21.02.2024, 21:35 ✶
Biegnę za Erikiem do łazienki i nas w niej zatrzaskuję...
— Myślisz, że Brenna pozwoliłaby mi zabrać kilka tych przypraw na jutro? — szepnął rozbawiony — Użylibyśmy ich dopiero po północy, gdy starszyzna pójdzie spać, aby nikogo nie gorszyć...
Towarzystwo się rozpierzchło, zatem Perseus postanowił dokończyć swój sok, pożegnać się z Victorią i dyskretnie wymknąć się ze stodoły; miał nadzieję, że nikt nie obrazi się za tak nieeleganckie wyjście. Wszak następnego dnia musiał wyglądać... świeżo. I dokładnie to właśnie zamierzał przekazać Lestrange, kiedy w tłumie mignęła mu - jak mu się zdawało - znajoma sylwetka. Elizabeth. Kobieta całkowicie oderwana od rzeczywistości. Ciężki przypadek. I mógł to powiedzieć jako magipsychiatra. Na domiar złego chyba upatrzyła sobie Perseusa na cel swoich zalotów. Schlebiałoby mu, to gdyby nie to, że była w wieku jego matki i próbowała go podstępem napoić amortencją.
— Przepraszam, chyba sam muszę przypudrować nosek... — skinął głową w stronę, w którą odszedł Erik — Miło było cię zobaczyć! Do jutra!
Odstawił niedopity sok na bar i sam pomknął w kierunku toalet tak szybko, jak pozwalała mu schorowana noga. Odczekał chwilę pod drzwiami, aż usłyszał dźwięk odkręcanej wody - nie chciał przecież podglądać kolegi, już wystarczająco niezręczności przeżyli - i dopiero wtedy wparował do środka, przekręcając zamek i barykadując wejście dodatkowo laską. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że tym samym przypadkiem zatrzasnął ich w środku.
— Eriku! — westchnął przerażony, chwytając się za serce — Wydawało mi się, że widziałem... Sam-Wiesz-Kogo. Starą wiedźmę. Tę od amortencji.
A zaraz potem rozejrzał się po pomieszczeniu, zaskoczony tym, że w wiejskiej stodole znajdowała się łazienka z prawdziwego zdarzenia. Brenna to miała łeb!
— Myślisz, że Brenna pozwoliłaby mi zabrać kilka tych przypraw na jutro? — szepnął rozbawiony — Użylibyśmy ich dopiero po północy, gdy starszyzna pójdzie spać, aby nikogo nie gorszyć...
Towarzystwo się rozpierzchło, zatem Perseus postanowił dokończyć swój sok, pożegnać się z Victorią i dyskretnie wymknąć się ze stodoły; miał nadzieję, że nikt nie obrazi się za tak nieeleganckie wyjście. Wszak następnego dnia musiał wyglądać... świeżo. I dokładnie to właśnie zamierzał przekazać Lestrange, kiedy w tłumie mignęła mu - jak mu się zdawało - znajoma sylwetka. Elizabeth. Kobieta całkowicie oderwana od rzeczywistości. Ciężki przypadek. I mógł to powiedzieć jako magipsychiatra. Na domiar złego chyba upatrzyła sobie Perseusa na cel swoich zalotów. Schlebiałoby mu, to gdyby nie to, że była w wieku jego matki i próbowała go podstępem napoić amortencją.
— Przepraszam, chyba sam muszę przypudrować nosek... — skinął głową w stronę, w którą odszedł Erik — Miło było cię zobaczyć! Do jutra!
Odstawił niedopity sok na bar i sam pomknął w kierunku toalet tak szybko, jak pozwalała mu schorowana noga. Odczekał chwilę pod drzwiami, aż usłyszał dźwięk odkręcanej wody - nie chciał przecież podglądać kolegi, już wystarczająco niezręczności przeżyli - i dopiero wtedy wparował do środka, przekręcając zamek i barykadując wejście dodatkowo laską. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że tym samym przypadkiem zatrzasnął ich w środku.
— Eriku! — westchnął przerażony, chwytając się za serce — Wydawało mi się, że widziałem... Sam-Wiesz-Kogo. Starą wiedźmę. Tę od amortencji.
A zaraz potem rozejrzał się po pomieszczeniu, zaskoczony tym, że w wiejskiej stodole znajdowała się łazienka z prawdziwego zdarzenia. Brenna to miała łeb!
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory