21.02.2024, 01:15 ✶
Miała jeszcze trzecią opcję, jak na przykład siedzenie grzecznie na swoim miejscu, absolutnie znudzona, aż wreszcie cała ekipa opuści toaletę, w której utknął Eliott. W sumie też była jeszcze czwarta, to jest aktywne szukanie ojca, albo chociaż próba wyłowienia blond głowy Eden gdzieś w tłumie ludzi, którzy zaczęli przeciskać się do wyjścia. Żadna jednak nie była tak miła jak te, które podsumował Darcy.
- Oh, no dobrze - rzuciła, zwracając do niego twarz i uśmiechając się lekko. - Ja niestety nigdy nie opanowałam tej zdolności i muszę polegać właśnie na kominkach, albo innych środkach transportu. Ale może to i lepiej, bo teraz przysługuje mi spacer w miłym towarzystwie - przyjemny uśmiech pogłębił się, bo może i kłamać lubiła czy umiała bardzo dobrze, ale w tym momencie była jak najbardziej szczera.
Przyjrzała mu się uważnie, tak jakby jego słowa w pierwszym odruchu uznała jako żart. Nawet też pokręciła lekko głową, żeby dał sobie spokój z takimi podchodami, bo jeszcze się na nie złapie i co w tedy będzie. Ale potem do niej dotarło, ze nawet jeśli w jego głosie pobrzmiewała wesoła nuta, to mówił całkiem szczerze.
- Naprawdę? - zapytała, przekrzywiając przy tym jeszcze głowę, jeszcze trochę podejrzliwa. Nie chodziło o tym, że jakoś specjalnie przejmowała się tym, że ktoś by ich tutaj, na środku chodnika zauważył - o to dbała raczej w niewielkim stopniu. Wychodziła jednak z założenia, że Lockhart może mieć na tę całą sytuację o wiele inną perspektywę. Może nie chciał by o nim mówiono, że tańczył jak wariat wieczorową porą na Horyzontalnej, albo zwyczajnie aktualna sceneria wydawała się zbyt mało magiczna, by potem przekuć ją na dobrą historię. Bo miała wrażenie, że o to mu przede wszystkim w życiu chodziło. O dobre historie. Najwyraźniej jednak, ta chwila była wystarczająca.
- W takim razie, paniczu Lockhart - wysunęła dłoń spod jego ramienia i zrobiła kroczek w tył, dygając ku niemu dwornie. - Uczyni mi pan tę przyjemność i zatańczy ze mną tu i teraz? - wesoły uśmiech pojawił się na jej twarzy, kiedy wyciągnęła ku niemu dłoń, gotowa dać się poprowadzić.
- Oh, no dobrze - rzuciła, zwracając do niego twarz i uśmiechając się lekko. - Ja niestety nigdy nie opanowałam tej zdolności i muszę polegać właśnie na kominkach, albo innych środkach transportu. Ale może to i lepiej, bo teraz przysługuje mi spacer w miłym towarzystwie - przyjemny uśmiech pogłębił się, bo może i kłamać lubiła czy umiała bardzo dobrze, ale w tym momencie była jak najbardziej szczera.
Przyjrzała mu się uważnie, tak jakby jego słowa w pierwszym odruchu uznała jako żart. Nawet też pokręciła lekko głową, żeby dał sobie spokój z takimi podchodami, bo jeszcze się na nie złapie i co w tedy będzie. Ale potem do niej dotarło, ze nawet jeśli w jego głosie pobrzmiewała wesoła nuta, to mówił całkiem szczerze.
- Naprawdę? - zapytała, przekrzywiając przy tym jeszcze głowę, jeszcze trochę podejrzliwa. Nie chodziło o tym, że jakoś specjalnie przejmowała się tym, że ktoś by ich tutaj, na środku chodnika zauważył - o to dbała raczej w niewielkim stopniu. Wychodziła jednak z założenia, że Lockhart może mieć na tę całą sytuację o wiele inną perspektywę. Może nie chciał by o nim mówiono, że tańczył jak wariat wieczorową porą na Horyzontalnej, albo zwyczajnie aktualna sceneria wydawała się zbyt mało magiczna, by potem przekuć ją na dobrą historię. Bo miała wrażenie, że o to mu przede wszystkim w życiu chodziło. O dobre historie. Najwyraźniej jednak, ta chwila była wystarczająca.
- W takim razie, paniczu Lockhart - wysunęła dłoń spod jego ramienia i zrobiła kroczek w tył, dygając ku niemu dwornie. - Uczyni mi pan tę przyjemność i zatańczy ze mną tu i teraz? - wesoły uśmiech pojawił się na jej twarzy, kiedy wyciągnęła ku niemu dłoń, gotowa dać się poprowadzić.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.