19.02.2024, 10:52 ✶
Gdyby sytuacja była inna, to zapewne odczułby satysfakcję z faktu, że Robert Mulciber przyznaje się do błędu. Ale to była farsa, udawanie - nie sprawiało mu to takiej przyjemności, gdyby naprawdę mężczyzna przyznał się do faktycznie popełnionej pomyłki.
- Oczywiście, że nie będzie, drobne potknięcia przy tak dużych zamówieniach są naturalne - odpowiedział spokojnie, prostując się gdy jego wzrok wyłapał kelnera. Pachniało dobrze, ale smak... Rodolphus nie przepadał za grecką kuchnią. Ogólnie nie przepadał za jedzeniem tak, by można było go nazwać smakoszem czy koneserem. Jadł, bo musiał dostarczyć organizmowi niezbędnych składników, by ciało mogło go słuchać. Miał oczywiście swoje pewne preferencje kulinarne, jednak kuchnia grecka była mu najzwyczajniej w świecie obojętna. Sięgnął po sztućce, zerkając w bok na odchodzącego mężczyznę, który podał im zamówienie. Dlaczego miał wrażenie, że to on za to wszystko zapłaci?
- Tak będzie najszybciej, możliwe że będę musiał wyjechać z Londynu, polecenie służbowe, ale jeszcze nic pewnego - odpowiedział niezgodnie z prawdą, odkrawając kawałek jedzenia. Tak było najsensowniej: zaznaczyć, że może go nie być, więc sowa będzie najwygodniejszą opcją. Zwłaszcza że sam planował nie tyle co opuścić Londyn, ale robić.. Inne rzeczy, które wymagały jego oficjalnej nieobecności po godzinach pracy. To była wiec dość wygodna wymówka, jeżeli ktoś miałby ich podsłuchiwać.
Rodolphus nie zwrócił uwagi na większą grupę - siedział do wejścia niemalże plecami, a chociaż był czujny na własne otoczenie, nie zachowywał się tak, jakby na kogoś specjalnie czekał. Normalni ludzie podczas rozmowy - czy to biznesowej, czy towarzyskiej - nie odwracali się na każde poruszenie przy drzwiach. Zresztą widział, że Robert na chwilę uniósł wzrok i wlepił go gdzieś ponad jego ramieniem, więc Mulciber miał wszystko pod kontrolą. Sam musiał na szybko utworzyć jakiś plan, zakładający nawiązanie pierwszego kontaktu z tą kobietą. Miał w głowie kilka opcji, ale dopóki nie zobaczy w czyim towarzystwie dokładnie przyszła i co zamierzała robić, każdy nadawał się do kosza.
- Oczywiście, że nie będzie, drobne potknięcia przy tak dużych zamówieniach są naturalne - odpowiedział spokojnie, prostując się gdy jego wzrok wyłapał kelnera. Pachniało dobrze, ale smak... Rodolphus nie przepadał za grecką kuchnią. Ogólnie nie przepadał za jedzeniem tak, by można było go nazwać smakoszem czy koneserem. Jadł, bo musiał dostarczyć organizmowi niezbędnych składników, by ciało mogło go słuchać. Miał oczywiście swoje pewne preferencje kulinarne, jednak kuchnia grecka była mu najzwyczajniej w świecie obojętna. Sięgnął po sztućce, zerkając w bok na odchodzącego mężczyznę, który podał im zamówienie. Dlaczego miał wrażenie, że to on za to wszystko zapłaci?
- Tak będzie najszybciej, możliwe że będę musiał wyjechać z Londynu, polecenie służbowe, ale jeszcze nic pewnego - odpowiedział niezgodnie z prawdą, odkrawając kawałek jedzenia. Tak było najsensowniej: zaznaczyć, że może go nie być, więc sowa będzie najwygodniejszą opcją. Zwłaszcza że sam planował nie tyle co opuścić Londyn, ale robić.. Inne rzeczy, które wymagały jego oficjalnej nieobecności po godzinach pracy. To była wiec dość wygodna wymówka, jeżeli ktoś miałby ich podsłuchiwać.
Rodolphus nie zwrócił uwagi na większą grupę - siedział do wejścia niemalże plecami, a chociaż był czujny na własne otoczenie, nie zachowywał się tak, jakby na kogoś specjalnie czekał. Normalni ludzie podczas rozmowy - czy to biznesowej, czy towarzyskiej - nie odwracali się na każde poruszenie przy drzwiach. Zresztą widział, że Robert na chwilę uniósł wzrok i wlepił go gdzieś ponad jego ramieniem, więc Mulciber miał wszystko pod kontrolą. Sam musiał na szybko utworzyć jakiś plan, zakładający nawiązanie pierwszego kontaktu z tą kobietą. Miał w głowie kilka opcji, ale dopóki nie zobaczy w czyim towarzystwie dokładnie przyszła i co zamierzała robić, każdy nadawał się do kosza.