Udało im się tam dotrzeć bez mniejszego problemu, na całe szczęście. Przez moment przyglądał się jedzeniu, nie do końca pewien, czy faktycznie jest głodny, ale dobrze by było skorzystać z darmowego jedzenia, w domu tego nie miał, chociaż od Jackie wróciła nie mógł aż tak narzekać, mimo wszystko stoły uginały się od najróżniejszych przekąsek, szkoda by było, aby się zmarnowały.
Odwrócił się, aby zobaczyć co dokładnie miała na myśli Ula. Zauważył wtedy kuzyna Danielle, który wisiał w powietrzu, a później... później wszystko działo się szybko. Niedźwiedź, skąd u licha wziął się tu niedźwiedź. To musiał być jakiś animag, bo inni obok niego nie panikowali.
- Wydaje mi się, że ktoś już przesadził z alkoholem, ale nie ma się czym przejmować, chyba ma się nim kto zająć. - Dodał jeszcze, żeby nieco złagodzić sytuację.