21.02.2024, 00:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.02.2024, 00:17 przez Sebastian Macmillan.)
Zakładam pierścień, przez co włosy i ubrania mienią mi się srebrnym pyłem.
Idę za Patrickiem do baru, witam się z Victorią i pije drinka.
Obecnie rozmawiam z Patrickiem i Victorią
!magicznydrink
Zdaniem Sebastiana nie powinno się oceniać własnego poczucia stylu czy godności na podstawie postawy innych ludzi. Wszystko zależało od tego, jak człowiek czuł się sam ze sobą. Czemuż to społeczeństwo miało wyznaczyć trendy i decydować, co przystoi, a co nie przystoi. Jakie powiązania Patrick czuł z całą zbieraniną, aby po ich odzieniu stwierdzić, czy jest wystarczająco, za mało czy zbyt ubrany?
Przyglądał się przez chwilę magicznemu podarkowi, po czym wsunął pierścień na palec. Jego włosy i ciemne ubranie momentalnie pokryły się w losowych miejscach drobinkami srebrnego pyłu, co sprawiło, że cały strój przywodził na myśl rozgwieżdżone nocne niebo. Co się zaś tyczyło Longbottom... Gdzieś z tyłu głowy cichy głosik mruczał mu, że Brenna stała mu się w ostatnich miesiącach nieco bliższa niż większość współpracownic z Ministerstwa Magii, jednak...
Czy to cokolwiek znaczyło na dobrą sprawę? Według obiegowej opinii panna Wszystkowiedząca i Po-Bagnach-Chodząca potrafiła zjednać sobie każdego. Czemu nie miałaby sobie zjednać i jego, nawet jeśli udało jej się to zrobić wbrew jego własnej woli? Skoro miała taki dar koleżeństwa i przekonywania...
— Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że nadrzędnym celem Brygady Uderzeniowiej stało się zapewnienie mi ekscytującej egzystencji — parsknął na słowa Patricka. — Poza tym ja jestem rozluźniony! Gdybym nie był, nawet bym tutaj nie przyszedł, Patricku! — Szedł za nim, podnosząc nieco głos, żeby lepiej go słyszał w tym tłumie. — Na takie wypady po prostu trzeba się przygotować zawczasu!
Jakby nuda kiedykolwiek komuś zaszkodziła. Czy ktokolwiek od tego umarł? Oczywiście, że nie. Ludziom działa się krzywda dopiero wtedy, gdy brak pomysłów na życie popychał ich ku niebezpiecznym aktywnościom. A co mógłby robić znudzony Sebastian? Cóż, najpierw zacząłby od gruntownych porządków w swoim mieszkaniu na Nokturnie. Potem poukładałby książki alfabetycznie w swojej biblioteczce.
Na koniec, kiedy już ogarnąłby przestrzeń wokół siebie, zacząłby naprawiać samego siebie poprzez żarliwą modlitwę ku Matce Naturze. Czy mogło istnieć coś bliższego idealnemu dniu, kiedy to nie nawiedzali go żadni Brygadziści i Aurorzy? W ciemnych oczach Sebastiana pojawiły się błyski błogości, gdy wyobraził sobie dzień lub, Matko daj nadzieję, tydzień bez żadnych wezwań do Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Marzenia ściętej głowy. Nierealne i niemożliwe do zrealizowania w obecnych warunkach.
— Sebastian Macmillan — przedstawił się, pochylając głęboko czoło przed Victorią. Jego włosy i ubrania zaczęły mocniej mienić się, jakby obsypane srebrnych pyłkiem. — Egzorcysta, po części kapłan, po części najnowsza ofiara i obsesja Brenny Longbottom. Aha... i przyjaciel Patricka.
Po chwili na blacie pojawiły się szklaneczki z zamówionymi przez Stewarda drinkami. Sebastian wybrał ten o kolorze intensywnej czerwieni, licząc na to, że zasmakuje alkoholu o truskawkowym posmaku. Te wszystkie napitki były takie wielobarwne, że na pewno dodano do nich jakichś smakowitych soków i syropów. Wziął kilka łyków, cmokając z zainteresowaniem, po czym zerknął na parkiet ku mężczyźnie, który jeszcze chwilę temu był niedźwiedziem.
— Latający facet, niedźwiedź zmieniający się w faceta — zaczął wymieniać półgłosem, obracając szklankę w dłoni. — Ciekawe, co będzie dalej.
Idę za Patrickiem do baru, witam się z Victorią i pije drinka.
Obecnie rozmawiam z Patrickiem i Victorią
!magicznydrink
Zdaniem Sebastiana nie powinno się oceniać własnego poczucia stylu czy godności na podstawie postawy innych ludzi. Wszystko zależało od tego, jak człowiek czuł się sam ze sobą. Czemuż to społeczeństwo miało wyznaczyć trendy i decydować, co przystoi, a co nie przystoi. Jakie powiązania Patrick czuł z całą zbieraniną, aby po ich odzieniu stwierdzić, czy jest wystarczająco, za mało czy zbyt ubrany?
Przyglądał się przez chwilę magicznemu podarkowi, po czym wsunął pierścień na palec. Jego włosy i ciemne ubranie momentalnie pokryły się w losowych miejscach drobinkami srebrnego pyłu, co sprawiło, że cały strój przywodził na myśl rozgwieżdżone nocne niebo. Co się zaś tyczyło Longbottom... Gdzieś z tyłu głowy cichy głosik mruczał mu, że Brenna stała mu się w ostatnich miesiącach nieco bliższa niż większość współpracownic z Ministerstwa Magii, jednak...
Czy to cokolwiek znaczyło na dobrą sprawę? Według obiegowej opinii panna Wszystkowiedząca i Po-Bagnach-Chodząca potrafiła zjednać sobie każdego. Czemu nie miałaby sobie zjednać i jego, nawet jeśli udało jej się to zrobić wbrew jego własnej woli? Skoro miała taki dar koleżeństwa i przekonywania...
— Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że nadrzędnym celem Brygady Uderzeniowiej stało się zapewnienie mi ekscytującej egzystencji — parsknął na słowa Patricka. — Poza tym ja jestem rozluźniony! Gdybym nie był, nawet bym tutaj nie przyszedł, Patricku! — Szedł za nim, podnosząc nieco głos, żeby lepiej go słyszał w tym tłumie. — Na takie wypady po prostu trzeba się przygotować zawczasu!
Jakby nuda kiedykolwiek komuś zaszkodziła. Czy ktokolwiek od tego umarł? Oczywiście, że nie. Ludziom działa się krzywda dopiero wtedy, gdy brak pomysłów na życie popychał ich ku niebezpiecznym aktywnościom. A co mógłby robić znudzony Sebastian? Cóż, najpierw zacząłby od gruntownych porządków w swoim mieszkaniu na Nokturnie. Potem poukładałby książki alfabetycznie w swojej biblioteczce.
Na koniec, kiedy już ogarnąłby przestrzeń wokół siebie, zacząłby naprawiać samego siebie poprzez żarliwą modlitwę ku Matce Naturze. Czy mogło istnieć coś bliższego idealnemu dniu, kiedy to nie nawiedzali go żadni Brygadziści i Aurorzy? W ciemnych oczach Sebastiana pojawiły się błyski błogości, gdy wyobraził sobie dzień lub, Matko daj nadzieję, tydzień bez żadnych wezwań do Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Marzenia ściętej głowy. Nierealne i niemożliwe do zrealizowania w obecnych warunkach.
— Sebastian Macmillan — przedstawił się, pochylając głęboko czoło przed Victorią. Jego włosy i ubrania zaczęły mocniej mienić się, jakby obsypane srebrnych pyłkiem. — Egzorcysta, po części kapłan, po części najnowsza ofiara i obsesja Brenny Longbottom. Aha... i przyjaciel Patricka.
Po chwili na blacie pojawiły się szklaneczki z zamówionymi przez Stewarda drinkami. Sebastian wybrał ten o kolorze intensywnej czerwieni, licząc na to, że zasmakuje alkoholu o truskawkowym posmaku. Te wszystkie napitki były takie wielobarwne, że na pewno dodano do nich jakichś smakowitych soków i syropów. Wziął kilka łyków, cmokając z zainteresowaniem, po czym zerknął na parkiet ku mężczyźnie, który jeszcze chwilę temu był niedźwiedziem.
— Latający facet, niedźwiedź zmieniający się w faceta — zaczął wymieniać półgłosem, obracając szklankę w dłoni. — Ciekawe, co będzie dalej.