— Mam jeden trop, kogoś, kto wrócił do mojego życia kilka dni temu... może nie wrócił. Ale... ponownie zaistniał i mogę go podejrzewać, wolałbym jednak, żebyś to sprawdziła, w wolnym czasie oczywiście. Kto zamówił ten tort. I naciskam na wolny czas. To nic poważnego, poza kilkoma plotkami, które zaraz umrą, bo na potańcówce na pewno coś się wydarzy. Wiesz, jak to jest ze stodołami i sianem — Zaśmiał się milcząco, tylko drgnienie powietrza wypuszczane przez nos, co w porównaniu do jego pełnego okazywania radości zabrzmiało nieco żałośnie i niesamowicie smutno. Odłożył swoją broń, trzymany na sztorc widelec. Pokręcił głową na pytanie, czy Brenna ma zabrać tort. Zamiast tego wziął go z jej rąk, podszedł do otwartego okna, sprawdził, czy nie ma nikogo i zamachnął się z całej siły, wyrzucając go na trawnik. Nie usłyszeli miękkiego, pełnego wyrzutu plaśnięcia, ale widzieli piękny, kremowo-różowy kwiat śmietany z talerzem w centralnej części, który jakimś cudem nie pękł od zderzenia z nieco przydługawym trawnikiem. Czarodziej z zadowoloną miną wpatrywał się w cukierniczego denata, by wrócić na swój fotel, jak gdyby nigdy nic.
— Wiem, że nie interesują cię romanse i cała ta otoczka związków, ale powiedz mi, Brenna. Co byś zrobiła, gdy ktoś, kogo nienawidzisz resztkami swojego serca, kto jest przyczyną cierpienia, kto jest dawną miłością, wysyła ci list, który zdecydowanie mówi o uczuciach, jakie jeszcze mogą istnieć? — Morpheus wyglądał na zażenowanego sobą, jakby fakt, że jego słabość ma świadka, dogłębnie go przerażała. Ogromny wstyd spłynął na niego i sprawił, że uszy stały się czerwone, a mina zacięta, prawie jakby miał stanąć do boju, a nie przed prawdą o swoim życiu. Oparł łokcie na kolanach i ukrył twarz w dłoniach. — Ostatnie, czego potrzebujesz to problemy z moim skomplikowanym życiem romantycznym. Zignoruj ten tort. Chociaż w duchu chciałbym, żebyś mu skopała tyłek.
Męski zaimek wybrzmiał nieco pusto w głosie czarodzieja, ciszej. Chociaż bliżej mu było do dzieci swojego rodzeństwa, niż do tego samego pokolenia, to nadal został wychowany w innym świecie, świecie przeżartym ideami męskości, przez większość jego życia afekcja do tej samej płci w zaciszu domostwa stanowiła wykroczenie według prawa, a nawet teraz, zalegalizowana w strefach niepublicznych, nie istniało przyzwolenie społeczne, nie w sferach, w których żyli. Morpheus był za stary na wstyd, a jednak on nadal w nim żył, powód zgnilizny, jaka go toczyła.