— Ja już bym puścił pawia — odpowiedział szczerze Erikowi i opierając się nonszalancko o ladę baru, czekając na zamówienie, które złożył. Postanowił, cukrzyca czy nie, trzymać się z dala od drinków.
W głowie błysnęło mu futro, puder przyszłości opadający na nos, ale dopiero gdy postąpił krok do tyłu, zgodnie z instrukcją Samuela, zrozumiał, że to nie ostrzeżenie przed jakimś jegomościem, któremu wyleją na etolę z lisa jakiś lepki, słodki trunek, a przed transformacją przystojnego blondyna w niedźwiedzia brunatnego. Skuteczne, musiał przyznać, widząc, jak kurczowo trzyma się jego łapy Erik. Morpheus zasłonił dłonią usta, śmiejąc się w głos i marszcząc przy tym nos w charakterystyczny sposób. Niedźwiadek nie znajdował się na jego bingo tego wieczora, ale transformacja w zwierzę już tak, więc odhaczone.
Jeszcze jeden, poprosił szybko barmana, dając Erikowi drinka. Przy okazji wsunął dłoń w futro niedźwiedzia, aby podrapać pod krwiożerczym pyskiem, jak gdyby nigdy nic. Zachwycił się miękkością, chociaż dziwna tłustość zwierzęcego łoju, podobnego do lanoliny, trochę go obrzydzała, więc zaraz wytarł rękę w materiałową chusteczkę z kieszeni, próbując robić to ukradkiem.
— ZA PANA MŁODEGO! ZA PERSEUSA! NA ODWAGĘ! — uniósł w górę swój kieliszek z winem, który dostał i uśmiechnął się do swojego doktora. Następnego dnia i Perseus i kilku gości stąd, w tym organizatorzy, stawią się na przyjęciu, świeży i rześcy, jakby dzień wcześniej nie nastąpił. Nawet Morpheus, który raczej przychodził tylko na ceremonię i wychodził po złożeniu życzeń Młodej Parze, planował zostać dłużej. Wypił kilka łyków wina i wziął drinki dla dziewcząt.
— Wracasz czy zostajesz? Idę zanieść drinki — zapytał Neila, przysuwając się do niego i szepcząc mu do ucha pytanie, aby nie przekrzykiwać muzyki. Cokolwiek wybrał młodszy, Morpheus na odchodne posłał wszystkim buziaka i zgrabnie lawirując pośród zebranych, wrócił do Dory i Trelawney.
— Wasze drinki. Effimery, uczynisz mi ten zaszczyt i zatańczysz ze mną pierwszy taniec tego wieczoru? — zapytał młodszą wieszczkę, wyciągając w jej stronę rękę. Piosenka Elvisa miała pościelowy rytm, który jego płuca ze spokojem utrzymają, na dodatek to tylko walc, jego kroki mógłby odtwarzać we śnie.