- Tak, teleportacja to moja smykałka, od dziecka się tym zajmuję, jakby nie patrzeć. - Jedyna dziedzina, w którym był mistrzem, w której faktycznie czuł się dobry, nie zamierzał więc ukrywać, że jest inaczej. - Niby tak, też doceniam sieć Fiuu, ogólnie badam różne sposoby transportu, jednak teleportacja jest zdecydowanie dużo bardziej wygodna, nie potrzeba do tego kominków, zawsze można z niej skorzystać. - Mógłby opowiadać o pozytywach tego środka transportu godzinami, nie chciał jednak zanudzić Uli. - Jeśli będziesz miała ochotę, mogę cię nauczyć. - Nie wydawało się to być dla niego problemem, wykształcił w tym sposobie transportu naprawdę wiele osób, także chętnie pomógł by i jej.
- Pięć lat, czyli zrezygnowałaś w trakcie? - Nie chciał być wścibski, jednak nie było to raczej typowe zachowanie wśród małoletnich czarodziejów. - Hogwart był spoko, niestety lata nauki szybko minęły. - Było to pierwsze miejsce, w którym faktycznie poczuł się jak w domu, nie znosił wracać na wakacje do Doliny, gdzie musiał się mierzyć z problemami życia doczesnego, które w szkole magii wydawały się być bardzo daleko i zupełnie go nie dotyczyć. - Dlaczego Durmstrang nie był dla ciebie? Słyszałem, że tam też kształcą wybitnych czarodziejów, ale chyba nie mają oporów przed nauczaniem czarnej magii. - Nic więcej tak naprawdę nie wiedział na ten temat, ale nie chciał wyjść na laika.
Słuchał uważnie jej kolejnego pytania. Zmrużył oczy i podrapał się po głowie. Oj iluzja, to chyba nie było coś, w czym czuł się specjalnie biegły. - Zastanawiam się, czy nie prościej jest stworzyć czegoś z niczego, kiedy masz jakieś podstawy, musisz się skupić na tym, żeby one dobrze wyglądały w twojej wizji, gdy nie masz nic, to możesz zrobić dosłownie wszystko. - Przynajmniej tak mu się wydawało, ale to były tylko rozważania.
- Tak, mamy, w zasadzie wydaje mi się, że można znaleźć takich specjalistów od trunków, którzy robią różne specjalne, aby nieco rozbawić towarzystwo, jakby zwyczajny alkohol nie upokarzał już wystarczająco. - Widać było, że Sam ma swoją opinię na temat napojów wyskokowych i zdecydowanie nie jest ona najlepsza. Kojarzyły mu się z krzykami ojca, wiecznymi pretensjami i śmierdzącym zapachem o poranku, kiedy wchodził do salonu. - Masz ochotę spróbować, ja nie piję, bo jestem kierowcą, ale ty możesz. - Oczywiście tolerował picie, tyle, że z umiarem, sam raczej unikał.
- Chyba, że najpierw wolisz ze mną zatańczyć. - Powiedział teraz bardziej nieśmiało, widać było, że sporo go kosztowało wypowiedzenie tego pytania, ale dziewczyna, która pojawiła się na scenie tak ładnie śpiewała, że szkoda było nie skorzystać z okazji.