19.02.2024, 20:52 ✶
- Były klątwy, pułapki, skomplikowane zaklęcia, chociaż z tych ostatnich większość traciła dawno moc. Bardzo nie chcieli, aby mugole nadmiernie się zbliżyli. Ale to zasadniczo nie było miasto: miasteczko zaledwie. Szacujemy, że mieszkało tam mniej niż dwieście osób.
O tym, jak dobrze to wszystko było zabezpieczone, i że te klątwy i pułapki były tylko początkiem, Cathal mówił nie chciał. Ani Camille, ani nikomu innemu, poza najbardziej zaufanymi członkami ekipy.
- Obawiam się, że jeśli to usłyszy, będzie wietrzyła jakiś podstęp - na przykład, że rzuciłem tutaj jakiegoś imperiusa - skwitował Cathal z odrobiną rozbawienia. Marianne próbowała ucywilizować swojego bratanka, ale zarazem doskonale wiedziała, że jemu zwykle po prostu nie chciało się bawić w coś takiego jak dobre maniery. Nie widział może sensu w niepotrzebnym chamstwie, nie był też jednym z tych odrobinę zblazowanych, porywczych, ślizgońskich chłopców, ale nie należał do grona angielskich dżentelmenów. – Chociaż może da wiarę, że powodują tobą wyłącznie dobre maniery – dorzucił, a potem wskazał drogę do wyjścia, pozwalając, by przeszła przez drzwi pierwsza. Sam został nieco z tyłu, aby z powrotem zaciągnąć zabezpieczenia, mające zagwarantować, że ktoś niepowołany nie położy łap na cennej kolekcji egipskich skarbów Shafiqów.
Odprowadził ją potem do drzwi i pożegnał – i obyło się podczas tego zwiedzania bez prób upokorzenia kobiety czy namówienia na spotkanie przy winie, Camille więc mogła przynajmniej wiedzieć, że jeżeli nawet ktoś knuł jakieś spiski, to Cathal nie był ich częścią.
O tym, jak dobrze to wszystko było zabezpieczone, i że te klątwy i pułapki były tylko początkiem, Cathal mówił nie chciał. Ani Camille, ani nikomu innemu, poza najbardziej zaufanymi członkami ekipy.
- Obawiam się, że jeśli to usłyszy, będzie wietrzyła jakiś podstęp - na przykład, że rzuciłem tutaj jakiegoś imperiusa - skwitował Cathal z odrobiną rozbawienia. Marianne próbowała ucywilizować swojego bratanka, ale zarazem doskonale wiedziała, że jemu zwykle po prostu nie chciało się bawić w coś takiego jak dobre maniery. Nie widział może sensu w niepotrzebnym chamstwie, nie był też jednym z tych odrobinę zblazowanych, porywczych, ślizgońskich chłopców, ale nie należał do grona angielskich dżentelmenów. – Chociaż może da wiarę, że powodują tobą wyłącznie dobre maniery – dorzucił, a potem wskazał drogę do wyjścia, pozwalając, by przeszła przez drzwi pierwsza. Sam został nieco z tyłu, aby z powrotem zaciągnąć zabezpieczenia, mające zagwarantować, że ktoś niepowołany nie położy łap na cennej kolekcji egipskich skarbów Shafiqów.
Odprowadził ją potem do drzwi i pożegnał – i obyło się podczas tego zwiedzania bez prób upokorzenia kobiety czy namówienia na spotkanie przy winie, Camille więc mogła przynajmniej wiedzieć, że jeżeli nawet ktoś knuł jakieś spiski, to Cathal nie był ich częścią.
Koniec sesji