Lubiła słuchać muzyki, ale żeby sama miała śpiewać? Kobieta w czerni delikatnie kołysała się na scenie, do rytmu melodii i słów, jakie płynęły z jej ust (i z duszy… zwłaszcza tych płynących z duszy). To z pewnością wychodziło mocno poza jej strefę komfortu, nawet jeśli nie miała problemu by wyjść do ludzi i przemówić do tłumu, albo jak nie przeszkadzało jej to, że po majowej zawierusze, różni reporterzy i dziennikarze szukali kontaktu – wyjście do nich, w zamian za Patricka czy Mavelle, którzy woleli zostać gdzieś w tle nie stanowiło dla Victorii problemu. Ale śpiew na scenie…? Nawet jeśli było to w miarę kamerale grono, z którego znała przynajmniej połowę osób… To było wręcz intymne doświadczenie, a wszystko ze względu na tę piosenkę, na te słowa, na tę dziwaczną chęć…
– Shall I stay? Would it be a sin – śpiewała dalej i poczuła lekki ucisk w żołądku widząc kolejne pary wychodzące na parkiet. Mignęła jej gdzieś Brenna z Atreusem, i Alastor z Aveliną. I Morpheus z jakąś dziewczyną…
Ale skoro już tutaj wyszła, to mogła zrobić małe show. Dać się ponieść muzyce i temu, co grało w jej sercu. Kobieta przymknęła nawet te swoje ciemne oczy, pozwalając, by firana czarnych, długich rzęs rzuciła cień na jej policzki. Mimowolnie uniosła dłoń, wczuwając się w tę piosenkę.
– Like a river flows surely to the sea. Darling, so it goes, some things are meant to be – nie do końca wierzyła we wróżby, a w przeznaczenie? Może… Może trochę. Może niektóre rzeczy naprawdę musiały się zdarzyć. Za waszą miłością ciągnąć będzie się wstęga spalonej ziemi. Wielkie zmartwienie, lecz i wielka radość. Doskonale pamiętała chrapliwe słowa Szeptuchy, nieopatrznie wypowiedziane do niej w tę pamiętną majową noc, nim jeszcze weszła prosto w krainę umarłych. Nie chciała tego przyznawać, nawet przed sobą samą, ale Zwiastunka Nieszczęścia chociaż częściowo miała rację. Wielkie zmartwienie. Ogromne wręcz. Zmartwienie o duszę. Ale i… wielka radość? Tego Victoria nie wiedziała. – Take my hand, take my whole life, too – w tym zapomnieniu aż zmarszczyła brwi, dając się zakołysać melodii. Spoglądała na wirujące pary, ale były dla niej w tym momencie tylko lekkim tłem. – For I can't help falling in love with you.
Wyśpiewała tak całą piosenkę, czekając na scenie, aż instrumenty znowu skończą grać i z gracją ukłoniła się po damsku, wyćwiczonym, gładkim ruchem i jak gdyby nigdy nic zeszła ze sceny. Udawała, że tak właśnie miało być, że wszystko to było przemyślane, zgodnie z planem, a nie że nie miała zielonego pojęcia, co w nią w ogóle wstąpiło… Z dumą, spokojnym krokiem szła w stronę baru. Po tym zdecydowanie musiała się napić… Odetchnąć. Bo zjeść na pewno teraz nic nie da rady – miała za bardzo ściśnięty ze stresu żołądek.
W momencie, gdy u gapiącego się na nią barmana prosiła o „cokolwiek, byle kopnęło, ale z umiarem”, podeszła do niej dziewczyna z koszyczkiem. Victoria zrobiła na nią duże oczy – to dlatego, że zaśpiewała? To o to chodziło? Czy się pomyliła? Ale podsunęła jej ten koszyk raz jeszcze, więc miast zainteresować się drinkiem i tym co barman do niego dodaje, sięgnęła raz jeszcze do koszyka.
Dopiero teraz rozejrzała się po najbliższym otoczeniu. Erik już nie latał, a obok stała Nora, o której tyle słyszała od Sauriela, i Perseus… i miś. Uśmiechnęła się nieznacznie, odebrawszy swojego drinka.
– Cześć. Widzę, że wam alkohol też wdaje się we znaki. Brenna wiedziała co dodają do tych drinków? – rzuciła zupełnie niezobowiązująco.
!prezentgodryka