• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[ 27 Czerwiec 1972 Dom Louvaina ] | Louvain x Cynthia

[ 27 Czerwiec 1972 Dom Louvaina ] | Louvain x Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#13
18.02.2024, 01:45  ✶  
O Louvainie można było wiele powiedzieć, dobrych i złych rzeczy. Był uparty, impulsywny, czy rozpieszczony, ale również konsekwentny, stały oraz naprawdę troskliwy dla osób, na których mu zależało i których do siebie dopuścił. Patrząc na niego, widziała rzekę — o zmiennych prądach i tafli, ale płynącą stałym i głęboko wyrytym w ziemi korycie, które nie miało prawa drgnąć, niezależnie od zmian następujących w otaczającym go świecie. Nie był człowiekiem łatwym do lubienia, chociaż jego zawadiacki uśmiech i nonszalancja sprawiały, że cieszył się popularnością wśród kobiet. Wiedział, czego chce, nawet jeśli osiągnięcie tego wymagało poświęceń i takich, a nie innych działań. Nie umiał jednak mówić wprost o tym, co siedziało w jego środku, a los zadrwił, rzucając mu kogoś, kto fatalnie radził sobie odczytywanie pomiędzy wierszami w sprawach, które wymagały zażyłości oraz emocji. Postrzegała takie w sposób logiczny i prosty, traktowała jako grę, rozdział w historii, który prowadził do celów, które sobie obrała. Był, jaki był i nigdy się właściwie nad tym nie zastanawiała, dostosowując do jego rytmów. On jednak zdawał się zasiać jakąś iskrę niepewności tym, co robił oraz mówił. Coś, co sprawiło, że poczuła potrzebę sięgnięcia głębiej, poniżej wykreowanych przez siebie warstw i ścian lodu.
- To prawda. - w jej głosie nie rozbrzmiała nawet nuta wątpliwości, bo zawsze robił, co chciał i było to fundamentalną częścią Lou. Jego uśmiech sugerował jedno, onyksowe spojrzenie drugie. I naprawdę, próbowała to zinterpretować, ale w obecnym stanie — nie mogła.
Westchnęła, kręcąc jedynie głową. Nie komentując wzmianki zarówno o Brennie, którą znała od pierwszego roku i z którą w gruncie rzeczy była blisko, ani o Borginach, bo o tyle, ile Anthony był absolutnie nieznośny, to Stanley był zupełnie inną historią. Nie byli biednym rodem, złym rodem. Borgin nie był złym wyborem dla osób konserwatywnych, otwierał mnóstwo możliwości. Longbottom było tylko nazwiskiem, pod którym kryła się osoba. Miała jednak na tyle rozsądku i na tyle go znała, że wiedziała, iż wypowiedzenie tego na głos byłoby wstępem do uniesienia się i kłótni, czego nie chciała. Nie po to tu przyszła, żeby się z nim kłócić, nawet jeśli obydwoje niezbyt radzili sobie z rozmową.
Widziała też, że nie lubił tego, co mówiła.
- Możliwe. - przytaknęła mu spokojnie znowu, aczkolwiek ciszej, obdarzając krótkim spojrzeniem. Ciągnięcie tego tematu nie byłoby też rozsądne, bo przecież Lestrange nie mógł tego zrozumieć, a z drugiej strony ona mogła mówić źle. Nie wiedziała. Pierwszy raz od dawna naprawdę nie była pewna własnych słów, co rozkwitło poczuciem delikatnego zirytowania. Bo mogła przecież chcieć dostosować to pod wytworzoną przed siebie kreację, zadusić. A może to było prawdziwe, może to nie była tylko magia? Skąd mogła wiedzieć? Jej palce znów zatańczyły nerwowo na materiale sukienki i chociaż jej twarz nie zdradzała wiele, jej spojrzenie wyglądało, jakby toczyła sama ze sobą bitwę. Był definicją chaosu jej życia, tylko jaki krył się za tym powód? Druidzi, czy może faktycznie zaczęło jej zależeć bardziej, niż powinno? W przeciwieństwie do ciemnowłosego ona nie mogła — zapewne przez wykonywany zawód, jak i zamiłowanie do nauki — uwierzyć do końca to, że magia tylko podsycała to, co już gdzieś się tliło. Przeczyło to wszystkiemu temu, czym się kierowała w życiu.
Krótka przechadzka po chłodnym wnętrzu sprawiła, że lepiej się jej myślało, a przynajmniej taką miała nadzieję. Lou naprawdę rzadko na nią warczał, zwłaszcza gdy znajomość oparta na pomocy uzdrowicielskiej zaczynała się zmieniać w przyjaźń i zacieśniła się pomiędzy nimi więź. Jego słowa sprawiły, że stłumiła westchnienie. To nie tak, że sobie z niego kpiła — raczej po prostu nie brała pod uwagę faktu, że mógł być zazdrosny, szykując się do ślubu. Że myślał o niej poważnie. Gdyby nie fakt, że była damą i magia pozwalała jej kontrolować emocje, przeklęła by brzydko pod nosem, czując, jak sama zapędza siebie pod ścianę. Wpadła w pułapkę. I nawet pocałunek tego nie rozwiązał, nie podsunął jej złotego środka. Dźwięk jego głosu sprawił, że coś w niej drgnęło i poczuła się naprawdę źle. Przez ułamek sekundy czuła wyrzuty sumienia, bo nigdy tych emocji w głosie Lou nie słyszała. I nijak do niego nie pasowały. Milczała, wciąż nachylona, lustrując jego twarz wzrokiem. Intensywnie, pozwalając, aby słowa odbijały się echem w jej głowie. Jej błękitne oczy zdawały się świdrować onyksowe tęczówki, jakby próbowała zajrzeć głębiej, dotrzeć do sedna jego duszy. Poza wściekłość, żal i rozczarowanie. Powinna pójść, to było najlepszym rozwiązaniem, ale nie mogła tego zrobić. Nie chciała tej sprawy tak zostawić. Zależało mu na niej. Ot tak, po prostu. Pokręciła delikatnie głową, a jasne pasma włosów zakołysały się w powietrzu, uwalniając aromat szamponu z nutą jaśminu, który pasował do noszonych przez nią perfum. - Powinnam, ale nie pójdę. - zaczęła, prostując się i odrzucając swoje rzeczy na kanapę, przeniosła spojrzenie na kominek. Nie było w nim ognia, drewno nie trzaskało. Przesunęła dłońmi po włosach i karku, przymykając na chwilę oczy. - Jeśli teraz pójdę i tak to zostawię, to będzie tak, jakbyśmy nigdy o tym nie rozmawiali. Jakby wszystko, co powiedziałeś, nie miało żadnego znaczenia. A ma. - dodała ciszej, odchylając na chwilę głowę do tyłu. Przez myśl jej przeszło, że powinna odpuścić. Że może warto było po prostu dalej kroczyć wybraną przez siebie ścieżką, wyciszyć to i zapomnieć. To tylko Beltaine, mogli się dalej przyjaźnić i mogła dalej mu pomagać. Jej dłoń jednak przemknęła niżej, łapiąc w palce materiał sukienki. Uniosła go do góry, odsłaniając ponad połowę uda, na którym tkwiła samotna, koronkowa podwiązka z czarnego materiału, a za nią tkwiła wsunięta różdżka. Srebrna i elegancka, wydająca się doskonale odzwierciedlać swoją właścicielkę. Lekko zakołysała się w jej palcach, podobnie jak opuszczony materiał. Kiedy ostatnio pozwoliła sobie czuć swobodnie?
- Posługiwanie się nekromancją wymaga większej kontroli, niż bezróżdżkowa i zwykłe, ofensywne i defensywne zaklęcia.. - wyjaśniła krótko, jakby cokolwiek miało to zmienić. Emocje zakłócały precyzję, odwracały uwagę od celu, niszczyły ostrość umysłu. Odkąd tylko zagłębiła się w ten odłam magii, musiała nauczyć się je niwelować. Była niezależna, była panią swojego losu i miała chłodne, obiektywne podejście, dzięki czemu łatwo było Cynthii się dostosować, co z kolei pozwalało na swobodne tworzenie masek i dostosowywanie się do sytuacji, aby wyciągnąć z nich największe korzyści. Zacisnęła mocniej rękojeść różdżki, przesuwając jej końcem po swojej skórze w okolicach nadgarstka. Ile się kryło za trzymającą to wszystko tamą? Nawet efekt sabatu tłumiła, nie wspominając o prostych sprawach, jak szczęście, smutek, rozczarowanie, tęsknota, żałoba, gniew, a przede wszystkim — zmęczenie. Wszystko praktycznie budowała na kłamstwie — doprowadzała do nienaturalnej perfekcji. Z czasem wizja tego, co było prawdziwe, znikała. I tylko sukces, spełnianie ambicji dawało chwilowe poczucie spełnienia. Nie chciała, żeby ktokolwiek znalazł w niej słabość, a miała ich przecież tak wiele. Pod tym względem byli do siebie z Louvainem podobni. Nie było dobrze pokazywać swojego słabego serca, zwłaszcza jeśli nie chciało się go znać. Było to jedno z wielu poświęceń na drodze, którą sobie wymyśliła. Jak miała inaczej radzić sobie z wszechobecną w jej życiu śmiercią i dążeniu do jej głębszego poznania. Nieprzyjemne ciepło rozeszło się po jej ciele, zostawiając dreszcz na skórze, który potem zmienił się w gęsią skórkę. Tysiące myśli zalało jej umysł, niszcząc gładką taflę i budząc uczucia, które mogły przyprawić o zawrót głowy. Wszystkie te rzeczy, które przypominały o byciu człowiekiem. A zdawać się mogło, że ona chciała o byciu człowiekiem zapomnieć. Była mu to winna. Odłożyła różdżkę na bok i odwróciła się przodem do niego, lustrując go wzrokiem. Spojrzeniem nieco innym, niż zwykle to robiła — owszem, może zawziętym i upartym, ale pozbawionym chłodu i obojętności. Serce jej przyspieszyło, zrobiło się jej cieplej, a ona miała niewytłumaczalną potrzebę nawiązania z nim jakiegoś kontaktu. Czy on cały czas przez ten rytuał czuł się w ten sposób? Uległe i bezbronnie, a jednak mając ochotę zacisnąć to w pięściach i nie wypuścić. Nie bardzo wiedziała, co ma zrobić — wszystkie myśli i odczucia były sprzeczne, kłóciły się ze sobą, namawiając ją coraz to mniej sensownych rzeczy. Bo tak powinna, bo tak chciała, bo tak czuła.. Co było właściwą odpowiedzią?
- Lou. - zaczęła w końcu, przerywając milczenie, bo zaczynało jej ciążyć i miała poczucie, że im dłużej będzie trwało, tym gorzej. Chociaż miała ochotę znów się nachylić i po prostu go pocałować, zamiast tego po prostu usiadła obok na skraju kanapy, przesuwając się tak, aby widzieć jego twarz. Zacisnęła palce na sukience, gniotąc w niej materiał, gdy znalazła jego spojrzenie, jakby czuła zdenerwowanie. Nie chciała, żeby się wściekał, chciała, żeby zrozumiał. Bo przecież on ze wszystkich ludzi rozumiał poświęcenie dla czegoś więcej. - Niewiele wiem o zakochiwaniu się w kimś, więc nie mogę powiedzieć, czy to narzucone przez Beltane, czy prawda. Skąd mam to wiedzieć? - przerwała na chwilę, przenosząc wzrok gdzieś na bok, jakby szukała właściwych słów. Jak ludzie mogli funkcjonować na zmieniających się niczym kalejdoskop uczuciach?. - Chcę Cię.  Chce w sposób egoistyczny i zachłanny. Nie znoszę myśli, o Twojej narzeczonej. Nie zasługujesz na życie budowane na kłamstwie.  Bo co, jeśli to nie jest prawda? Jeśli mnie chcesz, to spraw, żebym była pewna, że to prawdziwe. Wtedy nic innego i nikt inny nie będzie miał znaczenia. O tym chciałam dzisiaj z Tobą porozmawiać. Jeśli bym wyszła, nigdy byś tego nie usłyszał.
Sięgnęła po stojący najbliżej kieliszek, czując, jak zaschło jej w gardle — nawet nie wiedziała, czy był to jej własny, czy może należał do mężczyzny. Zerknęła w stronę porzuconej różdżki, mając ochotę wrócić do tego, co znała najlepiej i co sprawiało, że była silnym człowiekiem. A teraz? Zamiast zachowywać spokój, kierować się rozsądkiem, jej głowa podsuwa jej tysiące scenariuszy dotyczących rozwoju tej rozmowy, głównie z wizją wściekłego i obrażonego Lou, który usłyszy tylko to, co będzie mu wygodnie usłyszeć. Nawet jeśli tak się stanie, to przynajmniej będzie wiedziała, że była uczciwa wobec niego. I wobec siebie. Zerknęła w jego stronę, jakby zdając sobie sprawę z tego, jak egoistycznie i paskudnie brzmi "Chcę Cię" w kontekście do drugiej osoby, więc nerwowo przeczesała włosy palcami, podnosząc się z kanapy i czując, że teraz naprawdę powinna już iść, bo zwyczajnie umrze z tysiąca krążących w niej uczuć. Ostatnio tak czuła chyba w Hogwarcie, może krótko po nim. Tyle czuła, tak intensywnie czuła.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (6770), Louvain Lestrange (5084)




Wiadomości w tym wątku
[ 27 Czerwiec 1972 Dom Louvaina ] | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 05.10.2023, 22:13
RE: [ Czerwiec 1972 Dom Louvaina ] | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 11.10.2023, 20:16
RE: [ Czerwiec 1972 Dom Louvaina ] | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 13.10.2023, 23:07
RE: [ Czerwiec 1972 Dom Louvaina ] | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 15.10.2023, 18:22
RE: [ Czerwiec 1972 Dom Louvaina ] | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 19.10.2023, 02:13
RE: [ Czerwiec 1972 Dom Louvaina ] | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 22.10.2023, 23:08
RE: [ Czerwiec 1972 Dom Louvaina ] | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 04.11.2023, 23:42
RE: [ Czerwiec 1972 Dom Louvaina ] | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 23.11.2023, 21:22
RE: [ Czerwiec 1972 Dom Louvaina ] | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 07.12.2023, 02:38
RE: [ Czerwiec 1972 Dom Louvaina ] | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 17.12.2023, 12:13
RE: [ Czerwiec 1972 Dom Louvaina ] | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 04.01.2024, 21:27
RE: [ Czerwiec 1972 Dom Louvaina ] | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 17.02.2024, 04:16
RE: [ Czerwiec 1972 Dom Louvaina ] | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 18.02.2024, 01:45
RE: [ Czerwiec 1972 Dom Louvaina ] | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 28.02.2024, 20:48

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa