Avelina cicho się zaśmiała. Ta rozmowa była dziwna i dlaczego nadal rozmawiali o stringach? Czy ktokolwiek w ogóle je nosi? To brzmi trochę jak masochizm, nie? Nie powiedziała tego na głos, a jedynie wróciła do rozważań w swojej głowie. Tam było przyjemnie, bezpiecznie, cicho i mniej zawstydzająco. Nikt nie rozmawiał o stringach, ani innych podobnych rzeczy. Nie zmieniało to faktu, że po drinka sięgnęła, upiła i w sumie niewiele poczuła. Milczała, a jej wzrok powędrował w kierunku miśka, którego wskazał Atreus. Uniosła brew ku górze i patrzyła tam z niedowierzaniem.
– Nie wiedzieliście, że Brenna chciała zachować leśny realizm? – skłamała czując dziwny ucisk w żołądku. Powiedziała to takim tonem jakby wiedziała o tym od początku, a przecież nie wiedziała. Nie wiedziała jak Brenna planuje kierować tą potańcówką. Jej policzki zapłonęły rumieńcem, więc wróciła do picia drinka. Było to dziwne, nie w jej stylu, ale miała nadzieję, że nikt nie zwróci na to uwagi. Co jeśli ktoś zada jej o to pytanie?
– O właśnie, tańczenie jest idealnym pomysłem – dodała, gdy Atreus zniknął.
AVELINO, DO JASNEJ CIASNEJ OPANUJ SIĘ! Lubisz tańczyć, ale nie w takich tłumach. Tu jest dla ciebie za dużo ludzi. Paxton nie wiedziała, co w nią wstąpiło. Sama nigdy nie wyrywała się na parkiet, nigdy nikomu nie mówiła, że lubi tańczyć, bo lubi, ale nie na imprezach. W domu, gdy nikt nie patrzy, z miotłą, albo motem wychodzi to jej świetnie, a na imprezach jeśli się dobrze nie upoi to nigdy nie ma takie odwagi, aby wyjść na parkiet, więc dlaczego skłamała, że tańczenie to dobry pomysł? Żeby zakryć zawstydzenie wypiła całego drinka w kilka łyków. Ostatnio alkohol wchodził w nią o wiele lepiej niż kilka miesięcy temu.